Status na FB: sędzia

Tagi:

shutterstock_245047450_fmtCzy sędzia może mieć konto na Facebooku lub Twitterze? Czy w gronie jego socialmediowych znajomych powinien być prokurator, z którym studiował? A co, jeśli ten oskarża w tym samym procesie, w którym sędzia przewodniczy składowi orzekającemu? Czy umieszczanie fotografii na prywatnym profilu sędziego z prywatnego przyjęcia, na którym pozuje z adwokatem, może poddawać w wątpliwość jego bezstronność?

Już od ponad czterech lat sędziowie i etycy prawa z Florydy zastanawiają się, czy przyjaźń na Facebooku to prawdziwa przyjaźń. Usiłują odpowiedzieć na pytanie, czy sędzia może mieć wśród znajomych (w angielskiej wersji to „friend”, czyli przyjaciel) prokuratora biorącego udział w tym samym procesie, w którym jego sędzia „przyjaciel” orzeka.

Związek sędziego i prokuratora? To skomplikowane…

Wszystko zaczęło się w 2009 roku, gdy w procesie karnym wytoczonym przez stan Floryda, oskarżony Pierre Domville złożył wniosek o wyłączenie sędziego z postępowania. Twierdził, że sędzia i prokurator pełniący rolę oskarżyciela w jego procesie są „przyjaciółmi” na Facebooku i to budzi zastrzeżenia co do bezstronności sądu, a tym samym może doprowadzić do wydania niesprawiedliwego wyroku. Z tymi zarzutami sąd się nie zgodził i oddalił wniosek oskarżonego, uznając podane przez niego powody za bezzasadne i niezwiązane ze sprawą.

Jednak Pierre Domville nie dał za wygraną i wniosek o zmianę sędziego skierował do sądu wyższej instancji. Tym razem sędziowie przychylili się do prośby oskarżonego i uznali jego racje. W czasie wydawania werdyktu co do zasadności wyłączenia sędziego z procesu Floryda vs. Domville powołali się na kodeks etyki sędziowskiej oraz opinię komitetu doradczego ds. tejże etyki, który w listopadzie 2009 roku odpowiedział na kilka konkretnych pytań dotyczących działalności sędziów w social media, zawierania przez nich „znajomości” z prawnikami innych specjalizacji, zwłaszcza w sytuacji, gdy ci drudzy mogą występować w sądzie, w którym dany sędzia orzeka.

Zdaniem Komitetu, sędzia nie może swobodnie dodawać znajomych w portalach społecznościowych, ponieważ nawet jeśli inny prawnik nie jest w rzeczywistości przyjacielem sędziego, ale w odbiorze ogólnym za takiego uchodzi, może to budzić wątpliwości co do jego wpływu na sędziego. Komitet zwraca uwagę, że internet jako medium powszechnie dostępne służy też ludziom, którzy nie znają szczegółowo prawa, a tacy mogą – widząc wśród „przyjaciół” sędziego na jego profilu społecznościowym innych prawników – uznać, że bezstronność tego pierwszego jest mocno wątpliwa.

Jak podkreślił Komitet, zakaz znajomości społecznościowych pomiędzy sędziami a prawnikami wynika wprost z rozwiązań etycznych, a dokładnie Kanonu 2B, w którym napisano, że sędzia nie może używać prestiżu związanego z pełnionym urzędem do spraw prywatnych swoich lub innych osób.

I sprawa wydawała się na zakończoną. Jednak po ocenianiu jej przez kolejne sądy, w tym apelacyjne, wydaniu wielu opinii przez komisje do spraw etyki, trafiła w końcu na wokandę Sądu Najwyższego Florydy, by tam czekać na ostateczne rozstrzygnięcie. Jeśli sąd uzna, że „przyjaźnie” na portalach społecznościowych budzą zastrzeżenia natury etycznej, zapewne sędziowie masowo będą te portale opuszczać.

Zasady nie są potrzebne?

Z takimi dylematami nie musi na razie mierzyć się polski wymiar sprawiedliwości i polscy sędziowie. – Nie znam podobnego przypadku w polskim sądownictwie – ocenia amerykańską sprawę sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie Waldemar Żurek, rzecznik prasowy Krajowej Rady Sądownictwa. – Mieliśmy do czynienia z historią pewnego młodego sędziego, który na swoim prywatnym profilu na Facebooku opublikował zdjęcie za kratami wraz z deklaracją, że teraz będzie przestępców wsadzał do więzienia. Mimo że zachowanie sędziego trąciło o naruszenie zasad etyki i dostał on upomnienie, dalszych reperkusji takiego zachowania nie było. Ale to sprawa innego kalibru i o innym charakterze.

W polskim prawie nie ma żadnych uregulowań dotyczących zachowania sędziów na portalach społecznościowych. Zdaniem prezesa Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia, sędziego Macieja Strączyńskiego, takie zalecenia komisji etyki czy rozbudowywanie istniejących przepisów są w ogóle niepotrzebne. – Sędziowie to są dorośli ludzie, znają zasady etyki zawodowej i nie ma potrzeby przygotowywania takich przepisów, które miałyby im przypominać, jak się powinni zachowywać – przekonuje sędzia Strączyński. Jego zdaniem Zbiór Zasad Etyki Zawodowej Sędziów, uchwalony w 2003 roku, jest wystarczającym drogowskazem w postępowaniu dla sędziów.

Bezstronność przede wszystkim

Paragraf 1. „Zbioru Zasad Etyki Zawodowej Sędziów” mówi, że „z pełnieniem urzędu sędziego wiążą się szczególne obowiązki oraz ograniczenia osobiste.” W kolejnych paragrafach czytamy, że „sędzia powinien zawsze kierować się zasadami uczciwości, godności, honoru, poczuciem obowiązku oraz przestrzegać dobrych obyczajów” jak również „powinien dbać o autorytet swojego urzędu, o dobro sądu, w którym pracuje, a także o dobro wymiaru sprawiedliwości i ustrojową pozycję władzy sądowniczej.”

W paragrafie 5 mowa jest o tym, że „sędzia powinien unikać zachowań, które mogłyby przynieść ujmę godności sędziego lub osłabić zaufanie do jego bezstronności, nawet, jeśli nie zostały uwzględnione w Zbiorze.” W kolejnym punkcie tego samego paragrafu czytamy, że „Sędzia, który naruszył zasady etyczne, powinien podjąć niezwłocznie działania zmierzające do usunięcia skutków tego naruszenia lub w inny sposób zadośćuczynić osobie dotkniętej takim postępowaniem.” Kluczowy wydaje się paragraf 9, w którym mowa o tym, że „sędzia nie może ulegać jakimkolwiek wpływom naruszającym jego niezawisłość, bez względu na ich źródło lub przyczynę. W razie wystąpienia okoliczności, które mogą zagrozić niezawisłemu sprawowaniu urzędu, sędzia jest obowiązany niezwłocznie powiadomić odpowiedniego przełożonego.” Paragraf 10 uściśla, że „sędzia powinien unikać zachowań, które mogłyby podważyć zaufanie do jego niezawisłości i bezstronności.”

Znajomi w rzeczywistości, znajomi na Facebooku

Jak twierdzi prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia, ograniczanie dostępu sędziów do portali społecznościowych to absurd. Sam nie ma profilu na Facebooku, bo, jak mówi, nie ma na to czasu, jednak podkreśla, że jego znajomi sędziowie mają i dobrze w mediach społecznościowych funkcjonują. Sędzia Strączyński zapytany, czy zdjęcie na Facebooku z prywatnego przyjęcia, na którym prokurator z sędzią razem świętują urodziny znajomego adwokata, może budzić zastrzeżenia natury etycznej, zdecydowanie odpowiada, że nie. – To by była jakaś hipokryzja! – przekonuje. – Prawnicy znają się ze studiów, aplikacji, towarzysko, nie ma powodu, by w portalach społecznościowych udawali, że się nie znają. W małych miastach, gdzie jest po kilku sędziów, prokuratorów i adwokatów, nie ma cudów, by prawnicy różnych specjalizacji się nie znali – przekonuje. – W znanym mi mieście prezesem sądu jest mąż, a żona zastępcą prokuratora rejonowego – opowiada. – Czy to znaczy, że są stronniczy? Absolutnie nie, mąż nie prowadzi spraw, w których żona wykonywała czynności. Znajomość ujawniona na Facebooku też nic nie zmieni. Nikt prywatnych znajomości nie przenosi na salę sądową.
Waldemar Żurek zaleca jednak ostrożność. – Spotykam kolegów w sądzie, wiadomo, że się znamy, jednak afiszowanie się z zażyłością może słusznie budzić w stronach oczekujących na rozprawę wątpliwości co do bezstronności sądu – uważa sędzia Żurek. Jego zdaniem sędzia powinien też ograniczyć znajomości z prokuratorem czy znajomym adwokatem w sieci. Rzecznik KRS ma co prawda konto na Facebooku, ale z niego nie korzysta, nie przyjmuje zaproszeń od znajomych, ani nie należy do żadnych grup tematycznych. Dlaczego? – Dołączając do jakiejś grupy na Facebooku sędzia nie ma gwarancji, z kim ma do czynienia. Bo przecież obok grup zamkniętych, zawodowych, do których są przyjmowani tylko znajomi twórców grupy lub przedstawiciele jakiejś profesji, jak prawnicy, są też grupy otwarte, do których może należeć każdy, na przykład przestępca – mówi sędzia Żurek, który jest zwolennikiem zasady ograniczonego zaufania w takich przypadkach. – Należenie do tej samej grupy z kryminalistami budzi poważne zastrzeżenia wobec sędziego. Wyobraźmy sobie sytuację, w której ktoś o nieprawdziwym nicku i fałszywym zdjęciu zaczyna z sędzią rozmowę o rzeczach pozornie nieistotnych. Sędzia pełen dobrych chęci i wiary w czystość intencji rozmówcy, rozmawia z nim, a potem niespodziewanie spotyka się z nim w jednej sali sądowej.

Zdaniem sędziego Żurka taka sytuacja może stać się podstawą do wyłączenia sędziego z postępowania, doprowadzić do przedłużenia procesu lub nawet przedawnienia sprawy… – Wystarczy, że osoba z Facebooka, która okaże się podsądnym, świadkiem lub członkiem rodziny osoby oskarżonej w procesie, przedstawi przed sądem te dialogi. Jest to podstawa do wyłączenia sędziego z takiego postępowania – przekonuje rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa. – A to zawsze komplikuje postępowanie, wydłuża je znacząco, a nawet może doprowadzić właśnie do przedawnienia sprawy. Sędziowie w takiej sytuacji stają się łakomym kąskiem dla świata przestępczego – kwituje.

Ślepym okiem Temidy

Obaw o swój wizerunek w social mediach nie ma sędzia Sądu Rejonowego w Łobzie, Arkadiusz Krupa. Oprócz profilu prywatnego, prowadzi także na Facebooku profil „Ślepym okiem Temidy”, na którym publikuje rysunki własnego autorstwa. To satyryczne komentarze do rzeczywistości nie tylko sądowej, ale też codziennych spraw. Wśród pojedynczych prac sędziego można znaleźć też serię pt. „Przygody sędziego Zdreda”, którego imię zrodziło się z połączenia słów „zgred” i „dredy”, a jego właściciel to ucieleśnienie ciętej riposty i prześmiewczego spojrzenia na świat. „Ojciec” Zdreda, sędzia Krupa, publikuje rysunki w wielu periodykach branżowych, można było je oglądać m.in. w „Rzeczpospolitej” oraz wielu albumach i książkach. No i rzecz jasna na Facebooku.

Czy łączenie funkcji sędziego i rysownika, który w portalu społecznościowym komentuje rzeczywistość ujawniając tym samym swój stosunek do niej nie budzi zastrzeżeń innych sędziów, podsądnych? – Nigdy nie patrzyłem na mój profil i zawód sędziego w kontekście kolizji – mówi sędzia Krupa. – Władze sądu, w którym pracuję, mają pełną świadomość tego, co robię. Przecież sędziowie także mają prawo do realizowania swoich pasji w czasie wolnym, pod warunkiem, że nie naruszają zasad etyki zawodowej.

Znajomi z Facebooka jak rodzina przy podziale majątku

Sędzia Arkadiusz Krupa nie widzi też problemu w sprawie, która spędza sen z powiek Amerykanom. Mówi ze śmiechem, że znajomi na Facebooku są sobie równie bliscy jak rodzina przy podziale majątku; jego zdaniem nie ma obaw, że bycie czyimś znajomym w portalu społecznościowym podważa bezstronność sędziego. – Jeśli sędzia jest miłośnikiem gór i wspinaczki, obraca się w środowisku górskim, to nie znaczy przecież, że nie może orzekać powiedzmy w sprawie oskarżonego TOPR-owca, nawet jeśli należą do jednej grupy miłośników gór na FB – przekonuje. – Facebook to jeden z kanałów komunikacji. Oczywiście, trzeba być ostrożnym w jego używaniu, zwłaszcza w kontekście życia prywatnego, ale stosuje się tu prawo podmiotowe i każdy ma prawo do swojego profilu – dodaje.

Arkadiusz Krupa uważa jednak, że sędzia, jak każdy inny człowiek, powinien zachować zdrowy rozsądek i umiar w publikowaniu treści na swoim profilu prywatnym. Zdarza się, że jego znajomi prawnicy: adwokaci, radcy prawni, prokuratorzy, którzy mają profile w mediach społecznościowych, nie trzymają się tych zasad. – Umieszczanie zdjęć w bikini przez adwokatkę oceniam krytycznie, podobnie jak publikowanie na profilu najgorszej jakości sprośnych żartów przez znajomego prokuratora – opowiada sędzia. – Takie zachowania mogą podważyć zaufanie do konkretnego prawnika. Na szczęście, Facebook zapewnia funkcje, dzięki którym treści te mogą być dostępne tylko dla wybranych osób.

Media społecznościowe dla wszystkich

Jak na razie wymiar sprawiedliwości, a przede wszystkim sądy i sędziowie, nie korzystają z portali społecznościowych powszechnie. A to zdaniem sędziego Waldemara Żurka błąd. Sieci Krajowej Rady Sądownictwa, ani komunikaty medialne wysyłane do różnych redakcji nie mają nigdy takiego zasięgu jak media społecznościowe. – To najlepsza droga komunikacji – przekonuje. – Musimy nad tym popracować, bo dzięki temu znacznie lepiej będziemy mogli mówić o tym, co robimy.