Swoboda wypowiedzi a powaga i bezstronność władzy sądowej

Tagi:

ETPCz_odpowiedzialno___karna_dziennikarzy2Jak wynika wprost z Artykułu 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, swoboda wypowiedzi może być ograniczona przez wzgląd na potrzebę zagwarantowania powagi i bezstronności władzy sądowej. W jaki sposób Europejski Trybunał Praw Człowieka interpretuje to pojęcie w praktyce?

Niewątpliwie swoboda wypowiedzi stanowi jeden z podstawowych filarów społeczeństwa demokratycznego. Nie ogranicza się ona przy tym jedynie do informacji i poglądów, które są przyjmowane przychylnie, ale obejmuje także te, które obrażają, oburzają czy niepokoją. Czy oznacza to jednak, że każda wypowiedź może pozostać bez jakiejkolwiek reakcji państwa?

Oczywiście nie. Ingerencja w swobodę wypowiedzi, w postaci na przykład skazania, warunkowego umorzenia postępowania, czy też zasądzenia zadośćuczynienia, może pozostawać w zgodzie z Konwencją, o ile spełnione zostaną ściśle określone warunki. Gdy w konkretnej sprawie doszło w ogóle do ingerencji, Trybunał analizuje dalej, czy miała ona podstawę w obowiązującym prawie, czy służyła realizacji jednego ze ściśle określonych celów oraz czy była konieczna w społeczeństwie demokratycznym. W ramach badania tego ostatniego elementu, Trybunał zadaje sobie pytanie, czy istnieje pilna potrzeba społeczna uzasadniająca ingerencję, czy ingerencja jest proporcjonalna i czy przyczyny, które zostały przywołane do jej uzasadnienia są istotne i wystarczające. Oczywiście, przy dokonywaniu oceny, czy tego rodzaju potrzeba istnieje oraz jakie środki należy podjąć dla jej realizacji, państwo posiada pewien margines swobody, podlegający jednak ostatecznej ocenie Trybunału.

Jednym z celów, który może uzasadniać ograniczenia swobody wypowiedzi, wynikającym wprost z treści Art. 10 Konwencji, jest potrzeba zagwarantowania powagi i bezstronności władzy sądowej.

Powaga i bezstronność władzy sądowej

Jakie jest uzasadnienie takiego ograniczenia? Niewątpliwie praca sądów, które są gwarantami sprawiedliwości i pełnią podstawową rolę w państwie prawa, powinna cieszyć się zaufaniem publicznym. Dlatego też należy chronić ją przed nieuzasadnionymi atakami, podważającymi należny jej autorytet. Oczywiście sądy, podobnie jak i inne instytucje publiczne, nie są wolne od krytyki i kontroli. Koniecznym jednak jest tu wyraźne rozgraniczenie pomiędzy krytyką (która winna być powściągliwa i skierowana raczej przeciwko sądom, niż konkretnym sędziom), a obrazą. Jeżeli jedynym zamiarem wypowiedzi było obrażenie sądu lub sędziego, odpowiednia reakcja, co do zasady, nie będzie stanowiła naruszenia Art. 10 Konwencji.

Również w zakresie wypowiedzi dotyczących sądów i sędziów, kluczową rolę odgrywać będzie prasa, informująca opinię publiczną o tym, czy sędziowie w sposób właściwy wypełniają powierzone im zadania. Zakres dozwolonej krytyki ze strony prasy będzie więc tu szerszy, niż w przypadku jednostek, zwłaszcza tych – zaangażowanych w konkretne postępowanie. Niewątpliwie takimi zaangażowanymi podmiotami będą profesjonalni pełnomocnicy. Jako pośrednicy pomiędzy opinią publiczną a sądami, uczestniczący w budowaniu zaufania publicznego do sądów. Cieszą się oni z pewnych praw i przywilejów, na przykład w zakresie swobody doboru używanych argumentów. Są też uprawnieni do formułowania publicznych komentarzy dotyczących wymiaru sprawiedliwości, o ile krytyka taka nie przekracza pewnych granic i nie służy wyłącznie rozbudzeniu zainteresowania mediów daną sprawą w celu oddziaływania na prowadzącego ją sędziego.

Wypowiedzi pełnomocników, stanowiące element pewnej strategii procesowej, mogą bowiem godzić w bezstronność władzy sądowej. Stanowi ona element rzetelnego postępowania, której zagrażać mogą takie wypowiedzi, których celem jest oddziaływanie na sąd w związku z toczącą się sprawą, w celu uzyskania konkretnej treści rozstrzygnięcia, czy też takie, które z założenia mają zastępować sądy w ferowaniu wyroków, niezależnie od tego, czy ich autorami są prasa, czy też politycy.

Sprawy polskie

Potrzeba zagwarantowania powagi i bezstronności sądów i sędziów, jako przyczyna uzasadniająca ingerencję w sferę wolności wypowiedzi, pojawiła się kilkakrotnie w sprawach polskich.

W sprawie Skałka skarżący odbywający karę pozbawienia wolności, niezadowolony z odpowiedzi na swoje pismo skierowane do sądu penitencjarnego, napisał list do prezesa sądu. W liście tym stwierdził, że w wydziale penitencjarnym pracują nieodpowiedzialne błazny oraz obsypał autora odpowiedzi inwektywami w rodzaju: kretynek, dureń, ograniczone indywiduum, czy spotęgowany kretyn. W związku z użytymi określeniami w sprawie wszczęto postępowanie karne, a skarżący został skazany na karę ośmiu miesięcy pozbawienia wolności.

Trybunał przypomniał tu, iż powaga władzy sądowej oznacza w szczególności, że sądy są powszechnie akceptowane jako forum rozwiązywania sporów prawnych oraz rozstrzygania o winie lub niewinności w sprawach karnych. W zakresie poszanowania powagi władzy sądowej chronione jest zaufanie, którym sądy w demokratycznym społeczeństwie muszą się cieszyć, zarówno u oskarżonego, w zakresie w jakim dotyczy to postępowania karnego, jak i w całym społeczeństwie. Dlatego też, w okolicznościach niniejszej sprawy Trybunał uznał, że interes chroniony poprzez ingerencję był wystarczająco ważny, by uzasadnić ingerencję w swobodę wypowiedzi, którą w tym przypadku stanowiło skazanie na karę pozbawienia wolności.

Problemem nie było tu więc to, czy skarżący powinien zostać ukarany za określenia użyte w swoim liście, ale raczej to, czy wymierzona kara była odpowiednia. Trybunał ostatecznie stwierdził tu naruszenie swobody wypowiedzi, uznając, iż kara ośmiu miesięcy więzienia była jednak nieproporcjonalnie surowa. Inkryminowane zachowanie nie stanowiło otwartego ataku na powagę władzy sądowniczej, ale wewnętrzną wymianę listów, o których nie wiedział nikt z opinii publicznej. Ponadto, waga przestępstwa nie była tak znaczna, by mogła uzasadnić zastosowanie tak surowej kary, zwłaszcza, że skarżący po raz pierwszy przekroczył granice dopuszczalnej krytyki.

Do naruszenia Konwencji doszło również w innej sprawie, dotyczącej dla odmiany wypowiedzi prasowej – Marian Maciejewski, w której skarżący został uznany winnym popełnienia przestępstwa m.in. zniesławienia pracowników wrocławskiego sądu za pomocą wyrażeń: złodzieje w wymiarze sprawiedliwości oraz mafijny układ prokuratorsko-sędziowski.

Skarżący, będący dziennikarzem, zajął się tematem zaginięcia trofeów myśliwskich z kancelarii komorniczej, zlokalizowanej w siedzibie jednego z sądów i opisał długotrwałe i bezskuteczne wysiłki zmierzające do wyjaśnienia okoliczności tego zdarzenia. Wyraził swoje obawy odnośnie procedury zastosowanej w związku z usunięciem trofeów myśliwskich oraz dokładności spisu trofeów rzekomo zwróconych komornikowi. Wskazał na brak kontroli administracyjnej nad komornikiem przez ówczesnego prezesa sądu. Następnie opisał postępowanie cywilne o odszkodowanie, wszczęte przez komornika w związku z zaginięciem trofeów.

Trybunał podkreślił, że opisane w artykule fakty nie zostały zakwestionowane w toczącym się przeciwko skarżącemu postępowaniu o zniesławienie i wskazują one na pewne nieprawidłowości w funkcjonowaniu wrocławskich sądów i prokuratury, a dyskusja na ten temat stanowiła element debaty publicznej.

Odnosząc się do wyrażenia złodzieje w wymiarze sprawiedliwości skarżący stwierdził, że osobą odpowiedzialną za kradzież trofeów myśliwskich był w jego ocenie praktykant komorniczy. Jednakże, w ocenie sądu pierwszej instancji, praktykant komorniczy nie jest sędzią, prokuratorem ani pracownikiem wymiaru sprawiedliwości. Taka wąska interpretacja pojęcia wymiar sprawiedliwości nie przekonała Trybunału. Jego zdaniem, przesadnym formalizmem byłoby wymaganie od dziennikarza opisującego funkcjonowanie sądów i prokuratorów używania precyzyjnych terminów prawniczych w sposób niezrozumiały dla przeciętnego czytelnika.

W dalszej kolejności Trybunał poddał dokładnej analizie wyrażenie mafijny układ prokuratorsko-sędziowski. Sądy krajowe zakwalifikowały sporną frazę, jako twierdzenie o faktach. Trybunał był tu jednak odmiennego zdania. Po pierwsze, stwierdził, że określenie to jest czymś pośrednim pomiędzy twierdzeniem o faktach a sądem wartościującym z dominacją tego drugiego elementu. Po drugie, sporna fraza została użyta przez komornika we wniesionej przez niego skardze, a następnie powtórzona skarżącemu, który uznał ją za opinię. Po trzecie, kwestionowane twierdzenie zostało użyte przez skarżącego w związku z różnymi postępowaniami dotyczącymi sędziów i prokuratorów, w toku, których komornik usiłował wyjaśnić okoliczności domniemanej kradzieży swoich trofeów myśliwskich. Zidentyfikowane przez niego liczne nieprawidłowości w odniesieniu do tych postępowań stanowiły, w ocenie Trybunału, wystarczającą podstawę faktyczną dla zakwestionowanych twierdzeń.

Trybunał przypomniał również, że osoby biorące udział w debacie publicznej w kwestiach będących przedmiotem zainteresowania społeczeństwa mogą uciekać się, do pewnego stopnia, do wyolbrzymienia czy wręcz prowokacji, innymi słowy, do używania stwierdzeń nieco na wyrost. Sporna fraza mieści się w dopuszczalnych granicach, pozostając w ścisłym powiązaniu z informacjami faktycznymi przedstawionymi przez skarżącego w jego artykule. Trybunał nie uznał za udowodnione w okolicznościach tej sprawy, że użycie kwestionowanych wyrażeń oraz ogólny ton artykułu (choć niewątpliwie krytyczny), stanowił nieuzasadniony i szkodliwy atak obliczony na osłabienie zaufania publicznego do wymiaru sprawiedliwości jako całości.

Trybunał zwrócił także uwagę, że w sprawie tej sądy krajowe skupiły się niemal wyłącznie na kwestii prawdziwości twierdzeń skarżącego bez dokonywania analizy, czy działał on ze starannością przy zbieraniu i publikowaniu zebranych informacji.

Z kolei w sprawie Łopuch, skarżąca w swoim piśmie oświadczyła, że jeden z sądów rejonowych brał udział w przestępczej działalności grupy osób, działających w celu zastraszenia, grożenia i wyłudzenia pieniędzy od skarżącej i jej rodziny oraz skierowanej przeciwko jej matce… Ta grupa o charakterze przestępczym składała się z [prawnika] D.N., działającego w skorumpowanej organizacji przestępczej… pod egidą J.S., Prezesa Sądu (…). Skarżąca nie wskazała oczywiście żadnych podstaw faktycznych, które mogłyby uzasadniać jej zarzuty.

Trybunał powtórzył, że doniosła rola, jaką sądownictwo pełni w społeczeństwie demokratycznym, sama w sobie nie może chronić sędziów przed staniem się obiektem skarg obywateli. Jednakże jeśli skarżąca była niezadowolona ze sposobu, w jaki sędzia prowadził jej sprawę, to mogła wystąpić ze stosownym środkiem odwoławczym bądź skargą. Nadto Trybunał zauważył, że skarżąca podniosła swoje zarzuty w pismach do sądu cywilnego, a zatem nie stanowiły one elementu debaty publicznej na temat stanu sądownictwa. W konsekwencji skarżąca nie mogła skutecznie liczyć na rozszerzoną ochronę, z jakiej korzystają tego typu wypowiedzi.

Trybunał podkreślił nadto, że wcześniej skarżąca pisała do tego sądu różne skargi. W odpowiedziach wielokrotnie zwracano jej uwagę na niestosowne wyrażania, których używała. W ten sposób skarżąca została ostrzeżona, że sposób, w jakich formułowała swoje pisma, był niewłaściwy. Sąd pierwszej instancji, uznając skarżącą winną zniesławienia, miał na uwadze również i ten aspekt sprawy, a nadto wymierzył jej karę grzywny w wysokości 700 zł., która nie była nadmierna. Trybunał zwrócił też uwagę, że sprawa skarżącej została przekazana do rozpoznania innemu sądowi rejonowemu, a zatem zostały podjęte odpowiednie kroki, aby rozwiać wszelkie wątpliwości, co do bezstronności zajmujących się nią sądów. Dlatego też Trybunał w okolicznościach tej konkretnej sprawy uznał skazanie skarżącej za zgodne ze standardem konwencyjnym.