Na marginesie niezawisłości

Sędzia musi lubić ludzi. To właśnie życzliwość i mądrość,
a nie niechęć czy poczucie władzy, i nie tylko „sama” litera
prawa, pomagają rozumieć i właściwie oceniać innych.

Sędzia musi lubić ludzi. To właśnie życzliwość i mądrość, a nie niechęć czy poczucie władzy, i nie tylko „sama” litera prawa, pomagają rozumieć i właściwie oceniać innych.

Dominująca wśród sędziów stała się ostatnio postawa „na nie”. Jesteśmy niezadowoleni z otrzymywanej płacy, proponowanych ocen sędziowskich, zmian administracyjnych, generalnie wszystko jest „na nie”. Wydaje się, że zaczyna nam brakować czasu na podstawową refleksję dotyczącą tego, jakie są zobowiązania sędziego wobec społeczeństwa.

Rodzą się zasadnicze pytania. Czy w XXI w. sędzia powinien być osobą w pewien sposób wyizolowaną, czy też członkiem społeczeństwa korzystającym z takich samych praw, jakie służą innym – w zakresie swobody w życiu zawodowym, politycznym, w działalności społecznej? Czy to ewentualna działalność „pozasądowa” powoduje utratę zaufania do sędziów czy też zaufanie to jest dyktowane innymi kryteriami? Co może być wystarczającą gwarancją utrzymania sędziowskiego autorytetu? Warto na te pytania odpowiedzieć.

Od najstarszych czasów pragnieniem i potrzebą społeczeństw było posiadanie sędziów nieskazitelnych, budzących najwyższe zaufanie. Ta potrzeba istnieje nadal. Próba sprostania jej powoduje, że rola sędziego jest trudna i wymagająca.

Prestiż i znaczenie nowoczesnego sądownictwa zależy od samych sędziów. Coraz częściej niekwestionowane autorytety w Europie, a także poza nią, podkreślają, że sędziowie muszą mieć świadomość służby społeczeństwu, a co z tym związane, nie mogą uważać siebie za jego władców. Co więcej, to sędzia sam, swoim zachowaniem, musi dawać podstawę do tego, aby był szanowany. Dbałość o szacunek społeczny oznacza godne zachowanie nie tylko na sali sądowej, ale właściwy sposób bycia w każdej sytuacji. Działalność pozasądowa oraz prywatne życie sędziego muszą toczyć się w taki sposób, aby zminimalizować ryzyko konfliktu z zawodowymi obowiązkami oraz powinnościami wobec społeczeństwa. Sędzia w sali sądowej zostawia tylko togę. Ale bez togi, poza sądem, wciąż pozostaje sędzią.

W tym kontekście słów kilka o niezawisłości, choć wydaje się nam, że na ten temat powiedziano już wszystko. Jak wiadomo, istnieją dwa rodzaje sędziowskiej niezawisłości – zbiorowa i indywidualna. Według międzynarodowych standardów (20 reguł zawartych w Podstawowych Zasadach Niezawisłości Sądownictwa ustalonych przez ONZ), zbiorowa niezawisłość jest stymulowana przez obowiązek rządów i innych instytucji do jej poszanowania i dbania o nią. Niezawisłość indywidualna to cecha osobista wyrażająca się w rozstrzyganiu spraw bezstronnie, zgodnie z prawem i, przede wszystkim, z własnym sumieniem.

W dzisiejszych czasach sędziowie poddawani są surowej krytyce oraz żądaniom, by ich rozstrzygnięcia były zrozumiałe i jawne. Dzieje się tak, gdyż społeczeństwa coraz mocniej zaangażowane są w oceny decyzji, które tych społeczeństw dotyczą. Dlatego musimy znaleźć właściwą drogę budowania naszego autorytetu.

„Sędziowie muszą mieć świadomość służby społeczeństwu, a co z tym związane, nie mogą uważać siebie za jego władców. Co więcej, sędzia musi nieustannie dawać podstawę do tego, aby był szanowany”

Bycie sędzią to służba, to obowiązek przyjęty w interesie wszystkich członków społeczeństwa. Aby właściwie pełnić tę służbę, prócz posiadania wiedzy prawniczej wymagającej nieustannego pogłębiania, także w świetle standardów międzynarodowych, sędzia musi po prostu lubić ludzi. To właśnie życzliwość i mądrość, a nie niechęć czy poczucie władzy, i nie tylko „sama” litera prawa, pomagają zrozumieć i właściwie ocenić innych.

Sędzia, by móc decydować o losie drugiego człowieka, sam musi reprezentować sobą najwyższe walory. Jakie bowiem moralne prawo karania za zachowania agresywne, za zaniedbywanie dzieci, za poniżanie innych, za korupcję, może mieć osoba, która sama od takich zachowań nie jest wolna?

Sędzia musi być też odważny. Odważny również wobec samego siebie. Po zakończeniu sprawy, a przed ogłoszeniem wyroku, na którym skoncentrowana jest uwaga opinii publicznej, musi poradzić sobie z lękiem przed reakcją tej publiczności. Pokonanie lęku, umiejętność wyzbycia się jakichkolwiek osobistych pobudek oraz maksymalny stopień obiektywizmu, to właśnie jest niezawisłość.

Bycie niezawisłym wymaga wewnętrznego spokoju, a taki spokój daje tylko etyczne życie oraz nieskazitelność i siła charakteru. Niezawisłość nie jest wartością samą w sobie. Pracujemy nad nią cały czas – w każdej chwili i w każdym miejscu.

Osoba zależna od własnych słabości, źle pojętych ambicji, nałogów czy układów towarzyskich, która kieruje się w codziennych sprawach małostkowością, nie umie w prywatnym życiu wybaczać, zawistna, taka osoba nie powinna być sędzią, gdyż cechy te przeszkadzają niezawisłości. Tani populizm, potrzeba akceptacji za wszelką wręcz cenę, brak godności, brak dystansu, niewłaściwy ubiór, niewłaściwy język, nawet w zwykłych kontaktach towarzyskich, wszystko to jest zaprzeczeniem oczekiwań stawianych sędziemu. Rzuca cień na całe środowisko. Nie takich sędziów pragnie społeczeństwo, a wśród niego także inni sędziowie.

W codziennym zachowaniu, na sali i poza salą sądową, nie zapominajmy o stwierdzeniu Arystotelesa, że „nie da się wszystkiego ująć w słowa i literę prawa, życie wyprzedza myśl”. To sędzia jest ostatecznym źródłem wyroku, miarą prawa. Dlatego konieczna jest ciągła praca nad sobą i świadomość, że ten, który staje przed nami, którego los od nas zależy, to człowiek. „Tylko człowiek i aż człowiek”.

Maria


Autorka jest sędzią Sądu Najwyższego w stanie spoczynku.