Sala tortur

Jacek Dubois

” src=”http://nawokandzie.ms.gov.pl/wp-content/uploads/2012/08/dubois-150×150.jpg” alt=”rys. Łukasz Jagielski” width=”150″ height=”150″ />Usankcjonowanie cywilizowanej formy łamania oporu podczas przesłuchań zrodzi nowe wyzwania. Obok dyżurów w sądach 24-godzinnych trzeba będzie wprowadzić dyżury torturowe. Niezbędnym będzie też przygotowanie zaplecza w postaci małej sali tortur przy każdym wydziale w sądzie.

W XVIII w. w Europie zakazano stosowania tortur. Zlikwidowano sądy inkwizycyjne, z sal sądowych zniknęła przemoc. Jedyną formą dopuszczalnej „tortury” stały się rozwlekłe i pozbawione związku ze sprawą wystąpienia stron procesowych. W XXI w., gdy prawa jednostki uznawane są za najwyższą wartość, doszło do historycznej wolty. Rozpoczęto dyskusję nad ponowną legalizacją tortur. Widmo hiszpańskiego inkwizytora, Tomasa de Torquemada, powróciło.

Po zniszczeniu przez terrorystów World Trade Center uznano, że dotychczasowe metody walki z terroryzmem są nieskuteczne. Zaczęto się zastanawiać, czy w przypadku zagrożenia życia tysięcy osób nie należy odejść od obowiązujących reguł. Amerykańska administracja zezwoliła na przetrzymywanie obywateli podejrzanych o terroryzm w dowolnym miejscu na świecie i stosowanie wobec nich przymusu w celu „łamania oporu”. Jednak Amerykanie, decydując się na łamanie praw człowieka, publicznie w dalszym ciągu odgrywali rolę ich strażnika. „Misja amerykańska” w Hawanie, chcąc napiętnować politykę rządu kubańskiego wobec demokratycznej opozycji, umieściła na murze ambasady szwajcarskiej znak „75”, co odpowiadało liczbie więźniów politycznych na Kubie. Riposta rządu Fidela Castro była natychmiastowa. Naprzeciwko ambasady postawiono banery ze zdjęciami amerykańskich żołnierzy torturujących irackich więźniów w więzieniu Abu Ghraib.

Pomysł stosowania przemocy nie dotyczy wyłącznie walki z terroryzmem. W 2002 r. w Niemczech uprowadzono 11-letniego Jakoba von Metzl’a. Zatrzymany porywacz nie chciał powiedzieć, gdzie przetrzymuje chłopca. Prowadzący śledztwo, wiceszef frankfurckiej policji Wolfgang Daschner, zagroził podejrzanemu, że jeśli nie zacznie mówić, zastosuje przemoc. Metoda okazała się skuteczna – przesłuchiwany wskazał, gdzie znajdował się chłopiec. W konsekwencji policjant oskarżony o stosowanie niedozwolonych metod stanął przed sądem. Wielu obywateli zaaprobowało zastosowaną przez niego metodę. Został bohaterem. Wykazał, że państwo nie musi być bezradne wobec przestępczości.

Raport Światowej Organizacji przeciw Torturom podaje, że są one stosowane w 152 krajach. Co więcej, akceptuje je znaczna część społeczeństw. Konkretny pomysł zalegalizowania tortur wyszedł od człowieka, którego najmniej można byłoby o to podejrzewać – liberalnego amerykańskiego prawnika, profesora Oksfordu, adwokata Alana Dershowitza, wsławionego obronami O. J. Simpsona i Mike’a Tysona. Mecenas uznał, że jeśli coś jest powszechne i jednocześnie skuteczne, to powinno się to usankcjonować. Dershowitz zaproponował zalegalizowanie stosowania tortur w nadzwyczajnych przypadkach – pod warunkiem, że będą one przeprowadzane za zgodą i pod nadzorem sądu, w sposób nie zagrażający życiu torturowanego.

 

„Raport Światowej Organizacji przeciw Torturom podaje, że są one stosowane w 152 krajach. Co więcej, akceptuje je znaczna część społeczeństw”.

Lubię wyobrażać sobie świat w krzywym zwierciadle. Oczami wyobraźni widzę powracającą świętą inkwizycję. Mnichów-oprawców, łamiących za pomocą koła opór niepokornych, zastępują sędziowie w togach…

Zacznijmy od spraw organizacyjnych. Terrorysta, którego trzeba przesłuchać, może pojawić się w każdej chwili, dlatego nasz wymiar sprawiedliwości powinien być na to przygotowany. Obok dyżurów w sądach dwudziestoczterogodzinnych należałoby wprowadzić dyżury torturowe. Niezbędnym okaże się również przygotowanie stosownego zaplecza w postaci małej sali tortur przy każdym wydziale w sądzie.

Usankcjonowanie tortur w naszym kraju spowoduje pewne trudności, które trzeba będzie jakoś przezwyciężyć. Statystycznie, większość sędziów to młode kobiety, dlatego też w praktyce może się okazać, że w trakcie „pracy” liczba zasłabnięć wśród sędziów jest wyższa, niż wśród torturowanych. Kolejne niebezpieczeństwo to zwykłe pomyłki. Nie raz już zdarzało się, że wskutek niefrasobliwości konwojentów przed sądem stawiano niewłaściwą osobę. Co by było, gdyby przywiezionego na przesłuchanie członka Al-Kaidy pomylono z petentem przybyłym po zakup znaczków sądowych? Jeśli śledczy zaczęliby prace od zakneblowania przesłuchiwanego, na wyjaśnienia mogłoby już nie wystarczyć czasu. Chcąc przerwać cierpienie, przesłuchiwany przyzna się do wszystkiego, wykazując w tym zakresie własną inicjatywę lub dostosowując się do oczekiwań śledczych. Zadziałałby też syndrom występujący w procesach w Salem, gdy postawieni przed sądem wskazywali kolejnych podejrzanych o czary. Jak z takim przyrostem liczby skazanych poradzą sobie zakłady karne?

Wreszcie kwestie medyczne. By tortury nie zagrażały życiu, konieczna będzie obecność doktora. Już widzę te nieustające spory kompetencyjne. – Panie Staszku – ponagla prokurator kata – Pan mocniej wbija te igły pod paznokcie, bo czas sesyjny się kończy, a podejrzany nie chce gadać. Lekarz oponuje: – Panie Staszku, mniej tych igieł, bo klient cały siny, tętno mu spada i nie wiem, czy przetrzyma. A niezawisły sąd musi odnaleźć w tym wszystkim równowagę…

Nie podoba mi się pomysł Alana Dershowitz’a. Podróże do mroków średniowiecza, z pozoru atrakcyjne, nie rozwiążą problemów współczesności.

Autor jest adwokatem, wspólnikiem w warszawskiej kancelarii specjalizującym się w prawie karnym oraz sprawach z zakresu ochrony dóbr osobistych. W czasie wolnym felietonista oraz autor powieści dla młodzieży.