Zarząd spółki nie zawsze gra do tej samej bramki

Tagi:

Piotr_Podg_rskiJako radca prawny zarządzający kancelarią, coraz częściej spotykam się z zachowaniami naruszającymi zasady dozwolonej prawnie konkurencji. Katalog czynów (lub zaniechań) godzących w zasady konkurowania na wolnym rynku staje się coraz bardziej zuchwały.

Naruszenia dokonywane są niejednokrotnie „w białych rękawiczkach”, pod pozorem legalnie podejmowanych czynności. Okazuje się bowiem, że zachowania (bądź zaniechania) naruszające normy określone w ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji mogą być realizowane przez osoby, którym los spółki – przynajmniej z racji zajmowanego stanowiska – powinien leżeć najbardziej
na sercu. Mowa tu oczywiście o członkach zarządu, którzy pod pozorem działania na rzecz określonego podmiotu, mając dostęp do całej tajemnicy przedsiębiorstwa, jego know-how, podejmują czynności zmierzające do wyprowadzenia tychże niematerialnych aktywów na zewnątrz, do przygotowanej odpowiednio, bądź dopiero co tworzonej, spółki konkurencyjnej. Takie zachowania mogą mieć miejsce częściej w spółkach akcyjnych, o mocno rozdrobnionym akcjonariacie, lub w rozbudowanych właścicielsko spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością. W niniejszym artykule zaprezentowane będą instrumenty prawne umożliwiające nowym władzom spółki naprawienie szkody wyrządzonej wskutek takich zachowań. Zostanie to omówione poprzez studium konkretnego przypadku.

Przerwany „american dream”

Przebieg rozwoju omawianej spółki akcyjnej był niczym „american dream”. Młodzi członkowie zarządu mieli głowy pełne pomysłów, byli świetnie wykształceni w zakresie IT, znali języki. Spółka ciesząca się sporym zainteresowaniem u akcjonariuszy w bardzo szybkim tempie weszła na NewConnect. Co prawda, jeszcze nie przynosiła spektakularnych zysków, ale jej akcje cieszyły się wzięciem, a klienci chcieli korzystać z produktu spółki. Były nim aplikacje na urządzenia mobilne umożliwiające zapoznanie się z przebiegiem danej konferencji. Oferowały mapy, spis i biografie prelegentów, ułatwiały spotkanie się z danym panelistą. Dawały też wiele innych możliwości, które mogły zostać wprowadzone na życzenie danego klienta. Wszystko opierało się na wspólnym jądrze, będącym indywidualnym i twórczym przejawem działalności spółki, stanowiącym jej niematerialny składnik.

W bardzo krótkim czasie piastunowie najwyższych władz spółki, a zatem prezes zarządu i członek zarządu, postanowili jednak złożyć rezygnację z pełnionych funkcji, tłumacząc to problemami osobistymi. Zmiana zarządu, jak i sprzedaż części akcji spółki, została dokonana w obliczu prawa. Każdy ma przecież prawo do zmiany swojego otoczenia biznesowego i nikt nie jest skazany na jeden podmiot, choćby sprawował w nim najwyższe funkcje. Tak jednak nie było w tym przypadku.

Wyprowadzone „know-how”

Nowy prezes zarządu bardzo szybko dostrzegł niepokojące zjawiska. Pierwszym i najpoważniejszym było to, że na rynku pojawiły się identyczne wręcz aplikacje mobilne! Zaoferowała je spółka prawa brytyjskiego, w której władzach znaleźli się… byli członkowie spółki akcyjnej, a zatem spółki, która pierwotnie wprowadziła na polski rynek wyżej wspomniane aplikacje. Nie sposób zatem, aby można Piotr_Podg_rski_(2)było tego dokonać nie wynosząc z poprzedniej spółki całego jej „know-how” dotyczącego zasad tworzenia takich aplikacji.

Analiza dat oraz pozostałych wydarzeń doprowadziła do ułożenia niemalże doskonałego planu działania poprzedniego zarządu. Już w trakcie pełnienia funkcji członków zarządu, osoby piastujące powyższe stanowiska przygotowywały rejestrację nowej spółki w Wielkiej Brytanii. Obrane miejsce miało oczywiście swoje podłoże biznesowe. Koszty związane z rozwojem i wyprodukowaniem aplikacji mobilnych są bowiem znacznie bardziej atrakcyjne w Polsce, podczas gdy na gotowym produkcie najwięcej można było zarobić z poziomu londyńskiego city.

W międzyczasie na jaw wyszło, że czterech kluczowych pracowników odeszło z polskiej spółki akcyjnej, solidaryzując się, w zbyt dosłownym tego słowa znaczeniu, z poprzednim zarządem. Ich nazwiska odnaleźć bowiem można było w nowej spółce prawa brytyjskiego. Nowy zarząd omawianej polskiej spółki akcyjnej, w obliczu powyższych zachowań, stracił również moce przerobowe w postaci wysoko wykształconych informatyków. Zaczyna zatem od zera, a notowania spółki przybierają czerwony kolor, oznaczający mocny spadek wartości. Z tym wiąże się również odejście klientów, których gros przeszło do nowej spółki założonej przez byłych członków zarządu. Dodatkowo zarejestrowali oni nową spółkę w Polsce.

Nieuczciwa konkurencja

W jaki zatem sposób nowy zarząd spółki akcyjnej może naprawić powyższą szkodę i pociągnąć do odpowiedzialności poprzedni zarząd? Z pomocą przychodzą tutaj, w pierwszej kolejności, przepisy kodeksu spółek handlowych mówiące o odpowiedzialności członków zarządu za szkodę wyrządzoną działaniem sprzecznym z prawem. W przypadku spółek akcyjnych jest to art. 483 kodeksu spółek handlowych. Przepis ten stawiamy w tego rodzaju sprawach jakoby przed nawias, gdyż odnosi się do działań (lub zaniechań) sprzecznych z prawem.

W tym przypadku doszukując się bezprawności działania, w przeważającej mierze, odniesiemy się do wspomnianych na samym początku przepisów ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Przepis art. 3 w ust. 1 definiuje czyn nieuczciwej konkurencji. Zgodnie z przywołanym przepisem, jest nim „działanie sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami, jeżeli zagraża lub narusza interes innego przedsiębiorcy lub klienta”. Przepis art. 3 ust. 2 ustawy konkretyzuje powyższą definicję i wprowadza otwarty katalog czynów nieuczciwej konkurencji. Wśród nich m.in. takie zachowania jak: naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa, naśladownictwo produktów, czy utrudnianie dostępu do rynku. Już zatem dwa pierwsze zabronione ustawowo zachowania możemy odnaleźć w opisanym stanie faktycznym.

Wykazanie szkody

Wskazanie podstawy prawnej i konkretnych przepisów, które typizują niedozwolone zachowania, to jednak dopiero początek skomplikowanego procesu dochodzenia od byłych członków zarządu naprawienia szkody. W pierwszej kolejności musimy ją bowiem wykazać. Trafiając na zbyt skrupulatnego sędziego, nie zawsze przeforsujemy wyliczenie szkody przez biegłego, który posiadając wiadomości specjalne z danej branży, wskaże sądowi obiektywną wysokość szkody. Sąd może bowiem tym obowiązkiem już na starcie obciążyć powoda, a zatem nowy zarząd spółki.

Wykazanie szkody będzie zatem nie lada wyzwaniem, pociągającym za sobą konieczność przeprowadzenia w spółce audytu, wykazującego – co miało miejsce w opisanej sprawie – wysokość kosztów poniesionych na pracowników odpowiedzialnych za tworzenie aplikacji, kapitał, jaki został przeznaczony na marketing, rozwój produktów, środki przeznaczone na najem biura itp.

Piotr_Podg_rski1Wykazanie działania byłych członków zarządu oraz szkody to jednak nadal nie wszystko. Należy jeszcze wykazać istnienie związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy działaniem, a szkodą. I z tym niejednokrotnie jest najwięcej problemów. Musimy bowiem wydobyć na światło dzienne cały misterny plan działania byłych członków zarządu i pokazać jaki to miało przebieg… krok po kroku.

Tutaj z pomocą przychodzą nam środki dowodowe. Są nimi na ogół: dowód z opinii biegłego oraz przesłuchanie świadków. W naszym przypadku, w omawianym stanie faktycznym, będą to chociażby pracownicy, którzy przeszli z poprzedniej spółki do nowej. To oni dysponują odpowiedzią na pytanie, co tak naprawdę było powodem zmiany miejsca pracy. Czy byli namawiani do podjęcia tej decyzji przez były zarząd planujący przeniesienie know-how do nowej spółki? Jaki był ich wkład intelektualny w tworzenie aplikacji dla poprzedniej spółki? Ile czasu zajmowało przygotowanie aplikacji mobilnej?

Apel do rad nadzorczych

Oprócz powyższych informacji musimy również wykazać podobieństwo pomiędzy aplikacjami tworzonymi przez poprzednią spółkę i nowy podmiot, tak, aby udowodnić naśladownictwo. Pamiętać również należy, że powództwo możemy skierować nie tylko przeciwko byłym członkom zarządu, ale również (a niekiedy przede wszystkim) przeciwko nowej spółce, która dopuściła się niedozwolonego czynu konkurencji. Co więcej, zastosowanie odpowiednich przepisów pozwala także – również w tym drugim przypadku – skierować sprawę, w odniesieniu do omawianej spółki brytyjskiej, pod jurysdykcję krajową (polską).

Jak zatem widać na tle omówionego przypadku, czynów nieuczciwej konkurencji niekoniecznie możemy spodziewać się od drugiego podmiotu, zajmującego się podobną lub taką samą branżą. Takich zachowań mogą również dopuszczać się osoby zarządzające daną spółką prawa handlowego.

Należy więc skierować apel do powoływanych w celach kontrolnych rad nadzorczych, aby bacznie przyglądały się poczynaniom osób piastujących role zarządzające. W przypadku braku rady nadzorczej w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością, funkcje kontrolne powinny być sprawowane przez udziałowców, którzy są de facto właścicielami danego podmiotu. Pomoże to uniknąć podobnej sytuacji, jak opisana w niniejszym artykule, i tym samym uniemożliwi wyprowadzenie najcenniejszych aktywów spółki, bez których staje się ona bezwartościową wydmuszką.