Angielski – hobby czy konieczność?

Językiem urzędowym polskiego wymiaru sprawiedliwości pozostaje język ojczysty. To za mało, żeby poczuć się pewnie w coraz bardziej zunifi kowanych i wciąż integrujących się strukturach prawnych wspólnej Europy.

Zacząć trzeba od truizmu: Unia Europejska to swoista Wieża Babel, w której język polski, choć piękny i bogaty, jest jednak niszowy. Warto więc znać język, którym – bez względu na narodowość – mówi większość obywateli kontynentu. Najlepiej angielski, a zwłaszcza jego „prawniczą” odmianę – tzw. Legal English. Spośród wszystkich profesji najszybciej przekonali się o tym biznesmeni, zawierający kontrakty z zagranicznymi kontrahentami.
– W przypadku przedsiębiorców zawarcie umowy poprzedzone jest zwykle kontaktem stricte towarzyskim – lunchem, kolacją biznesową, itp. Na tym etapie następuje dogadanie warunków ogólnych, a kiedy strony dojdą do porozumienia, dopiero wtedy zawierana jest umowa pisemna, sporządzana przez tłumacza przysięgłego. W przypadku sędziów czy prokuratorów ta towarzyska strona kontaktów zawodowych praktycznie nie istnieje. W tym właśnie upatruję przyczyn niskiego zainteresowania prawników nauką języków
– mówi Przemysław Zieliński, właściciel szkoły języków obcych z Zielonej Góry.

Inną przyczyną nikłej znajomości prawniczego angielskiego wśród pracowników wymiaru sprawiedliwości jest choćby fakt, iż tylko w największych aglomeracjach szkoły językowe oferują kursy ukierunkowane wyłącznie na prawników (patrz ramka – przyp. red.). – We Wrocławiu można także znaleźć kursy ze szczegółowych zagadnień prawnych, adresowane do tłumaczy, dotyczące np. przesłuchania cudzoziemca – mówi Katarzyna Szymańska-Ladra, tłumacz przysięgły języka angielskiego z Wrocławia.

Zainteresowanie rośnie

Sędziowie i prokuratorzy nie znają języków obcych, nie mówiąc już o specjalistycznym Legal English. Sędzia Rafał Skrzypczak, Prezes Sądu Rejonowego w Zielonej Górze, przyznaje: – Kilka lat temu w sądzie okręgowym był prowadzony sondażowy nabór na kursy językowe, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło, mimo że zgłosili się prawie wszyscy sędziowie sądu rejonowego. Spośród kilkudziesięciu sędziów w podległym mi sądzie, na palcach jednej ręki można policzyć tych, którzy kontynuowali naukę języka obcego, rozpoczętą na studiach. Ale robili to indywidualnie, na swój koszt.

Podobna sytuacja jest w innych sądach w kraju. Sędzia Joanna Ciesielska-Borowiec, rzecznik prasowy SO w Poznaniu, przyznaje, że zna angielski na poziomie średniozaawansowanym: – W zasadzie używam go tylko wtedy, kiedy jadę na zagraniczne wakacje. Po pierwsze nie ma takiej możliwości, bym korzystała z języka obcego dla potrzeb postępowania sądowego. Jako sędzia jestem zobligowana do korzystania z tłumaczy i używania języka polskiego. Po drugie nigdy nie podjęłabym się samodzielnego tłumaczenia przepisów prawa innego kraju, nawet gdybym doskonale znała język obcy. Chodzi nie tyle o zawiłości językowe, idiomy i kwestie interpretacyjne, ale głównie o to, że prawo w każdym kraju rządzi się swoimi regułami, co znajduje odzwierciedlenie w języku. Dlatego muszą to robić wykwalifi kowani tłumacze.

W poznańskim sądzie od ok. 10 lat organizowane są kursy dla sędziów i pracowników – nie tylko z jęz. angielskiego, ale także niemieckiego i włoskiego.

Z kolei rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie

uważa, że sędziowie ochoczo garną się do nauki języków. I to wcale nie po to, by poradzić sobie z zakupami na zagranicznych wakacjach. – Niedawno prowadziliśmy nabór na kurs językowy – od poziomu podstawowego po zaawansowany. Zainteresowanie było bardzo duże, w skali naszego okręgu wyraziło je ponad 150 sędziów i ponad 500 pracowników – wylicza sędzia.

Mamy więc do czynienia ze sprzecznością. Z jednej strony sędziom znajomość języka obcego w pracy nie jest potrzebna, bo mają do dyspozycji tłumaczy. Z drugiej ich zainteresowanie nauką języka zaczyna wzrastać i, mimo obciążenia obowiązkami zawodowymi, znaleźliby czas na uczestnictwo w odpowiednich kursach. Wydaje się jednak, że to sprzeczność pozorna. – Na sali rozpraw znajomość języka obcego nie jest potrzebna, inaczej jest poza nią. Sędzia powinien korzystać z dorobku Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, a większość tych orzeczeń jest dostępna w języku angielskim. Pojawiły się nowe instytucje w k.p.k. jak Europejski Nakaz Aresztowania, więc znajomość języka przydaje się chociażby w pobieżnej analizie dokumentów przekazanych przez inny kraj – tłumaczy sędzia Ozimek.

Nauka żmudna, ale konieczna

Znajomość języków może się przydać zwłaszcza sędziom, którzy orzekają w sprawach gospodarczych oraz sprawach z zakresu prawa rodzinnego, do lektury oryginalnych dokumentów. – Ogłoszenie upadłości polskiej fi rmy może się odbyć na wniosek zagranicznego wierzyciela. Polski sąd powinien być o tym powiadomiony, co zwykle odbywa się w języku kraju wierzyciela. Ponadto coraz częściej w naszych sądach prowadzone są postępowania dotyczące obowiązków alimentacyjnych, którymi objęci są obcokrajowcy – zauważają sędziowie.

To wszystko pokazuje, że systemy prawne krajów Wspólnoty będą się coraz mocniej przenikać i chociaż dziś są w wielu kwestiach odrębne, to przecież zmierzają do ujednolicenia przepisów. – A to wymusza i będzie wymuszać na sędziach konieczność sprawnego operowania językiem obcym dla sprawnego wykonywania obowiązków, chociażby korzystania z orzecznictwa wspólnotowego – mówi sędzia Rafał Skrzypczak.

Żadne kursy językowe nie zastąpią jednak praktyki, która najlepiej sprawdza się w bezpośrednich kontaktach. – Możliwość prowadzenia swobodnej rozmowy z sędzią z innego kraju daje nieporównywalnie większe korzyści niż z udziałem tłumacza. Od kilku lat prowadzony jest unijny program wymiany sędziów i tylko osoby znające język obcy mogą w nim uczestniczyć. Korzyści, jakie płyną z udziału w tym programie, są nie do przecenienia – podkreśla sędzia Rafał Ozimek z Lublina. Opinię tę podziela sędzia Skrzypczak: – W sprawach językowych potrzebne jest zwłaszcza samokształcenie, a do tego konieczne są staże zagraniczne. Nie zmienia to jednak faktu, że przydałyby się nam kursy językowe prowadzone w małych grupach, w zakresie języka specjalistycznego.

Takie kursy oferuje Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury. Jednorazowy w nich udział nie wystarczy jednak, by osiągnąć biegłość w posługiwaniu się specjalistycznym słownictwem. Nauka Legal English bywa bowiem wymagająca. – Wprawdzie prawniczy angielski sam w sobie jest mniej hermetyczny niż polski język prawniczy, ale to go wcale nie upraszcza. W grę wchodzi rozbudowane słownictwo i specyfi czna gramatyka. Generalnie prawniczy angielski ma to do siebie, że im dłużej się go uczymy, tym więcej niuansów dostrzegamy – zauważa Przemysław Zieliński, właściciel szkoły językowej z Zielonej Góry. Katarzyna Szymańska- Ladra, tłumacz przysięgły z Wrocławia, dodaje: – Często też w angielskim nie ma ekwiwalentów, czyli odpowiedników, które można wprost przetłumaczyć i trzeba wówczas opisywać zjawisko innymi słowami. A żeby trafnie opisać prawnicze sformułowanie, najlepiej być prawnikiem.

Łacina to nie wymóg współczesności

Sędziowie ubolewają, że łacina – niegdyś uchodząca za język środowiska prawniczego – nie pełni funkcji użytkowej w porozumiewaniu się ponad granicami. Choć określenia niektórych instytucji prawnych funkcjonują wyłącznie w tym języku, to łacina zamiera również na salach rozpraw polskich sądów. – Jestem z takiego rocznika, że łaciny nie miałam nawet na studiach. Nie znam jej, poza kilkoma maksymami – przyznaje sędzia Ciesielska-Borowiec. Sędzia Rafał Skrzypczak dodaje z sarkazmem: – Łacinę słyszę tylko na sali sądowej w momentach, kiedy adwokaci chcą zrobić dobre wrażenie na swoich klientach używając obiegowych sentencji.

A jak wygląda znajomość języków obcych wśród prokuratorów? Z informacji dostępnych na stronach internetowych prokuratur wynika, że spośród 46 prokuratur okręgowych w kraju dziesięć nie zatrudnia ani jednej osoby, która posługiwałaby się językiem obcym. W 13 można porozumieć się w języku rosyjskim, zwykle pracują tam również osoby znające angielski. Najczęściej w prokuraturach można się porozumieć właśnie po angielsku, rzadziej po niemiecku, a najrzadziej po francusku.

Prokuratorzy znacznie częściej niż sędziowie zmuszeni są porozumiewać się w językach obcych, dotyczy to choćby międzynarodowej pomocy prawnej, ENA czy innych form współpracy organów ścigania z różnych państw. Nie bez znaczenia jest też fakt, że świat przestępczy dawno już przekroczył granice – nie tylko państw, ale i kontynentów. Wymusza to współpracę międzynarodowych służb oraz instytucji państwowych. Również w zakresie znajomości języków organy ścigania muszą sprostać wymogom współczesności.


Autor jest dziennikarzem