W Krainie Czarów

Sławomir Różycki

” src=”http://nawokandzie.ms.gov.pl/wp-content/uploads/2012/08/31._sedzia_rozycki_07-150×150.jpg” alt=”Fot. Krzysztof Wojciewski” width=”150″ height=”150″ />Dla zwykłych ludzi jesteśmy dziwakami. Kiedy obywatel załatwia coś w sądzie, widzi płacz albo kłótnie, patrzy na sędziów usadowionych w podobnych do tronów fotelach, to często czuje strach. Warto, byśmy tego strachu nie pogłębiali używaniem prawniczego żargonu.

1.Przeciętny człowiek przestąpiwszy próg sądu wkracza do innego świata. Biura podawcze, sale rozpraw, w jednym budynku często kilka sądów, a w każdym sądzie kilka wydziałów karnych, cywilnych, rodzinnych. Otrzymał wezwanie, chce złożyć pozew, próbuje gdzieś się dostać, czegoś dowiedzieć… Kiedy już przebrnie przez ów inny świat – złoży pozew, znajdzie salę – to z reguły czeka go rozprawa. Wtedy dopiero trafia do prawdziwej Krainy Czarów. Dziwni ludzie w czarnych, długich togach, którzy po wypowiedzeniu kilku dziwacznych zdań uśmiechają się do siebie albo zdumiewają. Ci ważniejsi siedzą na podwyższeniu, a najważniejszy ma na szyi srebrnego orła na dużym złotym łańcuchu. Mniej ważni siedzą po bokach, nieco poniżej. Wszyscy ubrani niemal tak samo, a jednak każdy pełni inną funkcję. Czy różne kolory kawałków materiału pod ich szyjami mają jakieś znaczenie?

2.
Wywołuję sprawę cywilną. Na salę wchodzi kobieta, z wyglądu 50-letnia, nieco przestraszona staje pośrodku, nie wie, gdzie ma usiąść. Pytam, czy jest powódką, czy pozwaną. W jej oczach widzę strach. Odpowiada, że jest rolnikiem i wymienia nazwę wsi. Pełnomocnik powódki z urzędu, chcąc jej pomóc, pyta, czy jest jego klientką. Przerażenie kobiety rośnie, twierdzi, że go nie zna i na pewno nie jest jego klientką. Ostatecznie, kiedy mówi, jak się nazywa, wskazuję jej ławkę pozwanych.

W tym momencie wchodzi powódka – młodsza od swojej przeciwniczki, ale równie przerażona. Wskazuję jej miejsce obok jej pełnomocnika i pytam, czy strony widzą możliwość zawarcia ugody. Obie panie nie rozumieją pytania, więc wyjaśniam, na czym taka ugoda polega. Do obu przemawia jeden argument – dzisiaj sprawa się skończy i więcej do sądu przychodzić nie będzie trzeba.

3. Sytuacja ta pokazuje przepaść pomiędzy Sądem a obywatelem. Przepaść, która wynika w zasadzie wyłącznie z bariery psychologicznej tworzonej przez atmosferę sądu – salę rozpraw, podest dla składu sędziowskiego, duże fotele, urzędowe stroje. Dystans jest oczywiście konieczny do budowania szacunku i respektu dla władzy sądowniczej. Jego nadmierne skracanie nie służy, w mojej ocenie, wymiarowi sprawiedliwości. Należy jednak uważać, by tworzenie zbyt dużego dystansu nie pozbawiało stron prawa do sądu, żeby ich decyzje procesowe nie były powodowane strachem. Istotne znaczenie ma tu postawa samych sędziów. Zachowania takie jak zbędne podnoszenie głosu, nadmierne naciskanie na zawarcie ugody lub wycofanie powództwa, choć niedopuszczalne, niestety się zdarzają. Spowodowane są przemęczeniem, przepracowaniem, królującymi w sądach statystykami. Strony jednak o bolączkach sędziów nie wiedzą, zresztą bolączki te nie powinny mieć dla nich żadnego znaczenia.

4.
Kolejną barierę pomiędzy sędziami a interesantami sądów tworzy język prawniczy. To, co dla nas jest oczywiste, dla stron bywa zupełnie niezrozumiałe. Wiele razy ogłaszałem wyroki i bardzo prosto je uzasadniałem. Przynajmniej tak mi się wydawało. Zresztą i sama treść wyroków często bywa prosta: „oddala powództwo”. Po wszystkim i tak słyszałem pytanie powoda: „Wysoki Sądzie, to ja w końcu wygrałem czy przegrałem?”. Kiedyś nawet, w sprawie pracowniczej, świadek pytany przeze mnie o to, co powiedział „powódce”, zarzekał się, że nic w pracy nie pił. I zaczął się gęsto tłumaczyć, jak to od wielu lat nie pije, bo ma chore serce.

Język prawniczy jest bardzo hermetyczny. Dzięki pewnym, zazwyczaj ustawowym, określeniom możemy wyrażać się w miarę precyzyjnie i równie precyzyjnie być rozumiani. Niestety, tylko przez innych prawników. Osoby nieobyte z sądem, które nie mają żadnego doświadczenia prawnego, mogą nas nie zrozumieć w ogóle. W ten sposób, starając się być precyzyjnymi, stajemy się całkowicie niezrozumiani. Dla nas zobowiązanie starszej pani, która wniosła o stwierdzenie nabycia spadku po mężu, do uiszczenia 50 zł opłaty „pod rygorem egzekucji”, jest czymś oczywistym. Dla tej pani może to być jednak przerażające.

5. Na rzeczywistość sali sądowej warto czasem spojrzeć z perspektywy laika. O ile kłótni i łez podsądnych nie wyeliminujemy, tak samo jak nie zmienimy wyglądu sali rozpraw, o tyle sposób zwracania się do stron możemy przecież uczynić bardziej zrozumiałym.

Z własnego doświadczenia wiem, jakim utrapieniem jest słuchanie biegłych lekarzy czy rewidentów. Zadając im wydawałoby się proste pytanie niejednokrotnie otrzymywałem obszerną odpowiedź, z której rozumiałem głównie zaimki i przyimki, a przedyktowanie jej do protokołu przekraczało już moje możliwości. Tak samo do naszych pouczeń i ustnych uzasadnień podchodzą nieobyte z sądem strony.

Osobiście uważam, że zwracając się do zwykłych ludzi należy używać możliwie najbardziej zrozumiałego języka. Nawet kosztem precyzji wypowiedzi. Pozwoli to czasem uniknąć zupełnie niepotrzebnych nieporozumień, także komplikowania albo przedłużania postępowania. No i może choć trochę przybliży nas, sędziów, do obywateli, dla których zostaliśmy przecież powołani.

Autor jest sędzią Sądu Rejonowego w Trzebnicy