Romer

Magna Carta

Tagi: ,
Teresa Romer

Rys. Łukasz Jagielski

Środowisko sędziowskie ma swoje etyczne zasady, kodeksy, rezolucje. Takich aktów, jak pokazują przykłady z sal sądowych, nigdy dość. Nie powinniśmy lekceważyć zawartych w nich ustaleń, które mówią sędziom, jak być powinno. Bo przecież w sądach bywa nie najlepiej.

Konsultacyjna Rada Sędziów Europejskich, w skład której wchodzą przedstawiciele sędziów z 47 krajów, w październiku 2010 r., z okazji 10 lat swego istnienia, uchwaliła Wielką Kartę Sędziów (Magna Carta of Judges). Mamy więc swoją Wielką Kartę. Wielką Kartę Odpowiedzialności i Obowiązków raczej, niż Wielką Kartę Swobód. Zawierającą fundamentalne zasady, dzięki którym trzecia władza powinna realizować swoją misję – rzeczywistą egzystencję państwa prawa.

Zasad jest 23. Szczegółowe ich omówienie nie jest moim zamiarem, taki zabieg byłby też przekroczeniem ram niniejszego felietonu. Warto, myślę, nawiązać do kilku najbardziej kluczowych i zastanowić się, czy znajdują zastosowanie do polskich sędziów.

Niezaprzeczalną wartością Karty jest uświadomienie sędziom – niezależnie od tego, z jakiego kraju pochodzą i niezależnie od tego, czy kraj ten należy do Unii Europejskiej – uniwersalizmu i znaczenia ich władzy, a także odpowiedzialności, jaką ponoszą za losy ludzkie.

Zadaniem władzy sądowniczej, jak stanowi Karta, jest stosowanie prawa w sposób bezstronny, sprawiedliwy, uczciwy, wydajny i skuteczny. Zapisy karty szczególną rolę przyznają niezawisłości – rozumianej jako przywilej i obowiązek ustanowiony dla tych, którzy szukają sprawiedliwości. W dokumencie podkreśla się, że za promowanie oraz ochronę niezawisłości sędziowskiej wspólną odpowiedzialność ponosi państwo oraz sami sędziowie.

Magna Carta mówi też o etyce zawodu oraz odpowiedzialności dyscyplinarnej. To zasady etyczne mają przewodzić sędziom w ich działalności. Sami sędziowie powinni je ustalać oraz uczyć się ich podczas szkoleń.

Wydawałoby się, że wszystkie te stwierdzenia to dla nas nic nowego. Że doskonale wiemy, na czym polega etyczne postępowanie i szacunek dla ludzi. Niestety, nazbyt często tak się tylko wydaje.

Całkiem niedawno, bo w grudniową noc, dostałam telefon z Kanady od mojej byłej sąsiadki. Była zdenerwowana, płakała. Opowiedziała mi, jak tego samego dnia jeden z warszawskich sądów rozpatrywał jej odwołanie o przyznanie emerytury. Na salę rozpraw zgłosiła się matka mojej sąsiadki, ponieważ to jej adres był oficjalnie adresem dla doręczeń, zaś kobieta miała odpowiednie pełnomocnictwo.

„Wielka Karta Sędziów powinna być w całości przetłumaczona na język polski, zaś przez każdego z nas przemyślana oraz stosowana w codziennym sędziowskim życiu”.

Matka, ze względu na zaawansowany wiek (82 lata) oraz fatalną pogodę, przyszła do sądu pod opieką drugiej osoby. Obie w sposób, mówiąc oględnie, nie mający nic wspólnego z grzecznością, zostały wyproszone z sali przez sędziego. Kazano im siedzieć na korytarzu, a w sali rozpraw pozostał Sąd Wysoki z przedstawicielem ZUS. Pomijam już fakt, że tego typu sprawy nie są rozpatrywane za zamkniętymi drzwiami (rzecz szła o zaliczenie do okresu wysługi emerytalnej praktyk uczniowskich, a więc z natury swej wstydliwa nie była). Wyproszenie z sali rozpraw, żeby nie rzec wyrzucenie, nie miało żadnego uzasadnienia. Ponadto obie wyproszone osoby uznały, że wyrok mógł być nieobiektywny, skoro wraz z sądem na sali rozpraw pozostał przedstawiciel strony przeciwnej. Jest takie stare angielskie powiedzenie: „sprawiedliwość nie tylko musi być wymierzona, musi być także widoczna”. W tym wypadku widoczna nie była.

Dla mojej rozmówczyni najważniejsze wcale nie było to, że jej odwołanie zostało oddalone. Najważniejszy był sposób, w jaki Sąd Wysoki potraktował jej matkę. Zapytała mnie, jak sędzia mógł się tak zachować. Nie umiałam jej tego wytłumaczyć. A teraz zastanawiam się, jak takie zachowanie ocenić w świetle zasad zapisanych w Wielkiej Karcie Sędziów. Zasad, które gwarantują obywatelom dostęp do wymiaru sprawiedliwości i jego transparentność!

Nieodpowiednich zachowań sędziów bywa niestety więcej. Niedawno usłyszałam od dziennikarki pytanie, czy w ogóle jest możliwe, by sędzia wziął „łapówkę”. Dziennikarki mądrej i życzliwej sędziom, dla której taka ewentualność była wręcz nie do uwierzenia. Niestety, nie mogłam odpowiedzieć, że to nieprawda, że nigdy…

Sędziowie mają swoje zasady, kodeksy, rezolucje, karty. Jak widać, takich dokumentów nigdy dość. Nie brońmy się przed przestrzeganiem postanowieni Magna Carta jako kolejnego aktu, który mówi sędziom, jak być powinno. Bo przecież nie bywa najlepiej.

Według Wielkiej Karty remedium na błędy merytoryczne sędziów może być tylko apelacja. Od zachowań najbardziej niegodnych, korupcyjnych, apelacji oczywiście nie ma. Jest, po uchyleniu immunitetu, odpowiedzialność karna. I Wielka Karta też ją przewiduje.

Karta zaleca sędziom, aby promowali alternatywne rozwiązywanie sporów. U nas takiej promocji, mimo istnienia odpowiednich procedur, ciągle za mało. Nacisk kładzie też Karta na to, by sędziowie używali w toku postępowania i w swoich rozstrzygnięciach języka prostego i zrozumiałego. Że tak się w polskich sądach nie dzieje, przekonywać nie trzeba.

To tylko wybrane postanowienia Wielkiej Karty. Karta powinna być w całości przetłumaczona na język polski, zaś przez każdego z nas przemyślana oraz stosowana w codziennym sędziowskim życiu. Jej postanowienia powinny też uwzględnić pozostałe władze w państwie.