Bodnar

O Trybunale i 12 kandydatach

Tagi: ,
Adam Bodnar

Rys. Łukasz Jagielski

Wybory sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Znakomici kandydaci, olbrzymie zainteresowanie posłów i opinii publicznej, troska o jakość procedur. Wszystko to na okoliczność 25-lecia Trybunału – symbolu naszej praworządności i demokracji.

Pod koniec 2010 r. doczekaliśmy się wyborów sędziów Trybunału Konstytucyjnego, które zostały przeprowadzone z godnością, na jaką zasługuje ten urząd. Prezydium Sejmu oraz partie polityczne – w odpowiedzi na apel środowisk prawniczych – już na trzy miesiące przed upływem kadencji czterech sędziów TK zgłosiły swoje kandydatury. Łącznie – 12 osób.

Największe dzienniki oraz organizacje pozarządowe oniemiały. Nawet krytyczna zazwyczaj redaktorka „Gazety Wyborczej” nie miała nic do powiedzenia. Wśród kandydatów znaleźli się wybitni profesorowie prawa, znani cywiliści, karnicy i konstytucjonaliści, sędziowie najwyższych instancji orzekający w precedensowych sprawach, adwokaci z wieloletnim doświadczeniem w zakresie występowania przed TK oraz sądami międzynarodowymi. Nie tylko znakomite umysły, ale też nieskazitelne charaktery – każdy od 20-30 lat będący wzorem dla środowiska prawniczego.

Media, zainteresowane wyborem sędziów do najważniejszego sądu w Polsce (zwanego trzecią izbą parlamentu), prześcigały się w organizowaniu wywiadów z kandydatami. Koalicja organizacji pozarządowych – jak zawsze – zorganizowała debatę, na którą przybyli wszyscy kandydaci. Podkreślali, że szanują prawo społeczeństwa do poznania ich poglądów. Debata cieszyła się olbrzymim zainteresowaniem nie tylko dziennikarzy, ale też wykładowców prawa, studentów czy praktyków.

Kilka dni później odbył się kulminacyjny moment – przesłuchanie kandydatów przed sejmową Komisją Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Sala Kolumnowa dawno nie przeżyła takiego oblężenia. Tak się składa, że tego samego dnia sprawozdanie z działalności TK w 2009 r. przedstawiał urzędujący Prezes. Ach cóż to była za dyskusja, jakie pytania zadawali posłowie! Chcieli poznać m.in. konkluzje z konferencji zorganizowanej z okazji 25-lecia TK i zastanawiali się, jak można usprawnić działanie Trybunału. Obiecali, że przyjęty zostanie natychmiast dezyderat na temat konieczności nowelizacji ustawy o TK lub wręcz przyjęcia nowej. Prezes TK wyszedł z Sejmu wyraźnie zadowolony.

Wreszcie, doszło do przesłuchania kandydatów. Jakie piękne życiorysy! Jak wspaniale zapisane karty życia każdego z kandydatów! Posłowie patrzyli z lekką zazdrością (bo mało który z nich mógłby się takimi osiągnięciami pochwalić), ale nie tracili fasonu. Wreszcie ruszyli do odpytywania kandydatów. Pytali i o stosunek do suwerenności państwowej w obliczu integracji europejskiej, o pogląd na zapłodnienie pozaustrojowe, o poprawność prawniczą orzeczenia z 1997 r. w sprawie aborcji, o współpracę z Europejskim Trybunałem Praw Człowieka i innymi sądami konstytucyjnymi, o moc orzeczeń sygnalizacyjnych. Słowem – morze pytań i ocean głębokich, wyważonych odpowiedzi.

Przesłuchania kandydatów toczyły się trzecią, czwartą, piątą, szóstą godzinę. Wreszcie Przewodniczący Komisji stwierdził, że już chyba posłowie posiadają wystarczającą wiedzę na temat kandydatur. Podkreślił, że głosowanie ma charakter indywidualny i należy ocenić każdego kandydata osobno. Wszyscy uzyskali maksymalne poparcie, nikt nie był przeciw, nikt nie wstrzymał się od głosu.

Wspaniałe oceny wystawione przez komisję sprawiły pewien kłopot. Którego z kandydatów wybrać? Który jest najlepszy? Z pomocą nieoczekiwanie przyszedł marszałek Sejmu. Zaproponował, aby zastanowić się, którzy kandydaci są najbardziej potrzebni Trybunałowi – biorąc pod uwagę ich kwalifikacje merytoryczne. Okazało się, że w TK brakować będzie jednego cywilisty, jednego karnika oraz osób z dużym doświadczeniem praktycznym – najlepiej adwokata i sędziego. W ten sposób Prezydium Sejmu stwierdziło, że czterech kandydatów – spośród 12 zgłoszonych – będzie znakomitym uzupełnieniem TK. W publicznym oświadczeniu organizacje pozarządowe poparły taki tryb procedowania. Pozostali kandydaci honorowo zrezygnowali, zaś we wspólnym oświadczeniu życzyli swoim dotychczasowym kontrkandydatom powodzenia w pracy w Trybunale. Podziękowali także posłom oraz mediom za staranne przygotowanie wyborów. Niektórzy ze wzruszeniem mówili potem, że w tak dojrzałej dyskusji na tematy konstytucyjne od dawna nie uczestniczyli.

Moment głosowania stał się formalnością, ale jakże piękną. Ponad 400 rąk uniesionych w górę przy każdym kandydacie. Następnego dnia fotografie posłów głosujących prawie jednomyślnie trafiły na czołówki gazet. Tygodnik „Polityka“ postanowił nawet opublikować specjalny dodatek z sylwetkami nowych sędziów TK, przy okazji wyjaśniający obywatelom znaczenie orzecznictwa Trybunału. Wreszcie 2 grudnia 2010 r., podczas uroczystości transmitowanej przez największe stacje telewizyjne, nowi sędziowie złożyli przysięgę na wierność Konstytucji. W ten sposób podkreślono doniosłość 25-lecia Trybunału – symbolu polskiej praworządności oraz demokracji.

Podoba się Państwu powyższa historia? Ja również marzę o takim hollywoodzkim scenariuszu. Niestety. Kandydatów na sędziów TK było ledwie sześciu, zgłoszonych w ostatniej chwili, przesłuchanych bez większego zainteresowania posłów i opinii publicznej, przez komisję nie posiadającą w pierwszym podejściu quorum do ich zaopiniowania, w końcu przegłosowanych „hurtowo”, nie indywidualnie… Zarzuty można by mnożyć. Najistotniejsze, że cały proces przeprowadzono niemal w ukryciu, miał on stricte polityczny charakter.

Niedawne wybory sędziów Trybunału Konstytucyjnego okazały się raczej wielką porażką polityków (i niektórych mediów) niż powodem do chwały. A mogło być tak pięknie…