Chcemy stabilności i przejrzystości

Tagi: , , ,
Waldemar Żurek

Fot. Krzysztof Wojciewski

Czy fundamenty demokratycznego państwa muszą się tak często zmieniać? Powinniśmy zacząć tworzyć takie akty prawne, by ich zasadnicze zręby trwały latami – projekt nowelizacji u.s.p. ocenia sędzia Waldemar Żurek z KRS.

Czy nie należałoby rozpocząć pracy nad zmianami u.s.p. od publicznej debaty wskazującej jedynie ich założenia? W przeciwnym razie mamy do czynienia z wizjonerskimi i bardzo zasadniczymi projektami powstającymi w zaciszu gabinetów, „rzucanymi” potem środowisku prawniczemu „na pożarcie”. Sędziowie, bez których powstały założenia do projektu nowelizacji u.s.p., krytykują go jako obcy i zły. Jego autorzy zaś tak ukochali swoje pomysły, że jakakolwiek konstruktywna krytyka wywołuje święte oburzenie i zarzuty o braku kontroli sądownictwa oraz całkowicie złej organizacji jego pracy.

Chcąc ocenić zmiany, jakie niesie ze sobą ten projekt, należałoby odnieść się do konkretnej jego wersji. Niestety, zmorą pracy legislatorów jest mnożenie wersji projektów. Złośliwi twierdzą, że to pewna metoda władzy wykonawczej chcącej tak zagmatwać tzw. konsultacje społeczne, by już nikt nie wiedział, co ma ocenić, i czy dane rozwiązanie jest jeszcze aktualne. Jedyne, co może usprawiedliwić taką metodę pracy nad u.s.p. to fakt, że w toku debaty Ministerstwa Sprawiedliwości z KRS doszło do zasadniczych zmian pierwotnego projektu. Ze zdziwieniem należy jednak stwierdzić, że pewne już uzgodnione zagadnienia nie znalazły się w ostatnim, opublikowanym projekcie. To niewątpliwie podgrzewa atmosferę w środowisku.

Dokonując oceny nowelizacji odniosę się do projektu z dnia 10 lutego 2010 r. Skupię się na wybranych rozwiązaniach, których nie podzielam. Mój odmienny pogląd na szereg propozycji nie oznacza oczywiście negacji wszystkiego czy negacji samej potrzeby zmian.

Referendarz przewodniczącym?

Zacznijmy od art. 11 u.s.p., w którym zakłada się dodanie § 2a wskazującego, że przewodniczącym wydziału ksiąg wieczystych oraz wydziału gospodarczego do spraw rejestrowych jest referendarz sądowy, zaś funkcję przewodniczącego takiego wydziału można powierzyć sędziemu tylko wtedy, gdy jednocześnie będzie on sprawował funkcję w jeszcze jednym wydziale. Nie jest to rozwiązanie prawidłowe, zaś uzasadnienie, iż Ministerstwu zależy na „oszczędności” etatów orzeczniczych, zupełnie nie przekonuje.

Skoro zakładamy, że niektóre wydziały są zbyt małe, by sędzia miał w nich dostatecznie dużo pracy, to może zacznijmy od tworzenia rozsądnej wielkości wydziałów, a nie stawiajmy warunku, że jak będziesz pracował na dwa etaty, to nagle konstrukcja stanie się akceptowalna. Zastanawiam się także jak uzasadnić fakt, że przewodniczący referendarz będzie miał wystarczającą ilość pracy, natomiast przewodniczący sędzia już niekoniecznie.

Każdy, kto obserwował wydziały, które ma dotknąć taka reforma, doskonale wie, że w ich codziennej pracy jest naprawdę dużo skomplikowanych zagadnień prawnych. Projektodawca nie eliminuje z tych wydziałów całkowicie sędziów, co może prowadzić do kuriozalnych sytuacji, kiedy wydziałem z obsadą sędziowską zarządzał będzie referendarz. Zburzy to pewną spójność pracy i obniży niewątpliwie rangę zawodu sędziego.

Specjalizacja do kasacji

Kolejne trudne zagadnienie to nowelizacja art. 12 i 14 u.s.p., którą można by zdefi niować jako radykalną reorganizację struktury wydziałów sądowych – poprzez przyjęcie zasady, iż w sądzie powinien być jedynie wydział karny i cywilny, zaś inne wydziały będą tworzone jako odstępstwo od tej zasady. Rozumiem argumenty autorów projektu wskazujące, iż są wydziały, gdzie ilość spraw nie jest dostateczna. To jednak znowu próba likwidacji skutków, nie przyczyn. Skoro cały czas powiększa się nam wielkość miast oraz wpływ spraw do wydziałów sądów wielkomiejskich, to może „narysujmy” wspólnie nową strukturę terytorialną sądów, a nie leczmy kataru antybiotykami? Wygaszajmy etaty tam, gdzie jest za dużo sędziów i przenośmy je do najbardziej obciążonych sądów. Ale nie niszczmy wypracowanej przez lata profesjonalizacji sędziów i wydziałów.

Zmieniliśmy system ekonomiczno-gospodarczy, weszliśmy do UE. Wydziały rodzinne czy gospodarcze rozstrzygają dziś naprawdę trudne sprawy. Zwłaszcza wydziały rodzinne, notorycznie niedoceniane, zajmują się prawem konwencyjnym, adopcjami zagranicznymi, skomplikowanymi stosunkami rodzinnymi masowo migrujących Polaków. Dziwi mnie też odejście, co do zasady, od specjalizacji wydziałów gospodarczych. Są one najszybszymi wydziałami w Polsce, a jeszcze do niedawna stanowiły „oczko w głowie” każdego Ministra Sprawiedliwości. Do tego dojdzie jeszcze likwidacja odrębnej procedury cywilnej przed sądami gospodarczymi. To wylewanie dziecka z kąpielą. Procedura niewątpliwie jest zbyt rygorystyczna, ale wymaga po prostu poprawy.

Nie przekonuje mnie fakt, że to tylko zmiana zasady, że przecież można będzie nadal tworzyć wydziały rodzinne i gospodarcze. Czyli wyjątki staną się zasadą. Po co zatem tworzyć nową zasadę? Pamiętam tworzenie sądów grodzkich w Krakowie. Poszczególne sądy rejonowe przyjęły rozmaite koncepcje. W większości rozdzielono czynności tak, by sędziowie cywiliści sądzili sprawy cywilne, a karniści – karne. Ale były też przypadki, że sędzia miał sądzić wszystkie kategorie spraw. Niestety, liczba uchyleń i błędów w tych wydziałach była znacznie większa niż tam, gdzie zachowano specjalizację. Profesjonalizację sędziów należy wspierać, a nie iść w odwrotnym kierunku, niż cały świat prawniczy.

Konfliktogenny dyrektor

Nadmierne poszerzenie kompetencji dyrektora sądu to kolejny kontrowersyjny problem. Mój pogląd nie uległ zmianie – stworzenie z funkcji dyrektora organu sądu kwestionowałem już przy poprzedniej nowelizacji. Sąd jest emanacją władzy sądowniczej i jego organy muszą składać się z niezawisłych sędziów. Każdy organ, który tego przymiotu nie spełnia, nie może być organem sądu.

Dyrektorzy, niewątpliwie bardzo potrzebni, są zbyt mocno uzależnieni od Ministra Sprawiedliwości. Przeszedłem ich już wielu i argumentacja, iż mamy ministra rozsądnego i mądrego, mnie nie przekonuje. Przepisy prawa dotyczące ustroju sądów tworzy się także na czasy ministrów niekompetentnych, upolitycznionych, chcących złamać niezawisłość sądów.

Najbardziej niepokoi pomysł, że dyrektor sądu ma być zwierzchnikiem służbowym urzędników i dokonywać czynności z zakresu prawa pracy wobec pracowników sądu – z wyjątkiem sędziów, referendarzy oraz asystentów sędziów. Sarkastycznie zapytam: kiedy planuje się nowelizację tak, by także wobec sędziów dyrektor sprawował czynności z zakresu prawa pracy?

Mamy oto sytuację, nawet nie hipotetyczną, że dyrektor ogłasza konkurs na pracowników administracyjnych. Po ich zatrudnieniu okazuje się, że niektórzy są całkowicie niekompetentni. Prezes prosi dyrektora, by natychmiast zwolnił pracownika, a dyrektor mówi „nie”. Co może zrobić prezes odpowiedzialny za opanowanie wpływu i jakość pracy merytorycznej sądu? Może co najwyżej rozpocząć procedurę odwołania dyrektora…

Nowelizacja ma tworzyć rozwiązania, które nie generują konfliktów, tylko przyczyniają się do ich lepszego rozwiązywania. Błędy pracowników sądu mogą być dla obywatela dramatyczne, dlatego nie można ryzykować wprowadzenia złego z natury rzeczy systemu. Już widzę prezesa, który tłumaczy stronie: „wie pan, ten pracownik prawdopodobnie kradnie akta, ale dyrektor mu ufa”.

Zarządzanie, schody

Rys. Łukasz Jagielski

Stopnie – nie, plan rozwoju – tak

Zasadniczo kontrowersyjnym pomysłem okazał się również system ocen okresowych obejmujący sędziów. Tutaj niewątpliwie Ministerstwo Sprawiedliwości wykazało się dużą elastycznością w rozmowach ze środowiskiem i gotowość na kompromisy może przynieść naprawdę niezły efekt.

Co do tego, że sędziowie są permanentnie oceniani, nie ma sporu. Oceniają ich wyższe instancje, media, rzecznik dyscyplinarny, strony, przy KRS działa Komisja Etyki, istnieje skarga na przewlekłość postępowania, są wytyki orzecznicze i administracyjne, sądownictwo dyscyplinarne jest jawne dla publiczności. Są kraje, gdzie funkcjonują oceny sędziowskie, ale czy są tam tak rozbudowane sieci różnych kontrolnych instytucji? Idąc śladem tych krajów Ministerstwo zaproponowało zupełnie nowy system. Niestety, pierwotna wersja projektu, o której już dawno zapomniano, uczyniła sformułowaniu „ocena sędziów” wiele szkody. W wersji tej miał zostać stworzony korpus wizytatorów permanentnie wystawiający swoim kolegom cenzurkowo-szkolne oceny. Brakowało tylko plakietki „wzorowy sędzia” i łańcucha z czerwonym paskiem.

Środowisko sędziowskie uznało, że takie cenzurowanie nie tylko nie przystaje do roli i prestiżu zawodu sędziego, ale spowoduje też szereg komplikacji natury procesowej. Sędziowie zaproponowali ocenę opisową, która oddawałaby rzeczywiste błędy popełnione przez sędziego i zmierzała do faktycznej poprawy jakości jego pracy, a nie napiętnowania oceną. W odpowiedzi Ministerstwo przedstawiło zupełnie nowy pomysł, który jedynie zarysowano podczas rozmów z KRS. Propozycja nie jest jeszcze doprecyzowana, ale przejawia się zupełnie nowym sformułowaniem: indywidualny plan rozwoju zawodowego. To chyba dobry kierunek, tylko czy naprawdę potrzebny?

Problemy zrodzą się, gdy Minister Sprawiedliwości w drodze rozporządzenia wykonawczego określi szczegółowy tryb i sposób dokonywania okresowej oceny. Najlepiej, gdyby znalazło się to w ustawie. Diabeł niestety tkwi w szczegółach, może lepiej więc z pełną oceną poczekać do pełnego projektu. Najpierw trzeba jednak zadać pytanie, czy oceny okresowe są w ogóle potrzebne i czemu mają służyć. Ministerstwo już dzisiaj wskazuje, że dokonywaliby ich prezesi sądów. To pójście w kierunku niemieckim. Ale nie miejmy złudzeń – o ile w małym sądzie prezes mógłby znaleźć na to czas, o tyle w przypadku sądów wielkomiejskich takie rozwiązanie niesie za sobą ryzyko oceny płytkiej, niespełniającej swojej roli. Chyba jednak lepiej, by dokonywali jej wizytatorzy. Ale to znowu odciąganie od orzekania najlepszych sędziów.

Ostrożnie z delegacjami

Warto też zwrócić uwagę na propozycję likwidacji tzw. stałych delegacji. Po roku od wejścia w życie tego przepisu wygasłyby z mocy prawa wszystkie akty delegowania. To zdecydowanie złe rozwiązanie. Wydłużmy chociaż termin tak, by sędziowie mieli realne szanse wygrania konkursu na stanowiska w sądach, w których już od dawna orzekają. Sędziowie delegowani to najczęściej naprawdę najlepsi. Nie mogą awansować z uwagi na brak etatów, zakorzenili się już w sądach wyższych instancji. Teraz nagle mówi im się „wasza praca nie jest już tutaj potrzebna”. Takie posunięcie skutkować będzie kolejną reorganizacją pracy sądów, a w efekcie wzrostem przewlekłości postępowań. Okres pięcioletni to, moim zdaniem, minimalny czas na rozładowanie tej „kolejki awansowej” w sposób cywilizowany.

I jeszcze słowo o tworzeniu nowych wydziałów. Jedna z wersji nowelizacji miała dać Ministrowi możliwość elastycznego ich tworzenia, a tym samym pozwolić na dostosowywanie struktury sądów do wielkości wpływu i lokalnych warunków społecznych. W rzeczywistości każdy nowy Minister ma nowe spojrzenie i jeden wydaje ogromne kwoty na nowe wydziały czy sądy, podczas gdy inny reformę poprzednika „wyrzuca do kosza”.

Należałoby zatem zostawić możliwość tworzenia wydziałów przez Ministra w drodze rozporządzenia, po obligatoryjnym zasięgnięciu opinii właściwego Prezesa Sądu Apelacyjnego. W przypadku sprzeciwu Prezesa głos decydujący miałaby KRS. Musimy przesuwać część dotychczasowych uprawnień z władzy wykonawczej na oderwaną od polityki władzę sądowniczą. Prezesi sądów apelacyjnych gwarantują odpowiedni konserwatyzm i jednocześnie zdecydowanie lepszą możliwość przemyślenia i merytorycznego zbadania celowości decyzji o utworzeniu nowego wydziału. Dobra struktura sądów najniższego szczebla, zapewnienie im stabilności pracy i obciążenia, to klucz do wyjścia z przewlekłości postępowań i niegenerowania kolejnych „starych spraw”.