Bój o klienta

Obraz nobliwego mecenasa, do którego ustawiają się kolejki klientów, powoli odchodzi w zapomnienie. Dziś to adwokat musi starać się o zlecenia. Konkurencja na rynku jest coraz większa, jednak chętnych do wstąpienia w szeregi palestry nie brakuje.

Zawód adwokata cieszy się niesłabnącą popularnością. Chęć rozpoczęcia aplikacji deklaruje 45,7 proc. studentów prawa (badanie ELSA Polska i Centrum Badań Marketingowych „Indicator”, listopad 2009 r.). W 2010 r. aplikację adwokacką rozpoczęło ok. 3 tys. absolwentów – większą popularnością cieszyła się tylko aplikacja radcowska, którą rozpoczęło ponad 2,5 tys. osób więcej. Dla porównania, nabór na aplikacje, które ruszyły w styczniu 2011 r., to odpowiednio 993 i 1350 osób z pozytywnym wynikiem z egzaminu wstępnego.

Adwokat, po łacinie advocatus, oznacza „przyzywanego na pomoc”. Etymologia tego słowa najlepiej oddaje istotę zawodu – adwokat, jako powiernik i obrońca klienta, ma stać na straży jego interesów procesowych. Adwokat zawsze jest „po tej właściwej stronie”, czyli po stronie klienta. – Tu gra się do jednej bramki. Podczas gdy inni muszą pilnować boiska, kibiców i na dodatek sędziować, my mamy pewien komfort psychiczny. I tak na przykład rolą adwokata w procesie karnym jest kwestionowanie zarzutów prokuratora i atakowanie argumentów strony przeciwnej. Gdy klient przyznaje się do winy – znalezienie okoliczności łagodzących – tłumaczy Oskar Luty, który egzamin zawodowy zdał we wrześniu 2009 r., a od ośmiu lat związany jest z kancelarią „Domański, Zakrzewski, Palinka”.

Mecenas Andrzej Michałowski z Warszawy, do niedawna wiceprezes, a następnie pełniący obowiązki prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej, dodaje: – Zadaniem adwokata jest zagwarantowanie prawidłowego przebiegu postępowania i dokładnej analizy materiału dowodowego. Oferujemy, poza pomocą, zrozumieniem i dbałością o sprawy klienta, przestrzeganie reguł procesowych, a nie wiarę w to, że to klient ma rację i jest niewinny – mówi Michałowski.

Emocje i silna psychika

Zawód adwokata, z powodu jego ukierunkowania na dobro klienta, nie jest wolny od dylematów moralnych. W historii adwokatury z łatwością można wskazać procesy budzące społeczne kontrowersje. – Nasi koledzy bronili zbrodniarzy hitlerowskich, chociaż sami w czasie wojny stracili całe rodziny. Mimo to potrafili bronić tych ludzi z ogromnym zapałem i profesjonalnym zaangażowaniem, dzięki czemu procesy były naprawdę rzetelne – przypomina mecenas Michałowski.

Jednak i w codziennej pracy adwokaci muszą mierzyć się z etycznymi rozterkami. Przykład? Klient, nie chcąc narażać swojego małżeństwa na rozpad, ukrywa przed sądem, że w czasie, w którym miał dokonać czynu zabronionego, spotkał się z kochanką. Jego adwokat musi w takiej sytuacji rozstrzygnąć, co zrobić – z jednej strony ma przecież bronić klienta, ale z drugiej obowiązuje go wobec niego lojalność.
Doświadczeni mecenasi przyznają, że adwokat to zajęcie tylko dla osób odpornych psychicznie, o silnym charakterze. Takich, które potrafią oddzielić sprawy zawodowe od prywatnego życia. Mecenas Michałowski wspomina sprawę z początków swojej kariery, kiedy został wyznaczony obrońcą z urzędu w sprawie o gwałt zbiorowy ze szczególnym okrucieństwem. – W sali rozpraw, kiedy oskarżony był doprowadzany z aresztu, zawsze podawałem mu rękę. Chciałem pokazać, że nim nie gardzę ani go nie oceniam. Emocje podczas procesu były jednak tak silne, że kiedy kończyła się rozprawa, wracałem do domu pieszo. Podczas spaceru musiałem otrząsnąć się z tego, co przeżyłem w sądzie – opowiada.

Aplikacja w teorii i praktyce

Najpierw pięcioletnie studia magisterskie, później trzyletnia aplikacja organizowana przez samorząd adwokacki (każdy rok szkolenia kosztuje ponad 3 tys. zł) i w końcu – o ile wszystko ułoży się zgodnie z planem – wpis na listę adwokatów. Po drodze egzamin konkursowy na aplikację oraz egzamin adwokacki. Jak widać, droga do zawodu jest długa i kosztowna. Bywa też rozczarowująca. – Kilka osób zrezygnowało z aplikacji w czasie jej trwania, po prostu stwierdzili, że adwokatura nie jest dla nich. Niektórzy zdecydowali spróbować sił na innej aplikacji, część zupełnie zniechęciła się do prawa – tak o doświadczeniach swojego rocznika opowiada Szymon Kaczmarek z Warszawy, aplikant drugiego roku.

Przygotowanie do zawodu rozpoczyna się już podczas studiów, kiedy warto zwrócić uwagę na konkretne przedmioty. Paradoksalnie, znajomość prawa materialnego nie jest najważniejsza, lepiej przyłożyć się do niedocenianej na studiach logiki czy socjologii zawodów prawniczych. – Bardzo ważna jest też znajomość procedur, przede wszystkim karnej i cywilnej. Tej wiedzy wymaga się w sali sądowej natychmiast, natomiast kwestie prawa materialnego zawsze można sprawdzić po rozprawie – radzi mecenas Michałowski, który prowadzi zajęcia dla aplikantów z deontologii zawodu (pierwszy rok aplikacji) oraz z zakresu prawa cywilnego – zobowiązań i „rzeczówki” (trzeci rok).

Na pierwszym roku aplikacji przyszli adwokaci uczestniczą w zajęciach z etyki zawodu, jego historii, poznają też przepisy proceduralne dotyczące postępowania w pierwszej instancji. Dalsza nauka procedury to drugi i trzeci rok aplikacji, wtedy też odbywają się szkolenia z poszczególnych gałęzi prawa. Choć aplikanci nie mają wiele zajęć (ok. trzech godzin wykładów, ćwiczeń albo seminariów tygodniowo), to pracy jest sporo. Do obowiązkowych zajęć w izbach adwokackich dochodzą wizyty w sądzie na podstawie upoważnienia patrona, czyli opiekuna aplikanta, który ma czuwać nad kształtowaniem właściwej postawy zawodowo-etycznej przyszłego adwokata. Nie jest też rzadkością łączenie aplikacji z pracą zawodową.

Choć masowość aplikacji (w 2010 r. w całym kraju kształciło się 5277 aplikantów) nie sprzyja praktycznemu przygotowaniu do zawodu, to samorząd adwokacki stara się zawrzeć w programie jak najwięcej elementów praktycznych. – W ramach prac domowych często piszemy pisma procesowe, podczas zajęć pracujemy z kazusami. Na pierwszym roku każdy obowiązkowo musi wziąć udział w konkursie krasomówczym – opowiada Szymon Kaczmarek. Prawdziwym sprawdzianem dla aplikanta jest jednak wizyta w sądzie. Przyszły mecenas może wtedy na własnej skórze odczuć stres i odpowiedzialność związane z zawodem. – Pierwsze wystąpienie w sądzie jest bardzo ważnym, o ile nie najważniejszym, momentem w życiu każdego adwokata. To chwila prawdy wpływająca na przyszłość zawodową. Trzeba się wówczas po raz pierwszy samodzielnie zmierzyć nie tylko z sędzią oraz dużo bardziej doświadczonymi przeciwnikami procesowymi, ale także z sobą – podkreśla mecenas Michałowski.

Wolny rynek czy korporacja?

Kiedy starania młodego prawnika zostaną zwieńczone zdaniem pisemnego egzaminu zawodowego kończącego aplikację, rozpoczyna się dla niego prawdziwy bój o przetrwanie. Według danych NRA z czerwca 2010 r., w Polsce jest 8560 adwokatów wykonujących zawód. Jak młody, niedoświadczony, na dodatek nieznany adwokat ma się odnaleźć na rynku usług prawniczych, który jest już dawno podzielony między obecnych graczy?

– Jedyną szansą jest znalezienie własnej niszy, nowych obszarów aktywności – odpowiada adwokat Andrzej Michałowski. Jego pokolenie, wchodzące w szeregi palestry na początku lat 90., w czasie przemian ustrojowych, zajęło się prawem gospodarczym, które wówczas nie interesowało renomowanych adwokatów. Dziś o taką niszę bardzo trudno, co więcej, aplikantów z roku narok przybywa. W samej Warszawie w 2010 r. było 1605 aplikantów, podczas gdy na przełomie lat 80. i 90. – ok. 70 rocznie.

Adwokat Łukasz Nysztal, który uprawnienia zawodowe uzyskał w 2008 r. i zaraz po tym otworzył własną kancelarię w rodzinnym Szczytnie, szansę na utrzymanie się na rynku widzi w nowych sposobach świadczenia usług prawniczych. Od początku istnienia swojej kancelarii oferuje pomoc prawną przez Internet. – Usługi internetowe pozwalają dotrzeć do klientów z całej Polski. Zauważyłem, że zleceń przyjmowanych w formie elektronicznej – próśb o zaopiniowanie umowy czy przedstawienie opinii prawnej w zakresie danego problemu – jest coraz więcej. Minęły już czasy, kiedy adwokat czekał, aż klient zapuka do kancelarii. Dziś trzeba go do niej zaprosić, w myśl zasady „klient nasz pan” – mówi Nysztal.

Walka o klienta na rynku usług prawniczych jest tym trudniejsza, że – w przeciwieństwie do radców prawnych, którzy posiadają kompetencje zbliżone do adwokatów, jednak nie mogą występować w charakterze obrońców w sprawach karnych – adwokatów obowiązuje zakaz reklamy oraz zatrudnienia na umowę o pracę.

Alternatywną ścieżką kariery dla młodego mecenasa jest współpraca z byłym patronem. Nie każdy może jednak skorzystać z takiej okazji, bo żadna kancelaria nie jest „workiem bez dna”. Pozostaje szukać zleceń w dużych kancelariach i międzynarodowych korporacjach. Czy jednak rola korporacyjnego prawnika ma jeszcze coś wspólnego z tradycyjnie pojmowaną sztuką adwokacką? – W ciągu ostatnich lat zmieniła się jednak zarówno tradycyjna rola adwokata, jak i wymiar doradztwa prawnego w sprawach gospodarczych. Nie można już zamykać się w prawie spółek, bo równie ważna jest znajomość innych gałęzi prawa. Adwokaci mają w tym zakresie przewagę. Przykładowo, prawnik bez pogłębionej znajomości prawa karnego zapytany o dopuszczalność antydatowania pełnomocnictwa odpowie nieprawidłowo, że jest to przestępstwo. W nowoczesnym obrocie jest bardzo dużo sytuacji, w których zastosowanie znajduje prawo karne i karno-skarbowe – opowiada adwokat Oskar Luty, który specjalizuje się w prawie gospodarczym.

Zasady przede wszystkim

Choć adwokatowi zajmującemu się prawem spółek obce mogą być dylematy moralne, to etyka zawodowa odgrywa w jego obowiązkach równie ważną rolę, co w przypadku mecenasa specjalizującego się w sprawach karnych. – Normy etyczne wpływają na wiarygodność biznesową. Nasi klienci wiedzą, że w przypadku naruszenia zasad etyki przez adwokata każdy może wszcząć postępowanie dyscyplinarne i dążyć do pozbawienia go prawa wykonywania zawodu. Stanowi to motywator do działań etycznych bardziej skuteczny niż jakiekolwiek roszczenia odszkodowawcze – przekonuje Oskar Luty.

Każdego mecenasa, bez względu na charakter spraw, którymi się zajmuje, obowiązują „przykazania” zawarte w rocie ślubowania, w tym przede wszystkim tajemnica zawodowa oraz kierowanie się „zasadami godności, uczciwości, słuszności i sprawiedliwości społecznej”. Czasem jednak, mimo poczucia dobrze wykonanej, etycznej pracy, w zawodowym życiu adwokata pojawiają się momenty zwątpienia. To chwile, gdy mecenas przegrywa sprawę w sądzie. – Proszę sobie wyobrazić, jak czuje się człowiek, który za chwilę ma powiedzieć klientowi: „miał Pan rację, wszystko było dobrze zrobione, ale niestety przegraliśmy” – mówi mecenas Andrzej Michałowski.

Doświadczeni adwokaci podkreślają, że zawód ten daje zdecydowanie więcej rozczarowań, niż satysfakcji. – Czasem widzimy, że podnoszone przez nas argumenty rzeczywiście zostały uwzględnione w uzasadnieniu, jednak najczęściej nie mamy pewności czy to, co robimy, ma rzeczywisty wpływ na rozstrzygnięcie sądu. Być może wyrok byłby taki sam, gdybyśmy nie robili nic. To powoduje, że jesteśmy niezwykle blisko granicy cynizmu – mecenas Michałowski podkreśla, że przekroczenie tej granicy to dla adwokata czas na odejście z zawodu.

To samo dotyczy rutyny. Adwokat Łukasz Nysztal ze Szczytna tłumaczy: – Niemożliwe jest, by jakaś kolejna sprawa była dokładnym powtórzeniem sprawy, którą już miałem. Jednak każdy adwokat musi bardzo pilnować tego, aby nie popaść w rutynę. By nie traktować rozwodu jako „kolejnego rozwodu”, by podchodzić do każdej sprawy indywidualnie.

Satysfakcja nie dla wszystkich

Na wszelkie dylematy i przeciwności, które spotykają adwokata w wypełnianiu zawodowych obowiązków, sposób jest tylko jeden: umiejętność czerpania autentycznej satysfakcji z dobrze wykonanej pracy. – Nie ma nic piękniejszego niż moment, w którym, jeszcze przed wydaniem orzeczenia przez sąd, klient mówi adwokatowi: „widziałem, jak pan walczył, niezależnie od wyniku jestem wdzięczny”. Takie chwile są bezcenne – twierdzi mecenas Michałowski.

Nie każdy potrafi czerpać siłę z takiej pochwały, dlatego zawód ten nie jest dla każdego. Jeżeli ktoś woli spokojnie i dostatnio żyć, na dodatek osiągając sukces zawodowy bardzo szybko, to pracą w adwokaturze będzie rozczarowany. Jednak osobom ambitnym i wytrwałym, które uwielbiają pracę z paragrafami oraz prawno-intelektualne potyczki w sądzie, praca mecenasa może przynieść olbrzymią satysfakcję.

Autorka jest dziennikarką, studiuje prawo na Uniwersytecie Warszawskim