Doing business a rzeczywistość

Raport Banku Światowego, przygotowywany m.in. na podstawie opinii przedsiębiorców o kondycji sądownictwa, lokuje Polskę na jednej z najgorszych pozycji w UE. Jakie wnioski dla sądownictwa płyną z tego faktu?

Co roku publikacja raportu „Doing Business” dotyczącego swobody prowadzenia działalności gospodarczej, wzbudza emocje na całym świecie. Reformatorzy z ocenianych krajów chcą usłyszeć pochwały za wprowadzone zmiany, inni podkreślają błędy metodologiczne raportu i jego ograniczenia. Wśród polskich sędziów utrwaliła się negatywna opinia na temat raportu z powodu słynnych 1000 dni, jakie jeszcze niedawno trzeba było, zdaniem Banku Światowego, poświęcić na rozstrzygnięcie sprawy gospodarczej w polskim sądzie.

Wydaje się, że błędem byłoby jednak obrażanie się na opinie przedsiębiorców o kondycji sądów, należałoby raczej wyciągnąć z raportu odpowiednie wnioski. Sądownictwa dotyczą bowiem cztery z dziesięciu rankingów cząstkowych DB, zaś negatywne opinie o jego kondycji wprost przyczyniają się do jednej z najgorszych pozycji, jaką Polska zajmuje wśród 26 krajów Unii Europejskiej (70. miejsce na 183 wszystkich sklasyfikowanych państw – wg. edycji Doing Business 2011).

Biznes tylko w Warszawie

W celu prawidłowego odczytania wyników DB niezbędne jest jednak zrozumienie metodologii badań. Ze względu na niejednolitość narodowych statystyk sądowych BŚ posługuje się własnymi „kazusami” we wszystkich analizowanych obszarach aktywności gospodarczej. Aktywności dotyczące sądów to: rejestracja spółki z o.o., rejestracja tytułu własności nieruchomości, dochodzenie roszczeń z umów oraz upadłość likwidacyjna spółki z o.o.

Przykładowo, w dochodzeniu roszczeń z umów kazus dotyczy sporu o sprzedaż towarów pomiędzy dwoma przedsiębiorcami mającymi siedzibę w największym pod względem ludności mieście (w przypadku Polski jest to oczywiście Warszawa). Sprzedający wnosi pozew do właściwego sądu (np. dla lewobrzeżnej Warszawy będzie to Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy) żądając zabezpieczenia na majątku dłużnika. Sąd rozstrzyga na korzyść sprzedającego, kupujący nie wnosi apelacji, a z chwilą uprawomocnienia się wyroku sprzedający zwraca się o egzekucję zasądzonej kwoty z majątku kupującego. Kwotę tę uzyskuje się ze sprzedaży w trybie przetargu publicznego ruchomych aktywów dłużnika.

Powyższy kazus oceniają respondenci uwzględniając trzy elementy: sformalizowanie całego postępowania (mierzone liczbą etapów proceduralnych), czas postępowania (w dniach) oraz poniesione koszty (w procentach od kwoty roszczenia). Respondentami nie są jednak wyłącznie profesjonalni pełnomocnicy pojawiający się w stołecznym sądzie gospodarczym, czy też pozwani przedsiębiorcy. Badanie Banku Światowego ma więc charakter wyłącznie sondażowy i nie jest reprezentatywne w rozumieniu statystycznym.

Prawda o stołecznych sądach

Jak wypadamy w tegorocznej edycji DB w odniesieniu do sporów gospodarczych, biorąc pod uwagę tylko wskaźnik czasowy, na który wpływ ma sędzia? Średnia długość postępowania w Warszawie ma wynosić 580 dni – gorszą opinię na temat tej długości ma w UE tylko Grecja, Włochy i Słowenia (patrz tabela – przyp. red.). Jak jest w rzeczywistości?

Z zebranych w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy danych za 2009 r. wynika, że czas trwania postępowania sądowego od dnia wniesienia pozwu do chwili wyrokowania (wraz z okresem na uprawomocnienie się orzeczenia) dla tego typu spraw wyniósł… 283 dni. Oznacza to ponad dwukrotną różnicę pomiędzy stanem rzeczywistym, a przypisywanym.

Jeśli chodzi o wyniki pozostałych rankingów cząstkowych, tj. dotyczących czasu rejestracji spółki z o.o. w KRS, rejestracji tytułu nieruchomości w sądzie wieczystoksięgowym, jak też postępowania upadłościowego, Polska również zajmuje jedną z najgorszych pozycji w UE. Wyniki te powinny dać wiele do myślenia o tym, jak poprawić wizerunek stołecznego sądownictwa oraz jakich usprawnień organizacyjnych wymagają sądy w stolicy i w całym kraju.

Wydaje się, że przyzwoita szybkość postępowania nie zostanie osiągnięta, jeżeli nie zostaną usunięte dysproporcje między liczbą spraw w referatach sędziowskich lub referendarskich w skali całego kraju, także w obciążeniu pracą samych sędziów. Pozytywne efekty tego typu usprawnień widoczne są niemal od razu, o czym świadczy zniesienie z początkiem 2010 r. niektórych sądów gospodarczych. Należałoby także szukać dalszych narzędzi, które pozwolą na jakościową ocenę obciążenia sędziów, jak również dążyć do jak największej specjalizacji kadry orzeczniczej.

Wszystkie te działania wpłyną na poprawę jakości i sprawności postępowań, a w konsekwencji na opinie na temat funkcjonowania sądownictwa w Polsce.

,

Pierwszy z autorów jest pracownikiem naukowym Szkoły Głównej Handlowej, drugi – sędzią Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa