Informatyzacja sądownictwa w Polsce. Co zostało zrobione? Na co jeszcze czekamy?

Elektroniczne rejestry, lubelski e-sąd, System Dozoru Elektronicznego czy nowoczesny sprzęt na salach rozpraw to niewątpliwe milowe kroki w informatyzacji polskiego sądownictwa. Kwestia w tym, że te przydatne narzędzia i rozwiązania – choć zmierzają w dobrym kierunku – nie tworzą jeszcze jednolitego, spójnego, skalowalnego systemu.

Kilka lat temu na łamach serwisu prawa nowych technologii „Nowe Media” i tygodnika „Wprost” z podziwem pisałem o amerykańskim e-sądzie. Projekt „Sąd XXI wieku” prowadzony jest we współpracy William & Mary Law School w Williamsburgu w USA oraz amerykańskiego National Centre for State Courts. Wcześniej miał on wdzięczną nazwę „The Courtroom 21” , obecnie prowadzi go organizacja pożytku publicznego o nazwie The Center for Legal and Court Technology (CLCT). W ramach tego projektu już prawie dekadę temu salę sądową szkoły w Wiliamsburgu  wyposażono w najnowocześniejsze urządzenia. Sędziowie z całego kraju korzystają z niej do dziś, jeżeli zależy im na transmisji procesu w Internecie, cyfrowym zapisie rozprawy, bądź chcą się przekonać, czy nowa technologia stanie się przydatna w ich macierzystych sądach.

Jak to się robi w Ameryce?

W Williamsburgu skomputeryzowane są niemal wszystkie fazy procesu – przede wszystkim sposób przedstawiania dowodów. Wszystko, co zostanie położone na specjalnym stoliku przy mównicy, widać na dużych ekranach oraz na monitorach komputerów sędziego, członków ławy przysięgłych oraz stron. To, co mówi osoba stojąca na mównicy, wyświetlane jest od razu na ekranach. Protokolant używa maszynki stenograficznej wspomaganej komputerowo. Komputer na bieżąco przetwarza język stenogramu na pełne zdania.

Technologia ułatwia także wizje lokalne. W miejscu popełnienia przestępstwa stawia się cyfrowe aparaty fotograficzne rejestrujące obraz w technologii ipix (stworzonej pierwotnie dla NASA – www.ipix.com), która umożliwia wykonanie panoramicznej sekwencji zdjęć. W stworzonej w ten sposób wirtualnej rzeczywistości można się obracać, spojrzeć w górę, w dół lub na boki.

Dowożenie na rozprawę świadków lub oskarżonych z oddalonych aresztów często jest poważnym problemem. W niektórych zakładach karnych umieszczono zatem kamery wideo podłączone do Internetu. Podejrzanych można przesłuchiwać na miejscu, co zwiększa bezpieczeństwo i obniża koszty procesu. Nowoczesna technika ułatwia także ustalenie miejsca pobytu osób, wobec których orzeczono dozór sądowy. Areszty elektroniczne, oparte na systemie nawigacji satelitarnej GPS, pozwalają w USA kontrolować przestrzeganie nakazów sądu. Jeżeli delikwent wyjdzie poza zakreślony obszar, zostanie wszczęty alarm. W Stanach Zjednoczonych tę technikę wykorzystuje się najczęściej do egzekwowania orzekanego przez sądy zakazu zbliżania się oskarżonego do ofiary przestępstwa, np. do jej domu.

Monitory także dla stron

Komputery, monitory i kamery w sali rozpraw są już codziennością także w Polsce. Wciąż jednak, niestety, daleko nam do rozwiązań największej demokracji na świecie.

Bo co z tego, że sędzia i protokolant mają monitor, skoro strony nie mają wglądu do protokołu i nie mają pewności, co jest właściwie protokołowane? Dlatego tak naturalnym, a zarazem jakże prostym i niedrogim, wydaje się rozwiązanie amerykańskie polegające na zainstalowaniu na salach rozpraw dodatkowych monitorów również dla stron (podobne rozwiązania wprowadzono w Wielkiej Brytanii). W wersji bardziej zaawansowanej, strony mogłyby nie tylko śledzić to, co jest na bieżąco protokołowane (a więc przewijający się w miarę pisania protokolanta obraz na monitorze), ale też samemu przewijać protokół do dowolnego miejsca w czasie rzeczywistym.

Dlaczego nie wprowadzono u nas jeszcze takich rozwiązań? Nie wiadomo. Może to dziwić, zwłaszcza, że w Polsce wciąż podkreśla się, że co prawda może jesteśmy nieco opóźnieni z informatyzacją sądownictwa w stosunku do Zachodu, za to jak już coś wdrażamy, to od razu rozwiązania sprawdzone, najnowsze i najbardziej zaawansowane. Bo przecież uczymy się na błędach i korzystamy z doświadczeń bardziej zaawansowanych w informatyzacji państw.

Rozprawa XXI wieku

Kolejnym rozwiązaniem, wydawałoby się oczywistym, są rozprawy na odległość. Do tej pory wprowadzono w Polsce przesłuchanie biegłych, świadków i tłumaczy na odległość. Naturalna byłaby też możliwość przesłuchania w ten sposób podejrzanego lub oskarżonego. Zwłaszcza, że wprowadzenie takiego rozwiązania wyeliminowałoby wysokie koszty i ryzyko związane z transportem z aresztu czy zakładu karnego. Szczególnie dotyczy to niebezpiecznych więźniów (aresztantów).

Do niezaprzeczalnych zalet przesłuchania na odległość można więc zaliczyć przede wszystkim zmniejszenie kosztów przeprowadzenia przesłuchania, przyśpieszenie postępowania, ochronę świadków lub możliwość przesłuchania osób, które w inny sposób nie mogłyby uczestniczyć w postępowaniu sądowym. W niektórych przypadkach przesłuchanie na odległość może być spełnieniem gwarancji dostępu do sądu, jak to miało miejsce w przypadku sprawy Romana Polańskiego przeciwko jednej z brytyjskich gazet.

Skoro wprowadzamy przesłuchania na odległość, to czemu od razu nie pomyśleć o wprowadzeniu „wirtualnych rozpraw”, czyli rozpraw na odległość prowadzonych na zasadzie telewideokonferencji? Takie rozwiązanie nasuwa się jako naturalna kolej rzeczy, jeżeli myślimy o obecnych możliwościach technicznych i dalszym postępie informatyzacji w krajowym wymiarze sprawiedliwości. Bo skoro przesłuchujemy już świadka czy biegłego na odległość, to np. dlaczego pełnomocnik strony musi dojechać z innego miasta (zakładając, iż rzeczywiście dojeżdża do sądu w danej sprawie)? Na szczęście jest już przygotowywany odpowiedni projekt nowelizacji rozwiązań prawnych w tym zakresie.

Warto zauważyć, że technologie wideokonferencji mogłyby również dać możliwość zdalnego udziału w posiedzeniu sądu jednego z sędziów składu orzekającego, który z przyczyn losowych nie może brać osobistego udziału w rozprawie. Jest to istotne, o ile weźmiemy pod uwagę np. fakt, że w postępowaniu karnym skład sądu nie może się zmienić – inaczej postępowanie musi rozpocząć się od nowa.

Warto zauważyć, że proponowane rozwiązania nie wydają się wykraczać poza obecne możliwości techniczne i finansowe polskiego systemu sądowego. Ciekawe jednak, czy doczekamy czasu, kiedy na salach sądowych pojawią się takie nowoczesne systemy prezentacji dowodów, jak skanery i projektory 3D? Dziś, w wymiarze polskiej rzeczywistości, wciąż brzmi to jak science-fiction. Dla Amerykanów takie rozwiązania stały się rzeczywistością prawie dekadę temu, zaś dziś są już na porządku dziennym.

A rzeczywistość skrzeczy

Z informatyzacją w polskim wymiarze sprawiedliwości nie jest najlepiej. Odpowiednia aparatura istnieje, lecz często nie jest wykorzystywana. „Polskie sądy nie odpowiadają na e-maile, nie wywieszają wokand na swoich stronach www i wysyłają niezrozumiałe pisma procesowe. Sądy muszą zadbać o lepszą komunikację z obywatelami” – taka jest konkluzja raportu z badań Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka oraz Forum Obywatelskiego Rozwoju pt. „Komunikacja sądów z obywatelami”, opublikowanego w kwietniu 2009 r.

Największą bolączką sądów jest komunikacja internetowa. W erze informatyzacji polskich urzędów, w których nie wychodząc z domu coraz częściej można załatwić większość spraw, aż na 57 proc. e-maili wysłanych przez autorów badania na sądowe skrzynki pocztowe nie było w ciągu tygodnia żadnej odpowiedzi. W sumie tylko z 28 proc. sądów nadeszły jakiekolwiek odpowiedzi. Wśród nich znalazły się zdawkowe komunikacje typu „w sądzie nie są udzielane porady prawne”, pozbawione podpisu pracownika sądu.

Trudno się zresztą dziwić, że obywatele mają problemy w nawiązaniu łączności przy użyciu internetu, skoro w 15 proc. przypadków na stronach www sądów nie było żadnych adresów email, na które można by wysłać wiadomość. Niekiedy jedynymi adresami były linki do rzecznika prasowego albo administratora sieci internetowej.

Okazuje się, że nawet słynna i tak propagowana przez administrację rządową elektroniczna platforma usług administracji publicznej ePUAP, nie osiągnęła niestety pułapu (nomen omen) pokładanych w niej oczekiwań. Przynajmniej patrząc od strony użytkowników, ciągle sprowadzanych do roli petentów, nawet w komunikacji elektronicznej.

O trudnościach, jakie rodzi komunikacja elektroniczna z sądami (która ma być przecież w założeniach gwarantowana, jeżeli dana instytucja ma skrzynkę ePUAP), przekonał się inż. dr Kajetan Wojsyk, adiunkt w Instytucie Edukacji Technicznej w Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie. Próbował on usprawiedliwić swoją nieobecność w sądzie komunikując się za pomocą elektronicznej skrzynki podawczej. Warto zapoznać się z jego bardzo ciekawą, a zarazem tragikomiczną, relacją z prób dotarcia do sądu drogą elektroniczną, jaką zdał podczas konferencji „Wymiar Sprawiedliwości i Administracja Publiczna Wobec Nowych Technologii”, która w dniach 21-22 września 2009 r. odbyła się we Wrocławiu . Ostatecznie, po złożeniu przez doktora zażalenia (sąd ukarał go grzywną za niestawiennictwo na rozprawie, ignorując fakt złożenia usprawiedliwienia drogą elektroniczną), sąd odwoławczy je uwzględnił, napominając jednocześnie, żeby następnym razem dr Wojsyk korzystał z tradycyjnej poczty lub telefonu.

„E-smycz” i (r)ewolucja w rejestrach

Kolejną sprawą, o jakiej warto wspomnieć w kontekście informatyzacji oraz wprowadzania nowych technologii do wymiaru sprawiedliwości w Polsce, jest system dozoru elektronicznego (SDE). Z jednej strony tego typu systemy to istotnie rozwiązania na miarę XXI w. i na pewno ich wprowadzenie należy postrzegać jako pozytywny wyraz postępu technicznego. Jednak jak dotychczas elektroniczny dozór zastosowano w Polsce dopiero w stosunkowo niewielu przypadkach, co przy globalnych kosztach wdrożenia i utrzymania czyni go jak na razie zupełnie nieopłacalnym.

Założenie było takie, żeby „utrzymanie” obroży elektronicznej było tańsze od utrzymania osadzonego w zakładzie karnym. Ponieważ jak na razie nie uzyskano efektu skali, system w przeliczeniu na użytkownika (osobę dozorowaną elektronicznie) jest bardzo drogi. Miejmy jednak nadzieję, że to dopiero początek i sądy zaczną wkrótce powszechniej stosować dozór elektroniczny, co – oczywiście poza redukcją kosztów – da też z pewnością większe korzyści z punktu widzenia resocjalizacji użytkowników.

Warto też wspomnieć o rejestrach sądowych. Są one systematycznie i w coraz większym zakresie informatyzowane, pojawia się do nich dostęp on-line. Niezrozumiałe jest jednak to, że ciągle różne organy, czy to wymiaru sprawiedliwości, czy administracji publicznej, żądają od obywateli przedstawiania wielokrotnie tych samych danych, które i tak przecież posiadają, lub przynajmniej mają do nich w miarę bezproblemowy dostęp. W samym sektorze wymiaru sprawiedliwości dobrym przykładem „patologii” jest np. żądanie przez sądy wyciągu z KRS. Osobiście, jako radca prawny, przedstawiając pełnomocnictwo np. od spółki z ograniczoną odpowiedzialnością muszę dodatkowo przedstawić w miarę aktualny odpis z KRS tej spółki – po to, by wykazać, że pełnomocnictwa udzieliła mi osoba upoważniona do reprezentacji podmiotu, zgodnie z wpisem w KRS. A przecież sąd powinien mieć dostęp do centralnej bazy KRS i powinien móc to sam sprawdzić. Podobnie powinno być z odpisami z ksiąg wieczystych. Jeżeli księgi te prowadzone są elektronicznie, to po co żądać papierowych odpisów?

Informatyzacja w polskim wymiarze sprawiedliwości dała wiele pomocnych narzędzi i rozwiązań, które jednak nie tworzą jednolitego, spójnego, skalowalnego systemu. Wiele rozwiązań ma wciąż charakter partykularny i przez to traci na użyteczności.

Potrzeba urzędowej bazy

Ciekawym przykładem odzwierciedlającym obecny stan rewolucji informatycznej w sądownictwie jest kazus popularnego programu informacji prawniczej LEX, będącego bazą aktów prawnych i orzecznictwa. Niedawno głośno było w mediach o tym, że sędziowie całkowicie bezkrytycznie korzystają z tego typu komercyjnego oprogramowania, nie weryfikując publikowanych w nim informacji z Dziennikami Ustaw . Nie byłoby takich problemów, gdyby wreszcie powstał oficjalny elektroniczny urzędowy publikator.

Teoretycznie już od prawie roku powinna funkcjonować w internecie darmowa urzędowa baza z ustawami i orzecznictwem . Tymczasem rządowy projekt ustawy o ogłaszaniu aktów normatywnych, w którym przewiduje się, że publikacja elektroniczna aktów prawnych będzie podstawową formą ich urzędowego ogłaszania, dopiero trafił do Sejmu. Największym obecnie problemem jest brak jednolitych tekstów aktów prawnych. Jakiś czas temu zwrócił na to uwagę ówczesny Rzecznik Praw Obywatelskich. Jego zdaniem jest to jedna z ważniejszych przyczyn nieznajomości prawa wśród obywateli.

Marszałek Sejmu ma obowiązek publikowania jednolitych tekstów prawa, zgodnie z ustawą, „gdy liczba zmian w ustawie jest znaczna lub ustawa była uprzednio wielokrotnie nowelizowana i posługiwanie się tekstem ustawy może być istotnie utrudnione”. Jak widać, pozostaje to zawsze kwestią ocenną. W praktyce zazwyczaj dopiero po wielu nowelizacjach jednego aktu publikowany jest jego tekst jednolity. Przy mniejszych nowelizacjach, np. kilku artykułów, rzadko można się spodziewać szybkiej publikacji takiego tekstu. Nic dziwnego, że nawet sądy korzystają z komercyjnych programów – w gąszczu nowelizacji trudno na podstawie oficjalnego publikatora samemu ustalić aktualnie obowiązującą treść ustawy.

Oczywiście, wdrożenie elektronicznego urzędowego publikatora nie rozwiąże problemu. Potrzebna jest też baza orzecznictwa oraz zaawansowane mechanizmy wyszukiwawcze i katalogowe.

Sukces „e-sądu” w Lublinie

Do niewątpliwych sukcesów informatyzacji w Polsce należy zaliczyć elektroniczne postępowanie upominawcze (EPU), które ruszyło 1 stycznia 2010 r. To wreszcie prawdziwa rewolucja. O pełnym jednak sukcesie będzie można mówić, gdy dodatkowo zostanie wdrożone postępowanie hybrydowe (jedna ze stron postępowania komunikuje się w sposób tradycyjny, druga – za pomocą elektronicznych środków komunikacji), możliwość prowadzenia wirtualnych rozpraw on-line (w tym możliwość zdalnego przesłuchiwania podejrzanych lub oskarżonych bezpośrednio z aresztów lub zakładów karnych) oraz zaimplementowany zostanie powszechnie elektroniczny protokół (zapis audio lub zapis audio-video z rozprawy)6. Oczekiwanym rozwiązaniem jest też z pewnością szersze zastosowanie w sądach elektronicznych baz orzeczeń.

Ponadto, z niecierpliwością oczekiwać należy zapowiadanych od dłuższego czasu ważnych zmian w kodeksie cywilnym. Chodzi m.in. o wprowadzenie do systemu prawa tzw. formy dokumentowej, będącej rozwiązaniem pośrednim między formą pisemną, a niepisemną. Będzie to odpowiednik znanej w niemieckim kodeksie cywilnym formy tekstowej.

Przykładem takiej formy może być e-mail, czyli tekst napisany elektronicznie, w którym na końcu napisano imię i nazwisko (rozumiane jako zwykły ciąg znaków) lub w jakikolwiek inny sposób wskazano, od kogo ten tekst pochodzi – bez wymogu jakiegokolwiek dodatkowego uwierzytelnienia, choćby przez podpis elektroniczny. Obecnie sądy wyłącznie na zasadzie utartego zwyczaju przyjmują jako dowody w sprawach wydrukowane maile (formalnie rzecz ujmując nie są to dokumenty w rozumieniu kpc). Warto by się też zastanowić nad wprowadzeniem w polskim prawie jednolitej defi nicji dokumentu.

Polska pionierem innowacji?

Należy również odnotować, że Polska bierze udział w wielu ciekawych i bardzo innowacyjnych międzynarodowych projektach związanych z informatyzacją wymiaru sprawiedliwości.

Pierwszym przykładem może być projekt Verbateam. dotyczy on zautomatyzowania transkrypcji (przeniesienia z formy audio na tekstową) protokołów zapisanych w postaci nagrań dźwiękowych. jak wiadomo, takie nagrania stanowią dokładniejsze odzwierciedlenie przebiegu procesu. jednak korzystanie z nich jest później mało wygodne. dużo łatwiej sędziemu (np. przy pisaniu uzasadnień orzeczeń) czy stronom (np. przy pisaniu środków odwoławczych) jest jednak operować na tekście pisanym, najlepiej edytowalnym.

Proces transkrypcji wykonywany przez jedną osobę jest bardzo czasochłonny. Zazwyczaj wykonanie transkrypcji jednej godziny nagrania wymaga dwóch-trzech godzin pracy. Rozwiązaniem jest praca rozproszona nad transkrypcją. Polega ona na tym, że odpowiedni system dzieli nagranie i przydziela poszczególne jego fragmenty wielu różnym osobom do transkrypcji. Osoby te mogą w zasadzie znajdować się w dowolnym miejscu na świecie, byleby miały dostęp do Internetu. Gotowe fragmenty dokonanej transkrypcji są następnie automatycznie „sklejane” przez system w jeden zintegrowany tekst. Takie podejście jest dużo efektywniejsze niż transkrypcja nagrania z wielogodzinnej rozprawy przez jedną osobę. Przy odpowiednim zoptymalizowaniu fragmentacji transkrypcji (poziomu rozproszenia), można wielokrotnie przyspieszyć pracę nad nagraniem.

Kolejnym ciekawym projektem jest alIS (ang. automated legal Intelligent System), który dotyczy procesu automatyzacji wydawania orzeczeń. jak na razie eksperymentalny system działa tylko w obszarze prawa autorskiego i jest bardzo kazuistyczny – wymaga precyzyjnego podania wielu informacji o stanie faktycznym, by komputer „mógł podjąć decyzję”. Niemniej jednak system tworzony jest w oparciu o bardzo nowoczesne algorytmy (m.in. teoria gier), które ocierają się o coś, co można – w pewnym uproszczeniu i może nieco na wyrost – nazwać sztuczną inteligencją.

Pozostaje pytanie, czy obywatele będą chcieli kiedykolwiek, by o ich losie decydował choćby najlepszy system ekspercki, który „automatycznie” wydaje orzeczenia w sprawach? Na pewno byłby on znakomitym wspomożeniem pracy sędziego, gdyż jednym z trybów pracy systemu będzie sugerowanie odpowiednich rozwiązań. Otwartą kwestą pozostanie możliwość wykluczenia, przynajmniej w niektórych sprawach, czynnika ludzkiego i pozostawienie „rozstrzygania spraw” systemowi komputerowemu.

Postępowanie zaawansowane cyfrowo

Inna warta wspomnienia inicjatywa, w której uczestniczy Polska, to projekt jUMaS (ang. Judical Management by Digital Libraries Semantics) realizowany pod auspicjami Komisji Europejskiej. Głównym celem realizującego go paneuropejskiego konsorcjum ośrodków badawczych, przedsiębiorstw, uniwersytetów oraz organizacji non-profi t jest zaproponowanie technologicznie zaawansowanych rozwiązań, które poprawiłyby efektywność codziennych czynności wydziałów karnych sądów europejskich.

Celem projektu jUMaS jest rozwinięcie zintegrowanego systemu pozyskiwania zapisów audio-wideo zeznań złożonych w sądach, archiwizowanie niejednolitych (heterogenicznych) dokumentów, przetwarzanie informacji oraz zsynchronizowanie zapisów audio-wideo i tekstowych. Wsparcie takiego systemu aplikacjami opartymi na technologiach internetowych zagwarantuje dostarczenie informacji do upoważnionych użytkowników w czasie rzeczywistym oraz poprzez przyjazny interfejs.

Nie sposób również nie wspomnieć o projekcie „E-sąd – Informatyzacja postępowania cywilnego”. To projekt badawczorozwojowy, finansowany ze środków Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (w jego ramach powstaje m.in. model wspomnianego postępowania hybrydowego). Celem projektu jest opracowanie teoretycznej koncepcji informatyzacji postępowania cywilnego, jak również sporządzenie technicznej dokumentacji potrzebnej do pilotażowego, praktycznego wdrożenia jej efektów w Sądzie Okręgowym we Wrocławiu.

W dobrym kierunku

Biorąc pod uwagę istniejące dokonania w zakresie zastosowania nowoczesnych technologii w sądownictwie, a także plany, koncepcje i projekty badawcze, w których Polska uczestniczy, należy stwierdzić, że informatyzacja w wymiarze sprawiedliwości, mimo wspomnianych niedociągnięć, podąża w dobrym kierunku. Najważniejsze, by korzystać z istniejących możliwości i rozwiązań w maksymalnie pełnym zakresie.

Istotnym jest też dążenie do rozwiązań globalnych, uniwersalnych i wzajemnie się uzupełniających, z których będą aktywnie korzystać zarówno instytucje państwowe (sądy, urzędy), jak i ich „klienci”. Chodzi o to, by np. sądy rzeczywiście stosowały elektroniczne skrzynki podawcze, zaś różne instytucje nie żądały od obywatela wielokrotnie tych samych danych, do których i tak mają dostęp poprzez różne elektroniczne rejestry. Należy dążyć do tego, by strony we wszelkich postępowaniach były epartnerami (e-klientami), a nie e-petentami odsyłanymi do absurdalnej, bynajmniej już nie wirtualnej, rzeczywistości.

 

autor jest radcą prawnym, współpracownikiem Centrum Badań Problemów Prawnych i Ekonomicznych Komunikacji Elektronicznej Uniwersytetu Wrocławskiego (CBKE), twórcą serwisu prawa nowych technologii www.nowemedia.org.pl