Oblicza niezawisłości

Niezawisłość i samorządność nie są nam dane raz na zawsze. Warto przy tym pamiętać, jakimi prawami cieszymy się dziś w Polsce, także w kontekście ich poszanowania w przeszłości oraz pod innymi szerokościami geograficznymi.

Wpadł mi niedawno w ręce raport Międzynarodowego Stowarzyszenia Prawników z siedzibą w Londynie, sporządzony w listopadzie 2007 r. Przedstawiciele tego Stowarzyszenia – a byli wśród nich reprezentanci świata prawnego ze Szkocji, Anglii, Irlandii oraz Czech – przyjechali na spotkanie z przedstawicielami zawodów prawniczych w Polsce. Wizyta ta była wyrazem zaniepokojenia międzynarodowego środowiska prawniczego sytuacją panującą wówczas w naszym wymiarze sprawiedliwości.

W podsumowaniu raportu, opartego na rozmowach i otwartych dyskusjach, raportu pod wymownym tytułem „Sprawiedliwość w zagrożeniu” (Justice under Siege), podkreślono, że władza wykonawcza musi respektować trójpodział władz zagwarantowany konstytucyjnie oraz wiążące postanowienia prawa międzynarodowego. Wyraźnie podkreślono w nim również, że rządzący powinni natychmiast zakończyć kampanię wrogości wobec sądownictwa, prokuratury oraz innych profesji prawniczych i zamienić tę kampanię na dyskusję merytoryczną, uwzględniając w niej – zgodnie z koncepcją państwa prawa – fundamentalną zasadę niezawisłości wymiaru sprawiedliwości.

Wydarzenia, których dotyczył raport, miały u nas miejsce zaledwie cztery lata temu, lub – jak kto woli – aż cztery lata temu. Dziś mamy pełne podstawy do tego, aby wierzyć, że rozdział „sprawiedliwość w zagrożeniu” został w Polsce zamknięty raz na zawsze. Koniec czasów „słusznie minionych” nie wyklucza jednak polemik, dyskusji i różnicy zdań między sędziami a władzą wykonawczą czy ustawodawczą. Ale te dyskusje i starcia na argumenty nigdy już nie powinny powodować u przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości poczucia jakiegokolwiek zagrożenia.

 

Wydawać by się mogło, że uznanie dla niezawisłości sędziów i sędziowskiej samorządności, jako dla dóbr nadrzędnych w każdym społeczeństwie, jest dzisiaj czymś oczywistym i ma charakter powszechny. Okazuje się jednak, że nie wszędzie tak jest.

Zaledwie kilka tygodni temu brałam udział w konferencji w Astanie, stolicy Kazachstanu. Konferencję poświęcono niezawisłości sędziowskiej jako podstawie państwa prawnego. Prócz organizacji międzynarodowych współorganizatorem tego spotkania był Sąd Najwyższy Kazachstanu. Konferencja miała miejsce w jego bardzo nowoczesnej siedzibie, jednak sytuacja sędziów w tym kraju nie jest zbyt „nowoczesna”.

„ Postępowanie dyscyplinarne wobec sędziów w Kazachstanie może być wszczęte na podstawie wniosku prezesa sądu, komisji etyki sędziowskiej, komisji dyscyplinarnej, a także na wniosek centralnych agencji rządowych i każdego ministra”

„Postępowanie dyscyplinarne wobec sędziów w Kazachstanie może być wszczęte na podstawie wniosku prezesa sądu, komisji etyki sędziowskiej, komisji dyscyplinarnej, a także na wniosek centralnych agencji rządowych i każdego ministra”

Z opracowanych wcześniej, na podstawie wieloletnich obserwacji, opinii międzynarodowych ekspertów wynika, że kazachscy sędziowie podporządkowani są prezesom sądów w sposób zagrażający ich niezawisłości. Ciągle funkcjonuje tam znana i u nas w minionych czasach „sprawiedliwość na telefon”. Zdarza się również, że miejscowe władze administracyjne zapewniają sędziom mieszkania, oczywiście tym „grzecznym” sędziom. Tego typu działania określane są mianem „pomocy sądownictwu”.

W Kazachstanie funkcjonuje odpowiednik naszego KRS, jednak prezydent kraju może wyznaczać jej członków także spośród sędziów oraz ich zwalniać, nawet bez jakiejkolwiek konsultacji. Może też swobodnie określać skład Rady, a także ten skład zmieniać. Dodatkowo, sekretarzem Rady jest szef departamentu prawnego urzędu prezydenta kraju. Postępowanie dyscyplinarne wobec sędziów może być wszczęte na podstawie wniosku prezesa sądu, komisji etyki sędziowskiej, działającej niezależnie od niej komisji dyscyplinarnej, a także na wniosek centralnych agencji rządowych i każdego ministra.

W swoim wystąpieniu mówiłam o niezawisłości sędziowskiej, także w kontekście naszych doświadczeń. I o tym, jak to, co było w przeszłości zagrożeniem dla naszej niezawisłości, zostało dzięki odpowiednim zmianom wyeliminowane. Także o tym, że nawet mimo istniejących zagrożeń, w czasach PRL-u niezawisłość towarzyszyła zdecydowanej większości sędziowskich rozstrzygnięć.

Podczas konferencji ani po niej nie przewidziano bezpośrednich rozmów zaproszonych gości z kazachskimi sędziami. Nie było też dyskusji ani pytań. Było tylko wspólne zdjęcie. Za mną do fotografii stanęli tamtejsi sędziowie, bierni zdawałoby się słuchacze naszych wystąpień. W pewnym momencie jeden z nich nachylił się i szepnął mi do ucha: „dziękujemy ci” (my wam błagadariu). Te słowa pozwoliły mi zrozumieć, że wielogodzinny lot do Astany i czas poświęcony na przygotowanie i udział w konferencji to nie był czas zmarnowany. I że sędziowie z Kazachstanu są na dobrej drodze do rzeczywistej, fundamentalnej niezawisłości.

Nie chciałam w tym felietonie szczegółowo omawiać problemów, z jakimi spotykają się nasi koledzy w Kazachstanie, a tylko pobieżne wskazać na ich sytuację. Warto, rozważając o sędziowskiej niezawisłości z naszej perspektywy, zdawać sobie sprawę z tego, jakimi prawami cieszymy się dziś w Polsce, także w kontekście ich poszanowania w przeszłości (tej bliższej i tej dalszej). Oraz z tego, jak sędziowska niezawisłość wygląda pod innymi szerokościami geograficznymi.

Niezawisłość nie jest nam dana raz na zawsze. Trzeba o nią zabiegać, trzeba też umieć ją doceniać.

Autorka jest sędzią Sądu Najwyższego w stanie spoczynku