Dużo pracy, duży prestiż

Ile zarabiają sędziowie w Niemczech? Jaki jest ich sposób na przewlekłość postępowań? I dlaczego druga instancja może mieć więcej pracy, niż pierwsza? Rozmowa z sędziami Sądu Rejonowego w Dreźnie.

– Sędziami jesteście od ponad 20 lat, orzekacie w wydziale pracy. Jak wygląda ścieżka kariery sędziowskiej w Niemczech?
– Katrin Vetter*: W Niemczech po ukończeniu studiów prawniczych i zdaniu egzaminu państwowego odbywa się trwający dwa i pół roku referendariat polegający na odbywaniu praktyk we wszystkich wydziałach sądu i w prokuraturze, a także na uczestniczeniu w wykładach teoretycznych. Referendariat jest jednakowy dla wszystkich zawodów prawniczych. Po nim zdaje się kolejny egzamin państwowy i uzyskuje tytuł asesora.
– Frank Boerner*: Asesor jest już pełnoprawnym prawnikiem i może zatrudnić się na dowolnym stanowisku prawniczym, w tym sędziowskim. Przyszli sędziowie muszą jednak najpierw przejść okres próby w sądzie, który trwa od trzech do pięciu lat. Po nim nie ma już egzaminu – prezes danego sądu ocenia jedynie, czy sędzia nadaje się na swój urząd i przesyła do ministra sprawiedliwości landu wniosek o powołanie go na stałe.

– W Polsce sądy mają bardzo rozległe kompetencje, co w praktyce przekłada się na przeciążenie pracą. Czy jest to również problem w Niemczech? Ile spraw rocznie załatwia sędzia niemiecki?
– Katrin: Trudno jednoznacznie określić, gdyż zależy to od wydziału. My pracujemy w wydziale pracy i rocznie do każdego referatu wpływa ok. 650 spraw.
– Frank: Nie wszystkie oczywiście kończą się wyrokiem, te wydajemy w 20 proc. spraw. Jeśli chodzi o pozostałe, to połowa kończy się ugodą sądową, zaś reszta najczęściej cofnięciem powództwa.

– Przy wykonywaniu pozostałych czynności, takich jak kontrola braków formalnych czy zwolnienia od kosztów sądowych, pomagają wam referendarze lub asystenci?
– Frank: Niestety nie!
– Katrin: Wszystko musimy robić sami – wzywać o uzupełnienie braków formalnych, pouczać strony, decydować o zwolnieniu z kosztów sądowych lub rozłożeniu ich na raty bądź przyznaniu pełnomocnika z urzędu.
– Frank: Gdy przychodzi pismo procesowe, to jego odpis pracownicy administracyjni sądu sami wysyłają stronie przeciwnej. Ale my i tak zapoznajemy się z nim i wydajemy stronom ewentualne zarządzenia.

– Bolączką większości polskich sędziów jest pisanie uzasadnień. W Niemczech jest pewnie podobnie?
– Katrin: Tak, po wydaniu wyroku mamy trzy tygodnie na jego uzasadnienie. Co więcej, musimy uzasadniać każdy wyrok z urzędu, chyba że obie strony procesu z tego zrezygnują. Pewną różnicą w stosunku do sytuacji w Polsce jest fakt, że uzasadnień nie piszemy, tylko dyktujemy je na dyktafon. Nagrania przepisują odpowiednie służby sądowe, a my przed podpisaniem uzasadnienia tylko je sprawdzamy i ewentualnie korygujemy.
– Frank: Zresztą podobnie wyglądają inne czynności wykonywane na posiedzeniach niejawnych oraz protokołowanie rozpraw. Sędzia na sali jest sam, bez protokolanta. Treść protokołu dyktuje na dyktafon, później jest on przepisywany.

– Kto wywołuje kolejne sprawy?
– Frank: Sędzia przez mikrofon, który ma na stole. Na korytarzu są głośniki.

– Wracając do uzasadnień – są jakieś konsekwencje w przypadku przekroczenia terminu trzech tygodni?
– Frank: Terminowość pisania uzasadnień jest odnotowywana i sprawdzana przez prezesa sądu. Przekraczanie terminów może negatywnie wpłynąć na karierę sędziego. Jeśli sędzia bez usprawiedliwienia, którym jest np. urlop, pisze uzasadnienia przez kilka miesięcy albo pół roku i zdarza się to często, to grozi mu postępowanie dyscyplinarne.

– Porozmawiajmy o szybkości samego postępowania. Ile średnio trwa sprawa pracownicza i po ilu rozprawach zwykle się kończy?
– Frank: Ustawa mówi, że taką sprawę powinno się zakończyć na jednym posiedzeniu. To się udaje, gdy strony decydują się na zawarcie ugody. Z reguły pierwsze posiedzenie odbywa się nie wcześniej niż miesiąc po wpłynięciu pozwu. Jeżeli nie dojdzie na nim do ugody, sprawę kończymy na następnym posiedzeniu, które odbywa się sześć-dziewięć miesięcy później.
– Katrin: W wyjątkowych przypadkach, gdy sprawa jest trudna albo jest dużo świadków, do ich przesłuchania wyznaczamy trzecią rozprawę.

– I to wystarcza?!
– Katrin: Z reguły tak. Dwa terminy – poza pierwszym, tym pojednawczym – są już wyjątkiem, a kolejne prawie się nie zdarzają.

– A wnioski o odroczenie rozprawy, np. ze względu na chorobę, niestawiennictwo świadków, kolizję terminów u pełnomocnika? Nie przedłużają postępowania?
– Katrin: Wnioski o przesunięcie terminu zdarzają się bardzo często, zwłaszcza wnioski dotyczące terminu posiedzenia pojednawczego. Wyznaczamy go sami, bez konsultacji ze stronami, bardzo szybko po wpłynięciu pozwu, dlatego przesunięcie go nie rodzi problemów i tu sędziowie są elastyczni. Przesunięcie kolejnych terminów jest już trudne. Ustawa mówi o szybkości postępowania i jest to bardzo rygorystycznie przestrzegane, a każde przesunięcie terminu wydłuża sprawę o kolejne trzy miesiące. Strona musi więc uprawdopodobnić wystąpienie ważnych przyczyn, dla których nie może brać udziału w posiedzeniu. Nie ma mowy o kolizji terminów, skoro termin był wcześniej ustalony ze stronami na rozprawie. W przypadku choroby którejkolwiek ze stron rozprawę oczywiście musimy odroczyć. Świadkowie z reguły się stawiają i bardzo rzadko zdarza się, by usprawiedliwiali nieobecność np. chorobą.

– W Polsce postępowanie przedłuża się często z uwagi na składane coraz to nowe wnioski dowodowe. Profesjonalnych pełnomocników można zobowiązać do złożenia wszystkich wniosków w określonym terminie, strony bez adwokata czy radcy prawnego są tu w zasadzie bezkarne. Jak prekluzja dowodowa funkcjonuje w Niemczech?
– Katrin: Gdy na pierwszym posiedzeniu strony nie zawrą ugody, tłumaczymy powodowi, co i jakiego rodzaju dowodami powinien w procesie wykazać. Zakreślamy mu na to termin ok. dwóch miesięcy. Gdy powód prześle do sądu pismo zawierające jego twierdzenia i wnioski dowodowe, przesyłamy je pozwanemu z analogicznymi wskazówkami oraz również zakreślamy termin około dwóch miesięcy. Po upływie tych terminów nowych wniosków już nie przyjmujemy, chyba, że nie spowodują one konieczności odroczenia rozprawy. Jesteśmy przy tym bardzo konsekwentni i strony o tym wiedzą, gdyż je pouczamy.
– Frank: Nowy dowód, który skutkowałby odroczeniem rozprawy, możemy dopuścić tylko wyjątkowo, gdy strona wykaże, że nie mogła powołać go wcześniej.

– Czy możecie działać z urzędu, np. w sprawie dopuszczenia jakiegoś dowodu?
– Katrin: Tylko w przypadku spraw pomiędzy radą zakładową a pracodawcą. W innych sprawach przeprowadzanie dowodu z urzędu jest niedopuszczalne. Musimy jedynie udzielać wskazówek, np. mówiąc, że widzimy w sprawie jeszcze jakiś problem, który należałoby udowodnić. Chodzi o to, by stron nie zaskakiwać. Nie możemy jednak sugerować powołania konkretnego dowodu lub przesłuchania określonego świadka.

– Czy druga instancja często zmienia lub uchyla wasze wyroki?
– Frank: Sąd drugiej instancji ma pełną swobodę w prowadzeniu postępowania dowodowego. Często również strony, niezadowolone z naszego wyroku, składają nowe wnioski dowodowe, również te, które oddaliliśmy jako spóźnione albo takie, o których strony zadecydowały czytając uzasadnienie naszego wyroku. Sąd drugiej instancji może nowe wnioski oddalić jako spóźnione, może też takie dowody dopuścić, przeprowadzić własne postępowanie dowodowe i zmienić nasz wyrok. Nie ma tu żadnej zasady.
– Katrin: Jednak najczęstszą przyczyną zmiany wyroku jest ugoda zawierana przed sądem drugiej instancji przez strony, które nie są pewne jego rozstrzygnięcia i na wszelki wypadek się godzą. W każdym razie sąd odwoławczy musi w sprawie wydać orzeczenie kończące postępowanie, tzn. nie ma prawa uchylić wyroku do ponownego rozpoznania.

– A więc możliwe jest, że sędzia pierwszej instancji wyda wyrok nie przeprowadzając w ogóle postępowania dowodowego i wszystko będzie musiał robić za niego sąd odwoławczy?
– Katrin i Frank: To się zdarza!

– Przejdźmy teraz do statusu zawodu sędziego. W jakich warunkach pracujecie?
– Frank: Mamy całkiem nowy budynek sądu, przebudowany z byłych koszar wojskowych. Znajduje się w nim tylko nasz sąd pracy, ale sędziowie innych sądów warunki pracy też mają bardzo dobre. Każdy z nas ma własny gabinet, w innym pomieszczeniu urzęduje sekretarka sędziego oraz osoby, które przepisują dyktowane przez nas dokumenty. W naszym sądzie do dyspozycji mamy bardzo dobrą, dużą bibliotekę oraz Internet wraz z dostępem do bazy danych ze wszystkimi wyrokami i uzasadnieniami.

– Wyrokami sądów wyższych instancji?
– Frank: Nie, również z wyrokami sądów rejonowych. Przy czym o wprowadzeniu wyroku sądu rejonowego do bazy decyduje sędzia referent.
– Katrin: Jeżeli wie, że wyrok jest zły, to raczej go nie wprowadza… Również strony mają prawo żądać wprowadzenia wyroku do bazy.

– Ile zarabiają początkujący sędziowie?
– Frank: Trudno jednoznacznie określić, bo zarobki są różne w poszczególnych landach, np. sędziowie w Bawarii zarabiają więcej niż my w Saksonii.
– Katrin: Na początku sędzia zarabia trochę mniej niż dwukrotność średniej krajowej pensji, potem wraz ze stażem pracy zarobki rosną. Nie ma jednak zbyt dużej różnicy między wynagrodzeniem młodego sędziego a sędziego o dłuższym stażu.

– W porównaniu z innymi zawodami prawniczymi to dużo czy mało?
– Katrin: Nie da się powiedzieć. Prawnik w dużej, międzynarodowej kancelarii, zarabia więcej, adwokat prowadzący jedno- lub dwuosobową kancelarię zarabia podobnie jak sędzia. Pensja prokuratorów jest taka sama, jak sędziów.

– Czy macie immunitet albo inne przywileje, np. dłuższy urlop?
– Katrin: Immunitetu nie mamy. Mandaty płacimy jak każdy inny obywatel i jeśli policja nas zatrzyma, to lepiej się nie przyznawać, że jest się sędzią. Nie mamy też żadnych przywilejów. Nasz urlop to 30 dni w roku.
– Frank: Standardowy wymiar urlopu pracowniczego w Niemczech to 20 dni, ale wiele zakładów pracy przyznaje pracownikom dłuższe urlopy.

– Czy zawód sędziego cieszy się prestiżem w społeczeństwie?
– Frank: Tak, dużym, to widać na sali rozpraw, ale również w codziennych relacjach.

– Co Wam w pracy przeszkadza? Chcielibyście coś zmienić?
– Katrin: W zasadzie nic. W ciągu ostatnich dwóch lat nieco zmalał nam wpływ spraw.
– Frank: Może tylko za dużo jest różnych przepisów branżowych i resortowych dotyczących prawa pracy, w dodatku nigdzie niezebranych. Na pewno pracę ułatwiłoby nam uchwalenie przez parlament kodeksu pracy, bo do tej pory go nie mamy!

Rozmawiał sędzia

.

* Katrin Vetter i Frank Boerner orzekają w Sądzie Rejonowym w Dreźnie, oboje od 1991 r. zajmują się sprawami z zakresu prawa pracy. Katrin Vetter sędzią jest od 1988 r., zaś Frank Boerner – od 1985 r. Sąd Rejonowy w Dreźnie utrzymuje bliskie relacje z Sądem Rejonowym dla Wrocławia Śródmieścia, sędziowie obu sądów uczestniczą we wspólnych wizytacjach i wyjazdach.