Kodeks rzetelnego postępowania

O potrzebie tworzenia nowego Kodeksu postępowania cywilnego i wyzwaniach z tym związanych – rozmowa z prof. Tadeuszem Erecińskim, nowym przewodniczącym Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego.

– Przez lata, jako wiceprzewodniczący Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego, opowiadał się Pan za potrzebą stworzenia nowego k.p.c. Tymczasem prace Komisji koncentrowały się jak dotąd na prawie materialnym.
– Cząstkowe prace nad k.p.c. były prowadzone cały czas. Do 2004 r. zakończyła się, trwająca od 1996 r., zasadnicza przebudowa procedury cywilnej – przede wszystkim przemodelowaliśmy środki odwoławcze i zaskarżenia, pojawiła się też skarga o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia. Potem przyszedł czas na wprowadzenie mediacji i dostosowanie przepisów o arbitrażu do prawa modelowego UNCITRAL. Alternatywne sposoby rozstrzygania sporów miały stać się istotnym elementem wspomagającym sądy. Przebudowie uległo też międzynarodowe postępowanie cywilne, w kierunku uproszczenia procedur stosowanych w sprawach z elementem zagranicznym. Staraliśmy się też zbliżać rozwiązania kodeksowe do unijnych. Trzeba też wspomnieć o zmianach w postępowaniu zabezpieczającym i usprawnieniu egzekucji. Ostatnie były pozwy grupowe, które ostatecznie znalazły się poza kodeksem. Wprowadzenie ich do systemu poprzedzały czasochłonne prace prawno-porównawcze. Dodam, że musieliśmy też reagować na wiele orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego.

– Dziś, jako przewodniczący Komisji, ma Pan decydujący wpływ na zakres jej prac. Co dalej z procedurą cywilną?
– Będziemy nad nią pracować. Dotychczasowe zmiany w k.p.c. były tak pomyślane, ażeby można było je wykorzystać przy tworzeniu nowego kodeksu. Przepisy dotyczące środków odwoławczych, postępowania zabezpieczającego, międzynarodowego postępowania cywilnego czy arbitrażu w zasadzie bez zmian powinny do niego trafić. Jednocześnie nie mam żadnych wątpliwości, że tworzenie nowego k.p.c. powinna poprzedzać szeroka debata z udziałem środowisk naukowych procesualistów oraz przedstawicieli wszystkich profesji prawniczych. Takiej debaty wciąż brakuje, choć o nią gorąco apelowałem i apeluję.

– Panie Profesorze, jakie są główne wady obowiązującego k.p.c.?
– Pominę oczywiste względy ideologiczne związane z jego uchwaleniem w 1964 r. Na pewno mamy problem z nadmiarem postępowań odrębnych, poza tym w k.p.c. niepotrzebnie znalazły się tzw. postępowania regulacyjne. Potrzebna wydaje się też zmiana podejścia do postępowania gospodarczego. Szybkość postępowania jest oczywiście istotna, ale nie może się ona wiązać z ograniczeniem praw stron procesowych. Kodeksowi, po wielu nowelizacjach i równie częstych interwencjach Trybunału Konstytucyjnego, brakuje dzisiaj wewnętrznej spójności. Zmiany te stanowiły reakcję na bieżące potrzeby i w większości były niezbędne do przystosowania naszego procesu cywilnego do modelu akceptowalnego przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Nierzadko jednak orzeczenia Trybunału zaburzały konstrukcję niektórych instytucji kodeksowych, czasem funkcjonujących bez zastrzeżeń.

– Co z zarzutem, że k.p.c. jest nadmiernie formalistyczny?
– Zapomnieliśmy o właściwej pozycji formalizmu procesowego, który jest istotnym elementem zachowania praw procesowych stron, elementem rzetelnego procesu. Problem tkwi nie w formalizmie przepisów, ale formalistycznym ich stosowaniu. Bywa, że sędzia, który ma w referacie bardzo wiele spraw i nie może znaleźć dla nich dostatecznie dużo czasu, szuka takiego zastosowania przepisów, które przynajmniej czasowo pozwoli mu pozbyć się sprawy.

– Jakie cele powinny przyświecać nowemu kodeksowi?
– Efektywność, spójność i nieprzeszkadzanie dobremu sędziemu w prowadzeniu postępowania. W ogóle celem zmian powinno być skłonienie sędziego do lepszego przygotowania sprawy cywilnej, przede wszystkim do wyjaśnienia zakresu i istoty sporu. Strony nie powinny też być zaskakiwane rozstrzygnięciem. Temu celowi mogłaby służyć instytucja omawiania przez sąd ze stronami możliwych podstaw prawnych rozstrzygnięcia. Równie ważna jest sprawna egzekucja. W końcu trzeba przesądzić, kim ma być komornik – urzędnikiem czy w zasadzie przedstawicielem wolnego zawodu. Bez właściwych strukturalnych rozwiązań w tym zakresie nie będziemy mieli efektywnej egzekucji. Zasadnicze znaczenie dla nowej kodyfikacji ma natomiast znalezienie równowagi między przepisem syntetycznym a kazuistyką, a także między uprawnieniami stron a prawem sądu do instruowania procesu, względnie terminami prekluzyjnymi.

– Mam nadzieję, że powstanie kodyfikacja syntetyczna.
– Regulacja syntetyczna to dobre prawo dla sędziego o wysokich kompetencjach, z autorytetem, korzystającego z zaufania stron. Z tym zaufaniem niestety ciągle jest problem. Pojawia się też pytanie natury ustrojowej – o sędziów, których mielibyśmy wyposażyć w szeroką władzę w zakresie kierowania procesem. Nie wiemy przecież, jacy sędziowie będą kończyć Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury. Choć uważam, że do zawodu sędziego powinni trafiać najlepsi, doświadczeni prawnicy, to mam świadomość, że żaden prawnik o uznanym autorytecie nie zdecyduje się na sądzenie w I instancji, i to nie tylko z powodu wynagrodzeń, ale i ogromu pracy, nie zawsze właściwie zorganizowanej. Dlatego obawiam się, czy sędziowie kończący w przyszłości KSSiP, którzy wcześniej byli referendarzami lub asystentami, podołają orzekaniu w warunkach rozbudowanej kognicji sądów rejonowych. Istnieje niebezpieczeństwo, że sądzenia będą się uczyć dopiero w sali rozpraw, kosztem stron.

– Wracając do procedury cywilnej, czy w nowym kodeksie powinna się znaleźć klauzula nadużycia prawa procesowego?
– Jestem zwolennikiem generalnej klauzuli nadużycia praw procesowych, która dobremu sędziemu na pewno pomogłaby sprawnie prowadzić postępowanie. Ale przy takiej klauzuli nie może się pojawiać żadna wątpliwość co do bezstronności sędziego czy naruszenia równości stron.

– W ostatnim projekcie Komisji znalazła się namiastka takiej klauzuli. Art. 3 k.p.c. ma nakazywać podejmowanie czynności procesowych zgodnie z dobrymi obyczajami.
– Chodziło nam o stworzenie podstawy aksjologicznej do odmówienia stronie prawa, które teoretycznie jej przysługuje. Klauzula zapobiegałaby wykorzystywaniu uprawnień procesowych w celu przedłużenia postępowania, także oportunizmowi procesowemu czy korzystaniu z praw niezgodnie z ich przeznaczeniem. Oczywiście, wprowadzenie każdej klauzuli generalnej wiąże się z pewnym niebezpieczeństwem. Przyznam, że bardziej prawdopodobne jest umieszczenie klauzul częściowych w poszczególnych przepisach nowego kodeksu.

– Czy sąd powinien być obciążony obowiązkiem ustalenia prawdy materialnej?
– Na pewno nie możemy mówić o prawdzie materialnej jako zasadzie postępowania cywilnego. Oczywistym jest, że nie zagwarantujemy wydania orzeczenia zgodnego z prawdą, ale możliwe jest zapewnienie rzetelnego postępowania, w którym istotną rolę odgrywa prawo do wysłuchania i które ustalenie prawdy przynajmniej umożliwia. W procesie prowadzonym fair nawet strona, która go przegra, ma poczucie sprawiedliwości. Nie myśli w kategoriach gorszej od przeciwnika reprezentacji czy stronniczości sędziego.

– Czy zatem sąd powinien odpowiadać za wynik procesu? Od sędziów oczekujemy przecież sprawiedliwych wyroków.
– Modelowo kodeks z 1964 r. stawiał na ochronę interesu publicznego, wszechstronne wyjaśnienie okoliczności sprawy i ustalenie prawdy. Obecnie mamy zlepek różnych koncepcji procesowych, przy czym pierwotne zmiany k.p.c. wprowadzone po 1990 r., a zwłaszcza praktyka, poszły za daleko w stronę zwolnienia sądu z odpowiedzialności za wynik procesu. Teraz chodzi nam o kodeks właściwych proporcji. Sędzia powinien pobudzać strony do działania i w tym zakresie powinien mieć wsparcie profesjonalnych pełnomocników. W takim procesie sędzia spełni swoją rolę wypełniając reguły rzetelnego postępowania.

– Co z procesową „sprawiedliwością wyrównawczą” i pouczaniem stron o ich prawach?
– W mojej ocenie obowiązek informacyjny powinien obciążać Ministerstwo Sprawiedliwości, agendy pozarządowe, samorządy czy organizacje społeczne. Strona przystępując do procesu powinna już dysponować wszystkimi niezbędnymi informacjami. Najmniej taki obowiązek powinien dotyczyć sądu, ponieważ tutaj zawsze będzie się pojawiać pytanie o zakres pouczeń i w konsekwencji o bezstronność. Informacje udzielane przez sąd na pewno nie powinny służyć „wyrównywaniu szans” w procesie.

Tadeusz Erciński:„Strona przystępując do procesu powinna dysponować niezbędnymi informacjami. Rolą sędziego jest wyłącznie zapewnienie rzetelnego postępowania”

– Inna sprawa to rozumienie procedur przez strony. Czy możliwe jest stworzenie kodeksu zrozumiałego dla laików?
– Skomplikowanie stosunków prawnych wyklucza powstanie „kodeksu dla obywatela”, rozumianego jako rodzaj „instrukcji obsługi maszyny”. K.p.c. musi być zrozumiałe dla prawnika. Trzeba też pozbyć się złudzeń, że możliwe jest powstanie kodyfikacji o trwałości na miarę XIX w. Stąd moje przekonanie o potrzebie zapewnienia w procedurze cywilnej szerokiego udziału profesjonalistów. Bez profesjonalnego pełnomocnika obywatel powinien mieć możliwość prowadzenia jedynie prostego postępowania.

– W tym kierunku pierwotnie szedł ostatni projekt Komisji…
– Tak, przewidywał m.in. wprowadzenie przymusu adwokacko-radcowskiego przed sądami odwoławczymi. Zakładał też, że pełnomocnikiem przed sądem I instancji może być każda osoba fizyczna mająca zdolność procesową. Opór przeciwko tym rozwiązaniom był duży i niestety przegraliśmy. Jednak Komisja nie zmieniła zdania i mam nadzieję, że tworzenie nowego kodeksu pozwoli wrócić do wielu kwestii.

– Problem pełnomocników jest stałym elementem debaty publicznej…
– Przede wszystkim nie da się go oddzielić od prawidłowo zorganizowanej pomocy prawnej dla osób ubogich. Rozważyć należy, czy w miejsce sędziów i referendarzy o przyznaniu pomocy prawnej z urzędu nie powinny decydować organy samorządowe, które wydają się być bliżej obywatela i lepiej orientować się w jego sytuacji materialnej.

– Czy widzi Pan konieczność zmiany przepisów dotyczących mediacji? W mediacji pokładano wielkie nadzieje, jednak jak dotychczas nie zmieniła ona oblicza polskiego procesu cywilnego.
– Nadal wierzę w mediację. Instrumentarium prawne jest właściwe i nie wymaga zasadniczych zmian. Potrzeba jedynie nieznacznych poprawek, np. jeśli chodzi o zakres kosztów mediacji, tu powinna pojawić się możliwość zwolnienia strony od ich ponoszenia. Zasadniczy problem z mediacją tkwi w braku „promediacyjnych” szkoleń dla sędziów, a przede wszystkim w braku przekonania społeczeństwa do korzyści płynących z tej instytucji. Ważny jest też faktyczny dostęp obywateli do mediacji czy możliwość uzyskania informacji o mediatorze.

– Może, na wzór włoski, dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie przymusu podjęcia próby mediacji.
– Nie. Co z tego, że zmusimy stronę do mediacji, skoro w każdym czasie będzie mogła od niej odstąpić? Natomiast warto zastanowić się nad powierzeniem mediacji np. referendarzom czy nawet sędziom, jak ma to miejsce w systemie niemieckim.

Tadeusz Ereciński:„Zmiana projektu przez polityków w Sejmie
to największa obawa kodyfikatorów”

– Panie profesorze, czy nowe k.p.c. przyspieszy procesy? Może wzorem powinno tu być elektroniczne postępowanie upominawcze?
– To dobry kierunek, jednak sukcesu postępowania elektronicznego nie można przenosić na całe postępowanie cywilne. Mam zresztą wrażenie, że z uwagi na łatwość i przystępność tego postępowania trafia do niego część spraw z masowego obrotu, które inaczej w ogóle nie znalazłyby się w sądzie. Usprawnienie postępowań wymaga dostrzeżenia czasem drobnych kwestii, które sprawności nie służą, choćby w zakresie doręczeń. Właściwie wykorzystanie technik informatycznych na pewno przyśpieszyłoby procesy. Póki co brakuje jednak zasadniczej refleksji nad kształtem zinformatyzowanego postępowania cywilnego, a pojawia się tu wiele problemów. Chodzi m.in. o właściwe zabezpieczenie praw stron, bezpieczeństwo w sieci, ale także stosunek tak ukształtowanego postępowania do zasady bezpośredniości.

– Opowiada się Pan za potrzebą rozważenia postępowania jednoinstancyjnego.
– Na pewno przyspieszyłoby ono postępowania w drobnych sprawach cywilnych, przy czym interesy stron w dostatecznym stopniu zabezpieczałaby skarga o stwierdzenie nieważności orzeczenia. W jednej instancji kończyłyby się np. sprawy, w których roszczenia są niesporne bądź udowodnione. Postępowanie takie mogłoby z powodzeniem korzystać z technik informatycznych. Niestety, nasza Konstytucja przewiduje standard wyższy od zapisanego w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i wymaga dwóch instancji nie tylko w sprawach karnych, ale i cywilnych.

– A czy w nowym kodeksie znajdzie się postępowanie nieprocesowe?
– Na to pytanie musimy sobie jeszcze odpowiedzieć. Na pewno potrzebne są rozbudowane przepisy ogólne postępowania nieprocesowego, oddające jego specyfikę związaną z bardziej doniosłym niż w procesie znaczeniem interesu publicznego.

– Co z pozycją prokuratora w procesie?
– Jego rola powinna być ograniczona do tradycyjnych przypadków związanych np. z prawami stanu lub możliwością żądania rozwiązania niektórych umów zawartych z naruszeniem podstawowych standardów. W liberalnym modelu dochodzenia praw nie ma natomiast potrzeby wyposażania prokuratora w możliwość wytaczania powództw na rzecz stron, w szczególności bez ich zgody. Natomiast widziałbym rolę prokuratora właśnie w postępowaniu nieprocesowym, z uwagi na wspomnianą specyfikę tego trybu.

– Czy w nowym kodeksie sąd cywilny nadal będzie związany prawomocnymi wyrokami karnymi?
– To anachronizm. Austriacki sąd konstytucyjny uznał podobne do polskiego rozwiązanie za niekonstytucyjne. Z całą pewnością instytucję związania sądu cywilnego wyrokiem karnym trzeba wykładać zawężająco. – Jaki wpływ na polską kodyfikację będą miały regulacje wspólnotowe? – Niewielki. Europejskie prawo procesowe ogranicza się do spraw transgranicznych. Nie przewiduję w najbliższej przyszłości rozporządzeń czy nawet dyrektyw unijnych, które w znaczący sposób wkraczałyby w materię zastrzeżoną dotychczas dla polskiego ustawodawcy. To, czego można się spodziewać, to być może wspólnotowy system odniesień czy ogólnych zasad.

– Możemy poznać „plan pracy” nad nowym k.p.c.?
– W przypadku ustawy procesowej, w dużo większym stopniu niż w przypadku k.c., kształt projektowanych instytucji zależy od decyzji o charakterze ustrojowym. Faktem jest, że dzisiaj nie mamy jeszcze pewności co do koncepcji ukształtowania wymiaru sprawiedliwości, w tym czy będzie w niej miejsce dla małych sądów i czy np. ostaną się wydziały rodzinne. Myślę, że w ciągu roku można oczekiwać przesądzenia kwestii ogólnych, struktury kodeksu oraz zasadniczych problemów postępowania rozpoznawczego. Trzeba zdecydować czy potrzebne są dwa postępowania sumaryczne, a także jakich i ilu potrzebujemy postępowań odrębnych – przy czym na pewno nie mogą się one na siebie nakładać, jak to jest obecnie. Przyjrzenia się wymaga również postępowanie uproszczone. Równolegle powinny toczyć się prace nad egzekucją. Do końca czteroletniej kadencji Komisji powinniśmy mieć opracowane postępowanie rozpoznawcze i środki odwoławcze.

– Ostatnia przygotowana przez Komisję nowelizacja procedury cywilnej została ostatecznie poważnie zmieniona. Nie obawia się Pan, że projekt nowego k.p.c. czeka podobny los?
– Zgadza się, zmiana projektu przez polityków jest największą obawą kodyfikatorów. Oczywiście najlepszy byłby model przedwojenny, kiedy to dyskusja poprzedzała prace nad projektami, które potem były wprowadzane w drodze rozporządzeń Prezydenta RP. Obecnie takiego komfortu nie mamy. Powinniśmy natomiast oczekiwać od parlamentarzystów wskazania, co im się nie podoba, ewentualnie wytyczenia pożądanego kierunku zmian. Incydentalne zmiany w projektach wprowadzane podczas głosowań w Sejmie nie służą tworzeniu dobrego prawa.

– Na koniec chciałbym nawiązać do sporu kompetencyjnego między Sądem Najwyższym a Trybunałem Konstytucyjnym. Wspominał Pan o nie zawsze trafnych orzeczeniach Trybunału…
– Nie chciałbym rozwijać tego wątku. Orzecznictwo TK niewątpliwie podnosi standard dyskusji nad istotnymi problemami prawa procesowego. Wolałbym jednak, żeby Trybunał wykładnię prawa pozostawił Sądowi Najwyższemu. Zauważam też, że często na skutek skargi konstytucyjnej Trybunał chce zadośćuczynić jednostkowym, może i słusznym, żądaniom. Wpływa to na jego ocenę konstytucyjności skarżonego przepisu, na którym sąd oparł ostateczne rozstrzygnięcie. Bolączką orzeczeń zapadających w tym trybie jest rozszerzanie uprawnień na nieokreślony krąg osób, tymczasem powinny być one ograniczone do wnoszącego skargę, ewentualnie do podmiotów znajdujących się w identycznej sytuacji.

Wszystko o procesualistyce
Tadeusz Ereciński jest profesorem prawa (tytuł naukowy otrzymał w 1991 r.), od 1997 r. – kierownikiem Zakładu Postępowania Cywilnego na Wydziale Prawa i Administracji UW, obecnie Katedry Postępowania Cywilnego. Od 1990 r. orzeka w Izbie Cywilnej Sądu Najwyższego, a od 1996 r. pełni funkcję Prezesa Izby Cywilnej SN.Ekspert Rady Europy, członek Europejskiej Komisji ds. Wymiaru Sprawiedliwości i Komitetu Nauk Prawnych PAN, redaktor naczelny miesięcznika „Przegląd Sądowy”. Dorobek naukowy profesora obejmuje ponad 150 publikacji z zakresu postępowania cywilnego, organizacji wymiaru sprawiedliwości oraz socjologii prawa. Pośród nich wystarczy wymienić „Komentarz do Kodeksu Postępowania Cywilnego”, „Międzynarodowe Postępowanie Cywilne”, „Komentarz do prawa o ustroju sądów powszechnych i ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa” (współautor), czy monografię „Apelacja i kasacja w procesie cywilnym” oraz „Sąd arbitrażowy” (współautor).Profesor Ereciński od 1990 r. uczestniczy w pracach Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego, organu pomocniczego i doradczego Ministra Sprawiedliwości. Od 1997 r. pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Komisji, zaś 1 lutego 2011 r. zastąpił prof. Zbigniewa Radwańskiego na stanowisku jej przewodniczącego.