Dostęp do procesu, dostęp do akt

Relacjonowanie przez media spraw sądowych nie spotyka się z przychylnością przedstawicieli Temidy. Dziennikarze skarżą się na nieuzasadnione wyłączanie jawności oraz utrudnianie im dostępu do akt spraw. Czy obowiązujące przepisy regulujące uczestnictwo mediów w postępowaniu sądowym są wystarczające?

Jest godz. 11:45. Do godz. 14:00 reporter lokalnej gazety musi złożyć artykuł swojemu naczelnemu o toczącej się przed sądem sprawie dotyczącej zabójstwa. W sekretariacie pokazuje legitymację i prosi o akta. Pada odpowiedź: „nie ma”. Będą może jutro, może pojutrze, nie wiadomo. – Ale ja tylko chciałem spojrzeć, żeby sprawdzić pewne fakty – prosi reporter. – Nie ma i dziś na pewno ich nie będzie. Niech pan idzie do rzecznika – pada odpowiedź. – Rzecznik nie zna tych akt – upiera się reporter. – Nic panu nie poradzę. Nie dostanie pan ich dziś i już – oświadcza pani w sekretariacie. Jest godz. 12:00, reporter do godz. 14:00 musi napisać artykuł o sprawie, której akt nie widział.

Podobne sytuacje zapewne zdarzają się często i są zmorą nie tylko dziennikarzy, ale także pracowników sądowych i sędziów. Próby kontaktów prasy z sądem zazwyczaj nie spotykają się z przychylnością tego drugiego. Dodatkowo, wielu dziennikarzy po prostu nie zna swoich praw, w tym nie wie, jak skutecznie i bezkonfliktowo uzyskać pożądane informacje.

Odpowiedzialność za nienajlepsze relacje między sądem a mediami ponoszą nie tylko dziennikarze. Także sąd nie jest bez winy, bo albo traktuje reportera jako zło konieczne, albo wręcz się go boi. Widać to szczególnie jaskrawo podczas rozpraw, na których obecni są dziennikarze. Nierzadko sędzia przewodniczący wpada w panikę, zwłaszcza, kiedy pojawia się ekipa telewizyjna i chce zarejestrować obraz i dźwięk. Sięga wtedy po oręż ostateczny w postaci wyłączenia jawności. Reporter znika, problem znika… Doświadczenie rzeczników prasowych dużych sądów podpowiada, że instytucja wyłączenia jawności jest w takich sytuacjach nadużywana. Niestety, łatwo się domyśleć, z jakim skutkiem. Następnego dnia po sprawie w gazecie ukazuje się artykuł, który nie jest sądowi przychylny. I tak koło się

Czy postępowanie sędziów i obsługi sekretariatów sądowych, pozbawiające de facto dziennikarza prawa do informowania, zaś społeczeństwo prawa do informacji, mogłoby ulec zmianie, gdyby obowiązywały inne przepisy?

Dziennikarz a jawność rozprawy

Przepisy prawa w sposób zupełny regulują kwestię jawności rozprawy. Po pierwsze wskazać należy art. 6 ust. 1 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności stanowiący zasadę, iż postępowanie przed sądem jest jawne. Po drugie – art. 45 ust. 1 Konstytucji RP oraz art. 355 Kodeksu postępowania karnego, które są powtórzeniem tej normy.

Jawność rozprawy oznacza jej dostępność dla wszystkich zainteresowanych osób, a jedyne ograniczenia w tym względzie przewidują przepisy art. 356 k.p.k. wyłączające obecność małoletnich i osób uzbrojonych (chyba, że na ich obecność zezwoli przewodniczący) oraz osób nielicujących z powagą sądu. Jakie to stanowi konsekwencje dla dziennikarza? Takie, że może on wejść na każdą salę rozpraw i rejestrować przebieg postępowania. Podobnie jest to uregulowane w postępowaniu cywilnym (vide: art. 9 § 1, art. 148 § 1 oraz art. 152 k.p.c.).

Jedynym w tym względzie ograniczeniem jest sposób rejestracji rozprawy. Art. 357 k.p.k. określa prawo sądu do zezwolenia przedstawicielom mediów na dokonywanie zapisu z przebiegu rozprawy karnej, ale wyłącznie w sytuacji, kiedy chcą tego dokonać za pomocą aparatury utrwalającej obraz i dźwięk. Jeśli więc dziennikarz chce wyłącznie sporządzać notatki, może to robić bez jakiejkolwiek ingerencji sądu (por. T. Grzegorczyk „Kodeks postępowania karnego. Komentarz”, Zakamycze, 2003 r., wyd. III). Problem pojawia się, kiedy zachodzi potrzeba rejestracji obrazu i dźwięku. Taka sytuacja wymaga już ingerencji sądu, w tym udzielenia przez sąd zezwolenia. Chodzi tu przede wszystkim o zapewnienie powagi sądu i prawidłowego przebiegu rozprawy.

Nie można zapomnieć o tym, że sąd może też wyłączyć jawność rozprawy z przyczyn wskazanych w art. 360 § 1 k.p.k. (groźba zakłócenia spokoju publicznego, obrazy dobrych obyczajów, ujawnienia okoliczności ważnych ze względu na interes państwa, naruszenia ważnego interesu prywatnego) oraz w art. 153 § 1 i 2 k.p.c. (groźba ujawnienia okoliczności objętych ochroną informacji niejawnych, zagrożenie porządkowi publicznemu lub moralności, roztrząsanie szczegółów życia rodzinnego). Niestety, jak już wspomniano, przepisy te są często nadużywane.

Dziennikarz a akta sprawy karnej

Jak z kolei wygląda kwestia dostępu dziennikarza do akt sprawy? W pierwszej kolejności trzeba wskazać regulację określoną w art. 4 ust. 1 prawa prasowego (Dz. U. Nr 5. poz. 24 z 1984 r. ze zm.) Stanowi ona, że przedsiębiorcy i podmioty niezaliczone do sektora finansów publicznych oraz niedziałające w celu osiągnięcia zysku są obowiązane do udzielenia prasie informacji o swojej działalności, o ile na podstawie odrębnych przepisów informacja nie jest objęta tajemnicą lub nie narusza prawa do prywatności. Ta dość ogólna norma wskazuje na dwa ograniczenia w dostępie do informacji, których niestety dziennikarze często nie dostrzegają. Najwięcej kontrowersji budzi dostęp do akt spraw karnych, gdyż najczęściej w nich znajdują się informacje objęte tajemnicą.

O dostępie do akt sprawy karnej, zgodnie z art. 156 § 1 k.p.k., decyduje prezes sądu, natomiast szczegółowe zasady ich udostępniania zawarte są w rozdz. 8 regulaminu urzędowania sądów powszechnych (Dz. U. z 2007 r., Nr 38, poz. 249 ze zm.). W szczególności § 94 ust. 2. regulaminu wskazuje, że przewodniczący wydziału decyduje o udostępnieniu akt sądowych innym osobom niemającym uprawnień procesowych, a także o zakresie wykorzystania przez nie tych akt.

Wspomniany przepis wydaje się mało precyzyjny, gdyż nie określa zasad wykorzystania akt. Oznacza w dodatku jedynie możliwość sporządzania notatek przez dziennikarza, natomiast nie daje mu uprawnień do uzyskania odpisów czy kopii. Wydanie pozytywnej decyzji przewodniczącego wydziału wymaga uprzedniego złożenia wniosku przez dziennikarza oraz okazania ważnej legitymacji prasowej (§ 92 ust. 1 regulaminu). Wprawdzie nie określono formy wniosku, jednakże pożądana jest tu forma pisemna. W aktach sprawy pozostaje wtedy ślad ich udostępnienia osobie postronnej, zaś w razie odmowy udostępnienia pisemny wniosek stanowi dowód jego złożenia i ma znaczenie w razie zaskarżenia odmowy do sądu administracyjnego.

Wydaje się, że kwestia dostępu do akt sądowych w sprawach karnych jest regulacją pełną i nie wymaga ingerencji ustawodawcy. Trzeba mieć na uwadze, że tylko strony postępowania karnego mogą korzystać z akt w sposób nieskrępowany. Jeśli dostęp do akt dotyczy innych osób, to jego limitowanie jest w pełni uprawnione i w żaden sposób nie narusza dziennikarskiego prawa do informacji.

Dziennikarz a akta sprawy cywilnej

Inaczej sytuacja kształtuje się, jeśli chodzi o dostęp do akt spraw cywilnych rozpoznawanych w trybie procesowym. Obecny stan prawny nie przewiduje możliwości udostępniania tych akt innym osobom, niż wymienione w art. 9 § 1 k.p.c., a więc stronom i uczestnikom postępowania. Wprawdzie z § 94 ust. 2 regulaminu urzędowania sądów powszechnych wynika uprawnienie przewodniczącego wydziału do udostępniania akt innym osobom (i często uprawnienie to traktuje się jako podstawę do udostępniania dziennikarzom akt spraw cywilnych), jednakże powołany przepis, jako że zawarty jest w rozporządzeniu, nie może wprowadzać innych zasad, niż to wynika z przepisu ustawy. Jedyną możliwością dla dziennikarza sądowego jest więc uczestnictwo w rozprawie cywilnej – chyba, że jej jawność zostanie wyłączona albo jawność takiego postępowania wyłączona jest z urzędu (por. art. 427 k.p.c. dot. postępowania w sprawach małżeńskich).

Taka sytuacja to niewątpliwie luka w prawie. Pożądana byłaby zatem stosowna korekta w postaci wprowadzenia do k.p.c. instytucji podobnej do tej, jaka obwiązuje w k.p.k., a więc możliwości udostępniania akt przez prezesa sądu także innym osobom. Wszak w sprawach rozpoznawanych w trybie nieprocesowym ustawodawca przewidział nie tylko możliwość udostępnienia akt sprawy, ale również uzyskania odpisów i wyciągów (art. 525 k.p.c.). Niewątpliwie jest to luka, której nie da się wypełnić normatywną treścią poprzez np. stosowanie analogii legis czy analogii iuris.

Oczywiście, udostępnienie dziennikarzowi akt sprawy nie powinno prowadzić do obaw związanych ze sposobem ich wykorzystania w relacji prasowej. W tym zakresie każdego dziennikarza obowiązują przepisy prawa prasowego (określone w art. 13 tej ustawy) jak i odpowiedzialność karna (art. 241 k.k.).

Rozwiązania pod rozwagę

Podsumowując powyższe rozważania należy stwierdzić, że ustawodawca zapewnił dziennikarzom właściwy dostęp do przebiegu rozpraw oraz dostęp do akt spraw karnych. Zmiany, jakie należy przeprowadzić, winny dotyczyć wyłącznie określenia procedury dostępu do akt spraw cywilnych.

Natomiast kwestią otwartą jest sposób podejścia sądów i mediów do zagadnienia wzajemnej współpracy. Wystarczy trochę życzliwości oraz pewnej kultury, by problem napiętych relacji sam zniknął. Przecież to nie wina sądu, że akt akurat nie ma, bo są np. u biegłych, zaś dziennikarz musi natychmiast napisać artykuł. Dobrą praktyką jest uprzedni kontakt z sądem i pytanie o dostępność akt oraz ich aktualną lokalizację. Po takim ustaleniu dziennikarz może przyjechać konkretnego dnia i je w spokoju przejrzeć, zaś do bieżącego wydania gazety przygotować artykuł na inny temat. Nie jest też winą reportera, że pracuje w pośpiechu i „na wczoraj”. Warto, by pomógł mu rzecznik prasowy i pewne fakty w interesującej go sprawie zweryfikował tak szybko, jak to możliwe.

Na koniec warto zasugerować wprowadzenie w sądach praktycznego rozwiązania. Akta sprawy stanowią integralną całość, są ponumerowane i zawierają wszystkie dowody oraz dokumenty gromadzone w toku postępowania przygotowawczego, a także w czasie rozprawy. Udostępniając te akta dziennikarzowi dajemy mu wszystkie informacje, w tym tzw. wrażliwe, np. adresy stron i świadków, dokumentację medyczną, opinie biegłych lekarzy itd. Oczywiście to prezes sądu decyduje o udostępnieniu akt, ale konia z rzędem temu, kto akta przed wydaniem przygotuje w taki sposób, by ukryć w nich wspomniane dane. Wyłącznie od dziennikarza zależy więc, czy zapoznając się z aktami zachowa się etycznie, czy też nie. Z tych też m.in. powodów niezbędne jest każdorazowe dokumentowanie udostępniania akt osobom postronnym, w tym przedstawicielom mediów.

Autor jest sędzią, rzecznikiem prasowym Sądu Okręgowego w Lublinie