Sędziowie bardziej medialni

Sąd Okręgowy w Gdańsku jako jeden z pierwszych w kraju zorganizował szkolenia medialne dla sędziów z podległych jednostek. Z efektów zadowoleni są nie tylko sami orzecznicy, ale także lokalni dziennikarze.

Eksperymentalne szkolenia medialne dla sędziów pomorskich sądów rejonowych odbyły się w 2009 r. w Gdańsku. Każde podzielone było na dwa jednodniowe spotkania trwające po ok. 6 godzin. – Sędziowie wielokrotnie zwracali nam uwagę, że warto zwiększyć ich kompetencje w zakresie komunikowania się z mediami oraz wystąpień publicznych. Zauważyliśmy problem i postanowiliśmy coś w końcu z tym zrobić – opowiada sędzia

, wiceprezes Sądu Okręgowego w Gdańsku, wcześniej rzecznik prasowy tego sądu. I podkreśla, że sędziowie, pełniąc funkcję publiczną, bardzo często muszą zabierać głos na szerszym forum. – Występujemy nie tylko na sali sądowej, przed stronami postępowania, ale też bardzo często w mediach, kiedy sprawy przez nas prowadzone cieszą się dużym zainteresowaniem. Las kamer i mikrofonów może onieśmielać tych sędziów, którzy na co dzień nie mają kontaktu z dziennikarzami – dodaje.

Teoretycznie i praktycznie

Najpierw był wykład z teorii. Słuchacze dowiedzieli się, na czym polega praca dziennikarza prasowego, radiowego i telewizyjnego, a także, jakich informacji i w jaki sposób udzielać przedstawicielom poszczególnych mediów. Chodziło przede wszystkim o uczulenie sędziów na to, że rolą dziennikarza jest jak najszybsze zrelacjonowanie wydarzenia. Wykład miał też uzmysłowić słuchaczom, że informacja prasowa co do zasady musi być skrótowa oraz przekazana językiem zrozumiałym dla jak najszerszej grupy odbiorców.

Dużym zainteresowaniem cieszyła się druga część szkolenia – praktyczna, zorganizowana w formie warsztatów. Dotyczyła ona głównie pracy z kamerą, udzielania wypowiedzi publicznych oraz kontrolowania mowy ciała. Sędziowie występowali przed kamerą przedstawiając przykładowe uzasadnienia wyroków. Następnie nagrany materiał wspólnie analizowali z dziennikarzami, którzy wskazywali najczęstsze błędy popełniane przy udzielaniu wypowiedzi publicznych.

Improwizacja kontrolowana

Jedna z sal Sądu Okręgowego w Gdańsku. Poważni na co dzień sędziowie znów mogą poczuć się jak na studiach. Nie widać zdenerwowania. Raczej zaciekawienie. – Dziś nauczymy się improwizować. Każdy z państwa musi wymyślić sobie sprawę. Może być to sprawa, którą prowadzili państwo wcześniej lub zdarzenie całkowicie fikcyjne – mówi Dariusz Janowski, wieloletni dziennikarz „Gazety Wyborczej”, jeden z prowadzących szkolenie. – Wyobraźcie sobie, że do waszego gabinetu znienacka wpada ekipa telewizyjna. Pyta o uzasadnienie wyroku i wymusza krótką rozmowę.

Każdy z uczestników ma chwilę na zastanowienie. Następnie staje przed kamerą. Pani sędzia dosyć sprawnie opowiada o sprawie związanej z zabójstwem, jednak nie przestaje bawić się kartką trzymaną w ręku. W końcu oczy wszystkich na sali skupione są na kartce, a nie na słowach osoby udzielającej informacji. – Kartka precz, ręce do tyłu i proszę się wyprostować – instruuje prowadzący. – Taka postawa i ciągły ruch rąk powoduje, że od razu widać pani zdenerwowanie. Niekontrolowana mowa ciała może sprawić, że w oczach odbiorców stanie się pani mało wiarygodna.

Kilka dodatkowych rad i kręcą jeszcze raz. Teraz wszystko przebiega o wiele lepiej. Nawet na podchwytliwe pytanie dziennikarzy pani sędzia odpowiada płynnie, w głosie słychać tylko lekkie zdenerwowanie. – Im więcej praktyki, tym trema będzie mniejsza, jednak raczej nigdy nie zniknie. Zdenerwowanie jest w końcu częścią każdego występu – mówi prowadzący. Następny w kolejce jest prezes sądu rejonowego. Płynnie opowiada o sprawie oszustw na dużą skalę. W pewnym momencie dziennikarz pyta: – Panie sędzio, ale kiedy była ta sprawa? Brzmi wyjątkowo interesująco, ale ja jej nie pamiętam…

– Muszę się do czegoś przyznać – oświadcza sędzia. – Przed chwilą ją wymyśliłem.

Jak rozmawiać z mediami?

Zdaniem sędziów uczestniczący w szkoleniach w Gdańsku, największym wyzwaniem było po raz pierwszy stanąć przed kamerą. Jednocześnie przekonali się, że udzielenie wywiadu ekipie telewizyjnej nie jest niczym trudnym. – Zdziwiło mnie, że w telewizji potrzeba tak krótkich wypowiedzi. Ekipie wystarczy jedynie 12 sekund nagrania, które stojącemu przed kamerą mogą wydawać się nieskończonością – opowiada Krzysztof Koczyk, wiceprezes Sądu Rejonowego w Gdyni.

Sędziowie z Pomorza przyznają, że możliwość poznania kulis pracy reporterskiej było pouczającym doświadczeniem. – Okazało się, że tak naprawdę niewiele potrzeba, aby dojść do porozumienia z dziennikarzami, zaś unikanie mediów nie prowadzi do niczego dobrego – mówi sędzia Koczyk. Prowadzący szkolenia starali się też przekonać uczestników, że z dziennikarzami rozmawiać warto. Praca reportera polega bowiem na zdobywaniu informacji i niezwykle ważne jest, by pochodziły one z rzetelnego, wiarygodnego źródła.

Prezes Koczyk doświadczenie, jakie nabył podczas szkoleń, szybko zastosował w praktyce. – Wkrótce po szkoleniu udało mi się przekonać jedną z koleżanek prowadzących sprawę porwania znanego gdyńskiego biznesmena, by na salę wpuściła telewizyjną kamerę. Wcześniej nie chciała o tym nawet słyszeć, ale wytłumaczyłem jej, że wystarczy odrobina cierpliwości i wszystko pójdzie gładko. Tak też się stało – dziennikarze po kilku minutach nagrania cicho i spokojnie opuścili salę. Obie strony były zadowolone – opowiada sędzia.

Przydatne nowe kompetencje

Robert Kiewlicz

” href=”http://nawokandzie.ms.gov.pl/wp-content/uploads/2012/08/30.terleckid.jpg” rel=”lightbox[po]”>Komentuje sędzia

, wiceprezes SO w Gdańsku:

Sędzia powinien być przede wszystkim „otwarty” na dziennikarzy. Musi rozumieć specyfikę pracy reportera i być przygotowanym do wywiadu – wiedzieć, o czym dziennikarz chce rozmawiać oraz ile miejsca przeznaczy na jego wypowiedź w swoim materiale. Nie lekceważyć żadnych pytań, odpowiadać zawsze jasno i rzeczowo tak, by nie stwarzać okazji do jakichkolwiek dowolnych interpretacji. Nie jest wskazane unikanie czy ukrywanie się przed dziennikarzem. Zawsze lepiej spotkać się i dla dobra sprawy wszystko dokładnie i spokojnie wytłumaczyć.

Wiele orzeczeń sądowych jest szeroko komentowanych przez społeczeństwo, dlatego tak ważne jest używanie właściwego języka w komunikacji z dziennikarzami. Często są to osoby, które mają dosyć nikłe pojęcie o prawie, dlatego sędzia musi nauczyć się mówić językiem jak najprostszym, a przy tym jednoznacznym.

Odpowiedzialność za dobrą komunikację leży też po stronie dziennikarzy. Sędziowie, którzy starają się być otwarci i wyrozumiali dla mediów, w zamian powinni oczekiwać od nich rzetelności. Wzajemne zrozumienie spowoduje, że oba środowiska znacznie ułatwią sobie pracę – z pożytkiem dla społeczeństwa, do którego dotrze przekaz rzetelny, poprawny i prawdziwy.

Umiejętność rozmawiania z mediami oraz wiedza o stylu ich pracy wydaje się dziś niezbędna również w sądach, i to nie tylko rzecznikom prasowym. – Media na nowo odkryły sądownictwo. Problem jednak w tym, że niewielu z nas ma przygotowanie do rozmów z dziennikarzami. Ministerstwo Sprawiedliwości przeprowadza wyspecjalizowane szkolenia jedynie dla rzeczników prasowych. Są one bardzo potrzebne i organizowane na wysokim poziomie, jednak rzecznik nie jest w stanie zastąpić całego sądu – mówi prezes

.

Zdarzają się sytuacje, w których dziennikarze pierwsi dowiadują się o nowych faktach w toczących się przed sądem sprawach. W takiej sytuacji rzecznik nie zawsze zdąży je skomentować. Wtedy właśnie zadaniem prezesa sądu lub jego zastępcy jest udzielenie podstawowej informacji mediom. Dziennikarzom jest też często niezwykle trudno w dwóch, trzech zdaniach streścić uzasadnienie wyroku, które ma kilkanaście stron i napisane jest hermetycznym, specjalistycznym językiem. Dlatego tak ważne jest, by przekaz dla mediów był zrozumiały i jednocześnie odnosił się do istoty sprawy. – Chodzi o to, aby sędziowie rozumieli dziennikarzy i ich potrzeby. Przykładem może tu być sprawa skrótowości informacji medialnych – dla prawnika nie do pomyślenia, dla mediów oczywisty wymóg. Skrótowość nie jest przecież widzimisię pojedynczego dziennikarza – dodaje Terlecki.

O idei szkoleń medialnych pozytywnie wypowiadają się też przedstawiciele środowiska sędziowskiego spoza Gdańska. – Mamy obowiązek umacniać swoimi osobami autorytet władzy sądowniczej. Jeśli nasze orzeczenia są zrozumiałe, a kontakty z mediami i publicznością bardziej otwarte, to zmienia się też wizerunek sądu – mówi sędzia

, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. – Nie chcemy, by sąd postrzegany był jako smutna i zimna instytucja. Lepsze stosunki z mediami mogą pokazać społeczeństwu, jak wiele dobrych rzeczy dzieje się w sądach – dodaje.

 

Kosztowny kurs zorganizowany taniej

W wykładach i warsztatach w Gdańsku wzięło udział prawie 40 osób – głównie prezesi i wiceprezesi sądów rejonowych z całego Pomorza. – Starliśmy się, by z każdego sądu rejonowego oraz ze wszystkich wydziałów sądu okręgowego w szkoleniu uczestniczyła przynajmniej jedna osoba – mówi sędzia

.

Zajęcia medialne zostały sfinansowane przez Sąd Okręgowy w Gdańsku, w ramach tzw. funduszu szkoleń. Koszt wynajęcia specjalistycznej firmy organizującej tego typu szkolenia sięga niekiedy kilkunastu tysięcy zł, dlatego zdecydowano się zatrudnić niewielką firmę prowadzoną przez byłych dziennikarzy, którzy przez wiele lat zajmowali się relacjonowaniem procesów sądowych. Dodatkowo, wykłady teoretyczne poprowadził sędzia Terlecki, w ramach pełnionych wówczas obowiązków rzecznika prasowego, zaś wszystkie zajęcia odbywały się w gmachu sądu. W efekcie przeszkolenie 40 sędziów kosztowało zaledwie 1,2 tys. zł.

Gdański sąd podobnymi dwudniowymi warsztatami planuje objąć również szeregowych sędziów. – Potrzeba jest ogromna. Sędziowie rejonowi wydają najwięcej wyroków i to te wyroki, w postaci kilkusekundowych cytatów, można najczęściej zobaczyć lub usłyszeć w mediach. Dlatego tak ważne jest, by sędziowie wiedzieli, jak zachować się w obecności dziennikarzy – dodaje prezes Terlecki.

Autor jest dziennikarzem