Strasburg o odpowiedzialności karnej dziennikarzy

Trybunał w Strasburgu piętnuje wszczynanie postępowań karnych wobec dziennikarzy. W tym zakresie również Polska regularnie narusza standardy wolności słowa wynikające z Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Polska została zakwalifi kowana przez organizację „Reporterzy bez granic” dopiero na 32 pozycji wśród krajów, które przestrzegają wolności słowa (zob. raport „2010 World Press Freedom Index”, http://en.rsf.org). Wśród krajów Unii Europejskiej nadal zajmujemy jedno z ostatnich miejsc, za nami plasują się tylko Słowenia, Francja, Słowacja, Hiszpania, Włochy, Rumunia, Cypr oraz Bułgaria. Głównym powodem tak niskiej lokaty jest utrzymywanie w obowiązującym w Polsce porządku prawnym odpowiedzialności karnej za słowo.

Od wielu lat kontrowersje budzi art. 212 Kodeksu karnego, ustanawiający odpowiedzialność za przestępstwo zniesławienia. Niedawno rozgorzała również debata nad sensem utrzymania art. 241 k.k. (ujawnianie informacji ze śledztwa) oraz art. 265 k.k. (ujawnienie tajemnicy państwowej) w kształcie, w jakim obecnie funkcjonują. Problematyczne z punktu widzenia standardów międzynarodowych wydają się również przepisy karne z ustawy Prawo prasowe, w szczególności odpowiedzialność karna związana z odmową publikacji sprostowania, brakiem autoryzacji czy też brakiem rejestracji czasopisma lub dziennika.

Podstawowe pytanie sprowadza się do tego, czy jest sens karać dziennikarzy za wykonywanie przez nich działalności zawodowej, w sytuacji, gdy mogliby odpowiadać – wraz z redaktorem naczelnym i wydawcą – przed sądem cywilnym? Gwarancje wolności słowa Wolność słowa jest jedną z podstawowych gwarancji zawartych w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Art. 10 par. 1 Konwencji stanowi: „Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe”. W par. 2 do tego artykułu określono okoliczności uzasadniające ograniczenie tego prawa. Są nimi: konieczność zapobieżenia zakłóceniu porządku lub przestępstwu, ochrona zdrowia i moralności, ochrona dobrego imienia i praw innych osób, zapobieganie ujawnieniu informacji poufnych lub zagwarantowanie powagi i bezstronności władzy sądowej. Wszelkie tego typu ograniczenia muszą jednak być przewidziane prawem i być niezbędne w demokratycznym społeczeństwie.

Badając skargi z art. 10 Konwencji, Trybunał w Strasburgu stosuje trójstopniowy „test”, który może być wskazówką również dla sądów polskich rozpatrujących sprawy dziennikarzy z zakresu wolności słowa. W pierwszej kolejności ETPCz bada, czy doszło do ingerencji w wolność słowa, tzn. czy wolność ta została naruszona. Ingerencją może być nie tylko skazanie dziennikarza, ale samo wszczęcie postępowania, wniesienie aktu oskarżeoskarżenia. Następnie sprawdza, czy ingerencja była przewidziana przez prawo, tzn. czy istniała podstawa prawna umożliwiająca ingerencję w wolność słowa. Podstawą taką jest akt legislacyjny państwa członkowskiego, jak również utarta praktyka orzecznicza. Ostatni etap to badanie celu ingerencji – tego, jakie dobra miała ona chronić oraz czy była niezbędna w demokratycznym państwie prawa. Etap ten polega na ustalaniu, czy wolność słowa bądź interes, jakiemu służyła ingerencja, mają prymat nad dobrem chronionym. W ocenie tej bada się często zakres dolegliwości wywołany przez ingerencję. Wokół art. 10 Konwencji powstało bogate orzecznictwo, również w sprawach polskich. Większość sytuacji, w których stwierdza się naruszenie przez Polskę tego artykułu, związana jest ze stosowaniem przepisów karnych wobec dziennikarzy.

Zdaniem Trybunału, odpowiedzialność karna za zniesławienie nie może być rozpatrywana w oderwaniu od znacznej dolegliwości możliwych sankcji oraz dolegliwości, które wiążą się z samym prowadzeniem postępowania karnego.

Już sama możliwość orzeczenia kary pozbawienia wolności za zniesławienie, zdaniem Trybunału, wydaje się być oczywiście nieproporcjonalną ingerencją w wolność wypowiedzi. Nie dość przekonujący jest przy tym podnoszony czasem argument, że kara taka jest w praktyce rzadko stosowana przez sądy – jak podaje Gazeta Wyborcza w artykule „PO popiera PiS: Znieśmy art. 212 Kodeksu karnego” z 15 grudnia 2007 r., z samego art. 212 k.k. w latach 2005-2006 sądy wydały 23 wyroki skazujące dziennikarzy, a w 102 przypadkach zadecydowały o umorzeniu spraw.

Media w warunkach demokracji

Prasa nie może przekraczać pewnych granic, w szczególności reputacji i prawa do wizerunku innych osób, niemniej jednak jej głównym celem jest dostarczanie informacji i idei na temat spraw budzących społeczne zainteresowanie. Wolność słowa obejmuje również możliwość odniesienia się przez dziennikarzy do przesady, a nawet prowokacji.
Wyrok z 23 czerwca 2009 r. w sprawie „Bodrožić przeciwko Serbii” (skarga 32550/05, par. 47 do wyroku).

Na wstępie rozważań o orzecznictwie ETPCz w sprawach dotyczących mediów, należy wskazać na szczególną rolę prasy i szczególną ochronę swobody wypowiedzi dziennikarzy. Prasa bowiem pełni w demokratycznym państwie rolę tzw. „watchdog” czy „chien de garde” (w dosłownym tłumaczeniu – pies łańcuchowy, pies stróżujący), a więc swoistego „publicznego stróża”. Biorąc udział i napędzając społeczną debatę, media wykonują funkcję informacyjną, a tym samym kontrolują władzę.

W fundamentalnym orzeczeniu z 7 grudnia 1976 r. w sprawie „Handyside przeciwko Wielkiej Brytanii” (skarga nr 5493/72, par. 49) ETPCz stwierdził, że „swoboda wypowiedzi jest jednym z filarów społeczeństwa demokratycznego, warunkiem jego rozwoju i możliwości samorealizacji jednostki. Nie może ona ograniczać się do informacji i poglądów, które są odbierane przychylnie albo postrzegane jako nieszkodliwe lub obojętne, lecz odnosi się w równym stopniu do takich, które obrażają lub wprowadzają niepokój. Takie są wymagania pluralizmu i tolerancji, bez których demokracja nie istnieje”.

Według ETPCz szczególne znaczenie ma zapewnienie odpowiednio szerokich gwarancji wolności wypowiedzi mediów, które pełnią ważną rolę w dostarczaniu informacji opinii publicznej. Jak wynika z wyroku w sprawie „Lingens przeciwko Austrii” (skarga nr 9815/82, par. 41-43), w takich przypadkach państwo powinno wykazać się daleko idącą powściągliwością w sięganiu po najbardziej drastyczne środki ingerencji, albowiem egzekwowanie odpowiedzialności karnej za zniesławienie czy zniewagę powoduje tzw. mrożący skutek (chilling effect), w konsekwencji zaś stosowanie przez dziennikarzy autocenzury.

Sankcją w dziennikarza

Jakie standardy wypracował Trybunał w zakresie odpowiedzialności karnej dziennikarzy związanej z wykonywaniem przez nich obowiązków zawodowych?

Wyrok z 19 grudnia 2006 r. w sprawie „Dąbrowski przeciwko Polsce” (skarga 18235/02, par. 30 do wyroku).

W wyroku z 24 kwietnia 2007 r. „Lanbardo i inni przeciwko Malcie” (skarga nr 7333/06, par. 61) ETPCz podkreślił m.in., że „groźba odpowiedzialności karnej wobec dziennikarzy przynosi społeczną szkodę, ponieważ odnosi się do osób, które dostarczają informacji o sprawach istotnych dla opinii publicznej”. Z kolei w wyroku z 25 kwietnia 1992 r. w sprawie „Thorgeirson przeciwko Islandii” (skarga nr 13778/88, par. 65) ETPCz uznał, że „sankcje karne wobec autora publikacji mogą spowodować poważne zagrożenie dla debaty publicznej o sprawach społecznie ważnych”. Niewielkie znaczenie ma przy tym fakt niezastosowania wobec dziennikarza kary pozbawienia wolności. W wyroku 13 listopada 2003 r. w sprawie „Scharsach and News Verlagsgesellschaft przeciwko Austrii” (skarga nr 39394/98, par. 32) dziennikarz został skazany na grzywnę. ETPCz podkreślił jednak, że nawet najłagodniejsza kara wciąż pozostaje sankcją i rodzi daleko idące konsekwencje dla skazanego, np. wpisanie jego nazwiska do rejestru skazanych.

W orzeczeniu „Stoll przeciwko Szwajcarii” z 25 kwietnia 2006 r. (skarga nr 69698/01, par. 58) ETPCz orzekł, że nawet jeśli kara wymierzona autorowi danej publikacji nie ogranicza mu możliwości wypowiedzenia się, to skazanie jest rodzajem cenzury mającej przekonać go, aby nie wdawał się w krytykę pewnych osób czy działań. W kontekście debaty politycznej rodzi to ryzyko zniechęcenia dziennikarzy do udziału w dyskusji o kwestiach publicznie ważnych, ponieważ mogą oni odczuć presję do powstrzymywania krytyki oraz obawiać się drastycznych konsekwencji swoich wypowiedzi. Z tego powodu możliwość poniesienia odpowiedzialności karnej może utrudniać prasie oraz wszelkim mediom wykonywanie zadania polegającego na informowaniu i kontroli. To z kolei może wpływać na zmniejszenie się aktywności dziennikarzy w debacie publicznej i zbagatelizować ich rolę jako „publicznych stróży”.

ETPCz daje również wytyczne, jak należy oceniać wszelkie działania i normy ograniczające wolność słowa. Wskazuje on na celowość, adekwatność i proporcjonalność wprowadzanych ograniczeń. W wyroku z 31 stycznia 2006 r. w sprawie „Giniewski przeciwko Francji” (skarga nr 64016/00, par. 54) ETPCz podkreślił, że „w związku z kwestią proporcjonalności sankcji trzeba mieć na uwadze obowiązek uwzględniania natury i surowości kar oraz zachowanie największej ostrożności, aby reakcja władz nie zniechęcała dziennikarzy lub innych autorów do udziału w dyskusji o kwestiach publicznych”.

Standardy orzecznicze

W swoich postanowieniach Trybunał w Strasburgu określił kilka zasad, które kształtują zakres swobody wypowiedzi. W sprawie „Lingens przeciwko Austrii” (skarga nr 9815/82, par. 42), jak i późniejszej „Oberschlick przeciwko Austrii” (skarga nr 20834/92, par. 29) uznał, że „politycy muszą w znacznie większym stopniu niż osoby prywatne tolerować krytykę, a nawet ostre i naruszające dobre imię wypowiedzi. Dzieje się tak, ponieważ polityk świadomie i w sposób nieunikniony wystawia swoje postępowanie i słowa na dogłębną kontrolę dziennikarzy oraz opinii publicznej”. W tej samej sprawie ETPCz podkreślił, że wśród wielu rodzajów wypowiedzi dyskusja o charakterze politycznym odgrywa szczególną rolę i jest szeroko chroniona przez art. 10 Konwencji.

Szczególnie szeroką ochroną ETPCz obejmuje wypowiedzi w trakcie kampanii wyborczej – tak krajowej, jak i lokalnej. „Wolne wybory i wolność słowa, w szczególności wolność politycznej debaty, stanowią fundament systemu demokratycznego. Te dwa prawa są ze sobą ściśle powiązane, a ich współegzystencja przyczynia się do ich wzmocnienia. W konsekwencji priorytetowego znaczenia nabiera zapewnienie, by w okresie przedwyborczym informacje i opinie mogły być rozpowszechniane w sposób nieskrępowany” (z wyroku z 9 stycznia 2007 r. w sprawie „Kwiecień przeciwko Polsce”, skarga nr 51744/99, par. 48).

Sankcje karne tylko w skrajnie wyjątkowych przypadkach mogą być uznane za proporcjonalną ingerencję w wolność słowa. W orzeczeniu z 17 grudnia 2004 r. w sprawie „Cumpana i Mazare przeciwko Rumunii” (skarga nr 3348/96, par. 113) ETPCz uznał, że „kara więzienia za przestępstwo prasowe da się pogodzić ze swobodą wypowiedzi dziennikarzy zagwarantowaną w art. 10 Konwencji jedynie wyjątkowo, w razie poważnego naruszenia innych praw podstawowych, np. siania nienawiści lub podżegania do przemocy”. Jak z kolei wnika z wyroku w sprawie „Raichinov przeciwko Bułgarii” (skarga nr 47579/99, par. 50-51), sankcje karne ustanowione w celu ochrony reputacji czy dobrego imienia innej osoby akceptowalne są w świetle gwarancji z art. 10 Konwencji tylko w najcięższych sprawach. Dotyczą one wypowiedzi nawołujących czy podżegających do przemocy.

Orzekając o skrajnych naruszeniach praw człowieka trwających przez dłuższy czas, ETPCz, obok zadośćuczynienia, może na podstawie art. 46 Konwencji nakazać konkretne działania. Przepis ten jest stosowany coraz częściej w sprawach z zakresu wolności słowa. Jako przykład należy wskazać sprawę „Fatullayev przeciwko Azerbejdżanowi” (skarga nr 40984/07) – dziennikarza, który został skazany na karę sześciu lat pozbawienia wolności za opublikowanie dwóch artykułów dotyczących Górnego Karabachu. Stwierdzając, iż kara taka jest zbyt dolegliwa, ETPCz nakazał natychmiastowe zwolnienie reportera z zakładu karnego.

Sprawa Długołęckiego

Należy podkreślić, że ETPCz nigdy nie uznał wprost, iż art. 212 k.k., czy też postępowania karne wszczynane wobec dziennikarzy, sprzeczne są z art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. W wielu sprawach odniósł się jednak do konsekwencji wszczynania takich postępowań.

Jedna z kluczowych spraw odnoszących się do przestępstwa zniesławienia dotyczy skargi „Długołęcki przeciwko Polsce” (skarga nr 23804/03) dziennikarza Jacka Długołęckiego, który w 1992 r. zaczął wydawać na własny koszt niezależny i darmowy periodyk „Kolbudzkie ABC”. Motywem jego działalności była chęć obywatelskiej kontroli i krytyki działań lokalnych władz. W numerze 13. informatora, którego data wydania zbiegła się z wyborami do samorządu gminy, Długołęcki w jednym z artykułów wskazał na niekompetencję i niegospodarność A.W. – lokalnego polityka i byłego burmistrza ubiegającego się o mandat radnego. W materiale prasowym można było przeczytać m.in., że „były pan wójt doszedł już kilka lat temu do szczytu swojej niekompetencji…”. Tytuł tekstu „Zasada Petera” nawiązywał do mechanizmu opisanego przez dr. Laurence J. Petera, odnoszącego się do możliwości awansu danej osoby w strukturze hierarchicznej aż do czasu osiągnięcia przez nią własnego progu niekompetencji. W samym artykule Długołęcki oparł się zaś na treści protokołu z posiedzenia rady gminy, opisującego sposób sprzedaży przez wójta dostępu do ujęcia wody.

Redaktor został przez byłego wójta oskarżony o zniesławienie (art. 212 k.k.) oraz obarczony odpowiedzialnością za jego niepowodzenie w wyborach. W postępowaniu podniósł, że pozwany w swoim artykule pomówił go o postępowanie, które poniżyło go w opinii publicznej. Sąd uznał redaktora za winnego i skazał na karę grzywny oraz nawiązkę na rzecz Polskiego Czerwonego Krzyża. W wyniku apelacji oskarżonego Sąd Okręgowy w Gdańsku uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.

Sąd Rejonowy w Gdańsku, biorąc pod uwagę niewielką społeczną szkodliwość czynu, warunkowo i tytułem próby umorzył postępowanie karne na rok. Zastosowanie probacji na mocy art. 66 k.k. mogło nastąpić po stwierdzeniu winy oskarżonego i jego zobowiązaniu do naprawienia szkody poprzez obowiązek przeproszenia pokrzywdzonego na łamach wydawanego periodyku. Ponadto, sąd orzekł grzywnę w wysokości 1 tys. zł, nawiązkę na cel społeczny w wysokości 200 zł oraz obowiązek zwrotu kosztów procesu. Sąd Okręgowy w Gdańsku utrzymał w mocy wyrok sądu pierwszej instancji.

Redaktor Długołęcki wniósł skargę do ETPCz, wskazując na naruszenia art. 10 Konwencji. Podniósł, że pomimo warunkowego umorzenia postępowania karnego jego dane umieszczono w Krajowym Rejestrze Karnym. Umieszczenie w rejestrze wiąże się z kolei z ograniczeniem dostępu do funkcji publicznych i możliwości uzyskania kredytu, a także znacznie utrudnia wykonywanie zawodu dziennikarza. Redaktor w skardze wskazał również, że nie tylko sama odpowiedzialność karna budzi wątpliwości, ale również „ponad pięcioletnie oczekiwanie na niekorzystny wyrok” stanowi pogwałcenie jego wolności słowa.

Ingerencja zbyt dotkliwa

Trybunał w Strasburgu w wyroku z 24 lipca 2009 r. uznał, że w sprawie Długołęckiego doszło do naruszenia art. 10 Konwencji i zasądził na rzecz skarżącego 3 tys. euro zadośćuczynienia. Przypomniał, że krytyka osób publicznych, w tym polityków, podlega szerszej ochronie i że powinna być powszechnie tolerowana (par. 35 wyroku). Ponadto, wszelkie ograniczenia wolności słowa muszą być interpretowane zawężająco, ze względu na rolę tzw. publicznego „stróża”, jaką odgrywają media.

ETPCz stwierdził, iż wypowiedzi zawarte w przedmiotowej publikacji miały charakter oceny i dotyczyły bieżących kwestii polityki lokalnej, które mogły budzić społeczne zainteresowanie. Twierdzenie dziennikarza było opinią, która mieściła się w granicach akceptowalnej krytyki, czego nie zbadały sądy krajowe. Podczas gdy istnienie podawanego przez dziennikarza faktu może być zbadane, opinie nie podlegają ocenie (par. 39 i 43 wyroku). Co więcej, słowa dziennikarza dotyczyły wyłącznie publicznej sfery działalności polityka i nie mały związku z jego życiem prywatnym. Dziennikarz bowiem, ze względu na charakter swojego zawodu, ma prawo do przesady i krytyki. Trybunał podkreślił również, że opinia wyrażona przez dziennikarza była zawarta w biuletynie informacyjnym adresowanym do mieszkańców gminy Kolbudy, a więc grono jej odbiorców było zawężone. Nie bez znaczenia był też fakt, iż artykuł został wydany w dzień wyborów – w czasie, gdy debata polityczna jest najbardziej ożywiona.

W świetle tych rozważań Trybunał uznał, że motywy, jakimi kierowały się sądy karne orzekające w sprawie, nie były odpowiednie i wystarczające, by uzasadnić tak dolegliwą ingerencję w wolność słowa. ETPCz zauważył ponadto, że choć w sprawie Długołęckiego sądy krajowe zastosowały stosunkowo mało dotkliwe środki karne, istniała jednak potencjalna możliwość odwieszenia postępowania i nałożenia pełnej kary na dziennikarza. Ponadto poważną dotkliwością było umieszczenie w rejestrze skazanych nazwiska sprawcy.

ETPCz odniósł się również do „mrożącego skutku”, na który tak często zwykł się powoływać. Wskazał mianowicie, że choć dziennikarz nie został powstrzymany od wyrażenia swojej opinii w momencie redagowania i publikacji informatora, to środki zastosowane wobec niego mogły zniechęcić redaktora do wyrażania opinii w przyszłości i zaprzestania wypowiadania się o sprawach publicznie ważnych. W rzeczywistości to nastąpiło, gdyż dziennikarz zaprzestał aktywności obywatelskiej wyrażającej się w działalności dziennikarskiej oraz dystrybucji „Kolbudzkiego ABC”.

Zdanie odrębne do wyroku złożył sędzia brytyjski Nicolas Bratza. Stwierdził on, że dziennikarze nie powinni być poddani żadnej formie odpowiedzialności karnej w związku z dokonywaną przez nich krytyką osób publicznych, a zatem jego zdaniem wyrok Trybunału w tym zakresie nie poszedł wystarczająco daleko. Sędzia wskazał, że możliwość nałożenia sankcji karnych na dziennikarzy jest środkiem odstraszającym ich od otwartego krytykowania polityków oraz innych publicznych postaci. To z kolei może wpływać na zmniejszenie aktywności dziennikarzy w debacie publicznej, a tym samym zbagatelizowanie ich roli jako „publicznych stróżów”.

Standardy ETPCz w polskich sądach

Wyrok z 17 października 2007 w sprawie „Sanocki przeciwko Polsce” (skarga 28949/03, par. 60 do wyroku).

Niestety, standardy wynikające z orzecznictwa ETPCz w Polsce stosowane są niezwykle rzadko. Dziennikarze nadal skazywani są na gruncie Kodeksu karnego i Prawa prasowego.

Liczba polskich skarg na naruszenie art. 10 Konwencji wciąż rośnie. Obecnie na wyrok czeka sprawa „Wizerkaniuk przeciwko Polsce” (skarga nr 18990/05 – skazanie za brak autoryzacji), „Sroka przeciwko Polsce” (skarga nr 42801/07 – skazanie za odmowę publikacji sprostowania) czy też „Maciejewski przeciwko Polsce” (skarga nr 34447/05 – skazanie za zniesławienie). Na rozpoznanie oczekuje również skarga Roberta Rewińskiego, dziennikarza tymczasowo aresztowanego w związku z postępowaniem o zniesławienie (zob. Barbara Grabowska „Tymczasowe aresztowanie za zarzut zniesławienia” – Biuletyn Informacyjny „Obserwatorium wolności mediów w Polsce”, nr 2, luty 2010 r.).

Zaznaczyć należy, że art. 212 k.k. był badany przez Trybunał Konstytucyjny, który znacznie ograniczył zakres jego zastosowania (sygn. akt SK 43/05). Również art. 14 ust. 1 i 2 oraz art. 49 ustawy Prawo prasowe (autoryzacja wypowiedzi prasowej) zostały poddane kontroli TK, który jednak stwierdził, że są one zgodne z Konstytucją RP (sygn. akt SK 52/05). Obecnie przed Trybunałem Konstytucyjnym zawisł wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich o zbadanie konstytucyjności sankcji karnych z art. 46 Prawa prasowego w razie odmowy umieszczenia sprostowania (sygn. akt SK 41/07).

Wyrok z 24 lipca 2009 r. w sprawie „Długołęcki przeciwko Polsce” (skarga 23804/03, par. 45 do wyroku).

Należy również wskazać, iż podejmowane są próby nowelizacji Kodeksu karnego w zakresie zniesławienia. Jednak zarówno nowelizacja art. 212 k.k. z 25 września 2009 r., jak i obecnie rozpatrywany projekt modyfikacji tego przepisu, omijają sedno problemu. Znosząc karę pozbawienia wolności zmniejszają wyłącznie jej wymiar. W świetle orzecznictwa ETPCz taka zmiana wydaje się niewystarczająca. Zdaniem Trybunału bowiem nie tylko surowość kary może skutkować naruszeniem art. 10 Konwencji.

Z kolei 10 lutego 2009 r. przedstawiono założenia do nowelizacji ustawy Prawo prasowe, przygotowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W projekcie, nad którym nadal prowadzone są prace, nie modyfikuje się niestety odpowiedzialności karnej dziennikarzy na rzecz ich odpowiedzialności cywilnej.

Ze względu na powolny tryb procesu legislacyjnego oraz rosnącą ilość skarg dziennikarzy kierowanych do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, to głównie na sędziach krajowych spoczywa dziś konieczność uwzględniania standardów międzynarodowych w zakresie rozstrzygania spraw z zakresu wolności słowa. Nie ulega wątpliwości, że zmiana podejścia ze strony sądów do roli przedstawicieli mediów w demokratycznym państwie, a tym samym większa wrażliwość na standardy Trybunału w Strasburgu, mogą być decydujące jeśli chodzi o zakres ochrony swobody wypowiedzi prasowej w Polsce.

Autorka jest prawnikiem, współpracuje z Helsińską Fundacją Praw Człowieka, gdzie koordynuje program „Obserwatorium wolności mediów w Polsce”