Sędzia liniowy

Ukryta misja mediów

Tagi: , ,
Sędzia Sławomir Różycki

Fot. Krzysztof Wojciewski

Wykonując zawód, który z zasady zakłada pewną izolację społeczną, nieczęsto – za wyjątkiem sytuacji procesowych – spotykamy się w sądzie z tzw. zwykłymi obywatelami. Jak do tych spotkań podchodzimy i jaki wpływ mogą mieć na to dziennikarze?

1. Przez pewien czas oddelegowany byłem do Ministerstwa Sprawiedliwości, gdzie odpowiadałem za kontakty z dziennikarzami. Praca dość ciężka – od rana do wieczora pod telefonem, w gotowości, by udzielić wypowiedzi prasie, radiu lub telewizji. Na szczęście miałem wolną większość weekendów, na które wracałem do rodzinnego Wrocławia.

Jedna z takich niedziel, dzwoni telefon od mojej szefowej z Ministerstwa. Mam udzielić wywiadu telewizji. Materiał jest potrzebny „na cito”, dziennikarze już czekają w samochodzie, mam tylko do nich przedzwonić i powiedzieć, gdzie mają do mnie przyjechać. Problem w tym, że biegam właśnie z psem nad Odrą. Jak co tydzień, „na luzie” – nieogolony, w krótkich spodenkach, w byle jakim T-shircie. „No trudno! Sędziowie też są ludźmi, masz prawo mieć dzień wolny i nie uprawiać joggingu w garniturze. Ta wypowiedź jest dla nas bardzo ważna” – słyszę od szefowej.

Telewizja przyjeżdża w pół godziny. Wywiadu udzielam nad brzegiem Odry, operator kamery na moją prośbę robi ujęcie, w którym nawet ów kiepski T-shirt wygląda nienajgorzej. Na drugi dzień w Ministerstwie nikt o mój ubiór nie ma pretensji, wszyscy doskonale rozumieją sytuację. Jednak od kilku niewtajemniczonych osób słyszę, że nie godzi się, by sędzia występował oficjalnie bez garnituru.

2. Ogólnie rzecz biorąc, sędziowie ze społeczeństwa są nieco wyizolowani. Wynika to z funkcji, którą sprawują. Stąd też pewne zachowania, choćby sposób ubierania czy przebywanie w niektórych miejscach – obojętne w przypadku zwykłych obywateli – nam nie przystoją, a wręcz są dla opinii publicznej gorszące. Również na korytarzach sądowych trzeba zachowywać się raczej dyplomatycznie. Sędziowie powinni unikać zbyt serdecznego odnoszenia się do przebywających tam osób, pełnomocników czy stron. Przyjmowanie ich w gabinetach, szczególnie przez sędziów niefunkcyjnych, powinno należeć do rzadkości.

Media inaczej

Rys. Łukasz Jagielski

W celu uniknięcia niepotrzebnych podejrzeń miejscem spotkania sędziego z obywatelem powinna być w zasadzie tylko sala rozpraw. Ważne przy tym, by uczestnicy postępowania wiedzieli, że ich sprawa jest traktowana indywidualnie, że jest dobrze sędziemu znana i będzie rzetelnie prowadzona. Niestety, z reguły to pierwsze rozprawy w karierze są dla nas największym przeżyciem. To do nich jesteśmy najlepiej przygotowani, starannie ubrani, mili dla stron. Tak powinno być zawsze, sesja powinna być dla każdego sędziego swoistym świętem wymiaru sprawiedliwości. Ale tak nie jest – z czasem popadamy w rutynę. Dzień sesyjny staje się najcięższym dniem tygodnia, strony nas drażnią, do rozpraw przygotowujemy się coraz krócej i z reguły coraz gorzej. Zjawisko to zaobserwowałem także u siebie. I tu pewną rolę mobilizującą może odegrać właśnie dziennikarz.

3. Abstrahując od opisanej na wstępie sytuacji, w której byłem kiedyś postawiony, całkowicie zgadzam się z poglądem, że wygląd pojedynczego sędziego, w tym również jego ubiór, stanowi w odbiorze społecznym wizytówkę całego sądownictwa. Ludzie przecież patrzą na nas również przez pryzmat tego, jak wyglądamy.

Niejednokrotnie, również na korytarzach sądowych, spotyka się sędziów w dżinsach, T-shirtach, swetrach. Na szczęście ekipa telewizyjna przyjeżdżająca do sądu na wywiad czy reporter na sali sądowej to okoliczności, dla których staramy się być lepsi niż zazwyczaj, staranniej przygotowani, ładniejsi. Pamiętam kolegę, który nigdy do kwestii ubioru nie przywiązywał szczególnej wagi, tymczasem na rozprawy z udziałem mediów zawsze zakładał białą koszulę, krawat i porządny garnitur. Ktoś inny dzień przed sesją, na której mieli pojawić się dziennikarze, wychodził z sądu wcześniej, żeby w domu na spokojnie się do sprawy przygotować.

4. Faktem jest, że dziennikarze drażnią nas swoim powierzchownym podejściem do spraw, nieznajomością prawa, wyolbrzymianiem czy zniekształcaniem faktów. Także wieloma innymi przywarami, na które sędziowie bywają wielce wyczuleni. Z całą pewnością media mają też wiele dobrych cech mogących służyć wymiarowi sprawiedliwości. Wśród ich zalet, których nie sposób wyliczyć w tak krótkim felietonie, jest i taka, że dziennikarze wyrywają nas z rutyny. Obecność kamer i mikrofonów w sali sądowej powoduje, że nawet sędziowie przeżywający wypalenie zawodowe sprawy z udziałem mediów traktują indywidualnie, lepiej się do nich przygotowują, lepiej wyglądają na sali rozpraw.

Dzięki obecności dziennikarzy wielu z nas zachowuje się tak, jak na swoich pierwszych sesjach – tak, jak powinno zachowywać się zawsze. Wbrew pozorom to ważny argument w debacie o roli mediów w salach rozpraw.