Zoll

Rozprawa z kibolami – zdecydowana, ale rozsądna

Tagi: , , ,
Andrzej Zoll

Rys. Łukasz Jagielski

Zakaz uczestniczenia w imprezach masowych to rozwiązanie skuteczne i warte dopracowania, jednak pomysł tzw. rozpraw odmiejscowionych wydaje się pomyłką. Jest jeszcze czas, by przed Euro 2012 opracować rozsądną strategię walki ze stadionowymi chuliganami.

Zjawisko rozrób stadionowych łączących się z niszczeniem mienia i atakami na funkcjonariuszy policji zrodziło się za mojego, już dość długiego życia. Wciąż dobrze pamiętam mecze na Legii w Warszawie w latach pięćdziesiątych XX w. Bywało na nich po kilkadziesiąt tysięcy osób i nie czuło się żadnego zagrożenia, może tylko ze strony intensywnie pracujących wśród tłumu kieszonkowców. Gdy w roku 1959 przeniosłem się do Krakowa, także stadiony Wisły i Cracovii były miejscami bezpiecznymi.

Coś się załamało z początkiem lat 70. Powstało wtedy zjawisko „kibolstwa”, a więc więzi łączącej młodych ludzi, zbudowanej z jednej strony na kibicowaniu określonemu klubowi, ale przede wszystkim na traktowaniu innych drużyn i ich kibiców jak wrogów. Wrogów, których należy poniżyć i fizycznie pokonać – jeśli nie bezpośrednio na stadionie, to podczas tzw. ustawki.

Na marginesie, nie rozumiem ówczesnej, ale i obecnej, prawnej kwalifikacji czynu polegającego na biciu człowieka przez grupę osób z użyciem niebezpiecznych, a nawet bardzo niebezpiecznych narzędzi, jako pobicia ze spowodowaniem nieumyślnego skutku śmiertelnego albo spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu z nieumyślnym skutkiem śmiertelnym. Czy w takich wypadkach nie ma rzeczywiście podstaw do postawienia zarzutu umyślnego zabicia człowieka? A jeśli ofiara przeżyje, to usiłowania zabicia? Podejrzewam, że mamy tu do czynienia z oportunizmem po stronie przede wszystkim prokuratorów, którym wygodniej jest przypisać sprawcy sam skutek, niż zamiar. Znacznie trudniej jest przecież udowodnić przewidywanie możliwości nastąpienia skutku i godzenie się sprawcy z jego wystąpieniem.

Nikt dziś nie zaprzeczy, że opracowanie skutecznej strategii walki z bardzo niebezpiecznym i społecznie niezwykle szkodliwym zjawiskiem kibolstwa to podstawowe wyzwanie polityki kryminalnej na najbliższe miesiące. Zbliżające się Mistrzostwa Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej zmuszają do szybkich działań. Jednak celem polityki kryminalnej powinno być przywrócenie na stałe, a nie tylko na czas Mistrzostw, bezpieczeństwa na polskich stadionach i w ogóle podczas imprez masowych.

31 maja br. rząd przyjął projekt ustawy, która w założeniu ma być podstawą takiej skutecznej walki z kibolami. W Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego mieliśmy wiele poważnych zastrzeżeń do tego projektu, jednak Rząd, do czego ma pełne prawo, przeszedł nad nimi do porządku dziennego.

Opracowanie skutecznej strategii walki z bardzo niebezpiecznym zjawiskiem kibolstwa to podstawowe wyzwanie polityki kryminalnej na najbliższe miesiące

Zastrzeżenia dotyczyły m. in. tzw. „rozpraw odmiejscowionych”. Według projektu, sprawcy wybryków na stadionach mają być tam zatrzymywani i na miejscu sądzeni przy użyciu technologii transmisji audiowizualnej z miejscowym sądem. Pomijam pewne istotne wątpliwości konstytucyjne, jakie zrodzi wprowadzenie tej instytucji, w szczególności naruszenie zasady bezpośredniości. Chcę podkreślić, że bezpośredni kontakt sędziego z oskarżonym ma przede wszystkim głęboki sens humanistyczny. Wszak oskarżony staje przed reprezentującym Rzeczpospolitą sędzią. Nie jest demagogią, że taki kontakt „oko w oko”, bez pośrednictwa techniki, ma dla obu stron podstawowe znaczenie, dla sędziego może nawet większe.

Moją negatywną ocenę instytucji „rozpraw odmiejscowionych” potęguje, związany z jej wdrożeniem, wymóg przygotowania miejsc do przesłuchania oskarżonych (może nawet kilkudziesięciu lub więcej jednocześnie), umożliwienia im kontaktu z obrońcą, a także zapewnienia łączności z sądem – i to wszystko w pobliżu szalejącego tłumu, starającego się przeszkodzić w osądzeniu swoich „bohaterów”. Czy nie bezpieczniej jest wywozić zatrzymanych poza stadion? Po osądzeniu i tak będą oni odwożeni do zakładu karnego. W przypadku, gdy nie zostaną skazani na kary pozbawienia wolności, trzeba będzie stosować wobec nich przewidziane w kodeksie i projektowanej ustawie inne środki, np. objęcie systemem dozoru elektronicznego. Nie da się tego zrobić na stadionie.

Co ważne, w czasie Euro 2012 to wcale nie areny piłkarskie będą miejscami zagrożonymi, tylko ich otoczenie. Przecież właśnie poza stadionami pseudokibice będą szukać zwady z innymi grupami chuliganów lub zwykłych kibiców, często cudzoziemców. Sądy odmiejscowione spowodują tylko większe utrudnienia w ich ściganiu i karaniu.

Dobrym środkiem walki ze zjawiskiem stadionowego chuligaństwa jest zakaz uczestniczenia w imprezach masowych. Niestety, w rządowym projekcie znalazła się karykaturalna postać dzisiejszej regulacji. Orzekając zakaz sędzia będzie musiał wskazywać rodzaj imprezy, a wręcz mecze konkretnych drużyn piłkarskich, których ma on dotyczyć. Tymczasem zakaz powinien obejmować wszystkie mecze, a nawet, jeśli jest taka potrzeba, wszystkie imprezy masowe. Jest czymś niepoważnym, by komendant policji dysponował harmonogramem gier poszczególnych drużyn, aby wiedzieć, którego kibola jaki zakaz dotyczy. W praktyce jest to zresztą niewykonalne.

Uważam, że jest jeszcze czas, aby przemyśleć strategię walki ze zjawiskiem kibolstwa na polskich stadionach. Ta walka musi być zdecydowana, bez pobłażania dla osób zakłócających porządek i zagrażających bezpieczeństwu obywateli. Musi być przy tym rozsądna. Tylko ten rozsądek jest w stanie zapewnić sukces.

Autor jest profesorem nauk prawnych, kierownikiem Katedry Prawa Karnego UJ i przewodniczącym Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego. W latach 1989-1997 był sędzią Trybunału Konstytucyjnego, w tym w latach 1993-1997 jego prezesem