Pomocnicy Temidy

Referendarze sądowi i asystenci sędziego trafi li do sądów, by usprawnić pracę wymiaru sprawiedliwości. To jednak dwa zupełnie różne zawody prawnicze. Referendarz samodzielnie sprawuje niektóre funkcje orzecznicze, asystent zaś to urzędnik, który sporządza projekty sędziowskich decyzji.

Instytucja referendarza sądowego została wprowadzona do sądów powszechnych w 1998 r. Referendarze, którzy wydają orzeczenia wykonując niektóre kompetencje sądu niezwiązane z wymierzaniem sprawiedliwości, zatrudniani są w sądach rejonowych i okręgowych, gdzie trafi ają do wydziałów cywilnych, gospodarczych, a także ksiąg wieczystych i rejestrowych. Od 2004 r. referendarze funkcjonują również w sądach administracyjnych. Z kolei asystenci sędziego, stojący w hierarchii sądowej niżej niż referendarze, pojawili się w 2001 r. Wspomagają sędziów pisząc projekty orzeczeń i ich uzasadnień, jak również przygotowują sprawy do ich rozpoznania i wykonują zadania z zakresu administracji sądowej.

Polskie sądy zatrudniają dziś ok. 3 tys. asystentów i ok. 2 tys. referendarzy. Choć obie funkcje pomyślano jako odrębne zawody prawnicze, to wiele osób je wykonujących planuje, by w przyszłości zasiąść za sędziowskim stołem. Ale nie tylko. Okazuje się, że niektórzy z powodzeniem zdają egzaminy korporacyjne i przechodzą do innych prawniczych profesji.

Wysoka poprzeczka

Do niedawna wystarczyło mieć ukończone studia prawnicze, by zostać asystentem sędziego. Od 2009 r., a więc od czasu rozpoczęcia działalności przez Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury, chętnym do wykonywania tego zawodu postanowiono wysoką poprzeczkę – muszą ukończyć roczną aplikację ogólną prowadzoną w Szkole lub mieć zdany egzamin sędziowski lub prokuratorski, albo też ukończyć aplikację notarialną, adwokacką lub radcowską i do tego złożyć stosowne egzaminy zawodowe.

Odpowiednie wykształcenie przyszłego asystenta to jednak nie wszystko. Kandydaci muszą jeszcze przystąpić do konkursu na wolne stanowiska, który organizuje prezes danego sądu. Konkurs ma formę pisemnego sprawdzianu i składa się z dwóch części – pierwsza to test z 36 pytaniami z zakresu prawa karnego i cywilnego, druga to opracowanie dwóch uzasadnień postanowień sądu (w sprawie cywilnej i karnej). Uzyskanie co najmniej 28 punktów z testu i co najmniej ośmiu punktów z części kazusowej kwalifi kuje kandydata do objęcia stanowiska asystenta sędziego. Na tle tej procedury droga do zawodu referendarza jest nieco łatwiejsza. Referendarzem w sądzie rejonowym lub okręgowym może zostać osoba, która ukończyła nieistniejącą już aplikację referendarską i złożyła egzamin referendarski, albo też odbyła aplikację ogólną, sądową, prokuratorską, notarialną, adwokacką lub radcowską i złożyła egzamin kończący aplikację bądź egzamin referendarski. Referendarza mianuje Minister Sprawiedliwości na wniosek prezesa sądu okręgowego.

Asystent ma dużo pracy

Edycie Lorenc, absolwentce Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, by wykonywać zawód asystenta sędziego wystarczył dyplom ukończenia studiów prawniczych. Od 2006 r. pracuje w wydziale upadłościowym Sądu Rejonowego w Lublinie. – Postępowania upadłościowe są długie i skomplikowane. Tu trzeba mieć dużą wiedzę z zakresu prawa cywilnego, kodeksu spółek handlowych, prawa pracy, jak też znajomość przepisów dotyczących egzekucji. Ale ta wiedza procentuje – uśmiecha się Edyta Lorenc.

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości, do obowiązków asystentów należy sporządzanie wielu rodzajów projektów, w tym orzeczeń wraz uzasadnieniami, zarządzeń przygotowujących sprawę do rozpoznania, a także zarządzeń dotyczących warunków formalnych aktu oskarżenia. Asystent kontroluje też sprawność, terminowość i prawidłowość wykonywania zarządzeń sędziego przez sekretariat danego wydziału, kieruje wystąpienia do osób i instytucji o informacje niezbędne do rozstrzygnięcia sprawy, kontroluje również terminowość sporządzania opinii przez biegłych. Do obowiązków przedstawicieli tego zawodu jest też wstępna analiza akt spraw przydzielonych do referatu sędziego i zarzutów zawartych w środkach odwoławczych, także gromadzenie orzecznictwa i literatury przydatnych do rozpoznawania spraw sądowych.

– Asystent na polecenie sędziego może wykonywać też inne czynności mające wpływ na sprawność i racjonalność postępowania. Biorąc pod uwagę dużą ilość spraw, które rozpatrują asystenci, osoby zatrudnione na tym stanowisku mogą pełnić swoje obowiązki nie więcej niż dla dwóch sędziów jednocześnie – mówi Konrad Politkiewicz z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Asystentów Sędziów, asystent w Sądzie Rejonowym w Opolu.

Praktyka jest jednak taka, że nie asystuje się jednemu czy dwóm sędziom. Dla przykładu, w Sądzie Okręgowym w Krakowie do niedawna było 148 sędziów i 64 asystentów. Łatwo więc policzyć, że jeden pomagał w pracy więcej niż dwóm sędziom. W niektórych sądach zdarza się czasem, że asystenci współpracują z czterema, a nawet większą liczbą sędziów.

Asystenci mają normowany czas pracy, piszą do kilku projektów orzeczeń w tygodniu. Mówią o sobie, że są „autorami widmo”, gdyż pod gotowym wyrokiem czy postanowieniem sądu podpisuje się wyłącznie sędzia. – To jest nasza praca, a skoro mamy udział w pisaniu wyroków, to kwestia praw autorskich powinna być uregulowana – twierdzą niektórzy. – Dla mnie nie ma to znaczenia. Wiedza o tym, kto sporządzał projekt, jest przecież powszechnie wiadoma. Ja pisząc projekt pracuję na swoje nazwisko i to mi wystarczy – mówi Edyta Lorenc, asystentka z Lublina.

Referendarz chce więcej

Maciej Neusser, przewodniczący Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Referendarzy Sądowych:
Ogólnopolskie Stowarzyszenie Referendarzy Sadowych zgłosiło propozycje rozszerzenia kompetencji referendarzy o zadania, które nie stanowią wymiaru sprawiedliwości, a są zadaniami z zakresu ochrony prawnej – zarówno w postępowaniu cywilnym, jak i postępowaniu karnym. Więcej zadań dla urzędu referendarza nie musi oznaczać przeciążenia obowiązkami, bo to byłoby szkodliwe dla systemu sądownictwa. Kluczem jest tu odpowiednia organizacja pracy, sprawne procedury i racjonalna polityka kadrowa.

Referendarze sądowi to samodzielni urzędnicy, którzy wykonują czynności niewymagające działania sędziego, ściśle określone w ustawie. W postępowaniach wydają wprawdzie orzeczenia, ale nie czynią tego jako sąd, bo przecież nie sprawują wymiaru sprawiedliwości.

W praktyce referendarz prowadzi postępowanie wieczystoksięgowe, rozpoznaje wnioski o wpis do rejestru zastawów i do Krajowego Rejestru Sądowego. – Rozpoznajemy też wnioski o zwolnienie od kosztów sądowych oraz o ustanowienie adwokata lub radcy prawnego. Poza tym wydajemy nakazy zapłaty w postępowaniu upominawczym oraz nadajemy klauzulę wykonalności niektórym tytułom egzekucyjnym – wylicza Michał Pałka z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Referendarzy Sądowych, od dwóch lat referendarz w wydziale cywilnym Sądu Rejonowego w Pruszkowie. Dodatkowo, referendarze wykonują niektóre czynności w sprawach z zakresu prawa spadkowego – z wyłączeniem prowadzenia rozprawy, zabezpieczenia spadku oraz przesłuchania świadków testamentu ustnego.

Referendarze w zakresie wydawanych orzeczeń i zarządzeń są niezależni od organów władzy publicznej. Zdaniem wielu z nich zakres powierzonych im kompetencji mógłby być większy. Chcieliby prowadzić całościowo pewne postępowania lub ich wyodrębnione etapy. – Dzięki temu sędzia nie byłby odrywany od konstytucyjnego obowiązku wymierzania sprawiedliwości. Teraz zajmuje się nakazami zapłaty, zawieszaniem postępowania czy umarzaniem albo przekazywaniem spraw według właściwości. Te orzeczenia może, bez szkody dla rzetelności postępowania, wydawać referendarz, bo są one czynnościami wpadkowymi, pobocznymi – zauważa Michał Pałka i dodaje, że referendarze mogliby mieć również dodatkowe obowiązki w sądowym postępowaniu egzekucyjnym i postępowaniu karnym wykonawczym.

Perspektywa dla pomocnika

Piotr Kwaka, przewodniczący zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Asystentów Sędziów:
Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości dopuszcza współpracę asystenta maksymalnie z dwoma sędziami patronami. Mają m.in. współprowadzić ich referaty, kontrolować pracę sekretariatów sądowych. Jednak w praktyce taki tryb realizowania asystenckich obowiązków należy do rzadkości. Zazwyczaj pomija się przydział służbowy do imiennie wskazanego sędziego i asystent jednocześnie pracuje dla wielu sędziów. Problem w tym, że nie ma nawet nieformalnych ustaleń w sprawie kolejności przydziału spraw, a przecież każdy orzecznik uważa swoje sprawy za priorytetowe.

Po 10 latach pracy referendarz sądowy może zostać mianowany przez Ministra Sprawiedliwości na stanowisko starszego referendarza sądowego. Aby tak się stało, podczas całego okresu zatrudnienia musi mieć wyłącznie pozytywne okresowe oceny kwalifikacyjne oraz nie być karanym dyscyplinarnie.

Takiej ścieżki awansu nie przewiduje się w przypadku asystentów sędziego. Asystenci postulują więc, by na wzór referendarza stworzyć stanowisko starszego asystenta sędziego. Problem w tym, że osoby wykonujące tę pracę nie wiążą z nią swojej przyszłości. Co roku brakuje chętnych do wykonywania zawodu asystenta, obecnie w sądach jest ok. 250 wakatów dla tego typu specjalistów.

Pewne pomysły na podniesienie rangi asystenta wychodzą ze środowiska sędziowskiego. Jednym z nich jest połączenie zawodów asystenta i referendarza. Asystenci otrzymaliby w ten sposób uprawnienia procesowe. Z kolei dla referendarzy pełnienie funkcji asystenckich oznaczałoby oderwanie się od rutyny wykonywania tych samych czynności. – Tak ukształtowane kompetencje i zadania asystento-referendarzy dawałyby im również większe szanse w staraniach o urząd sędziego – postulował sędzia Jarema Sawiński z Krajowej Rady Sądownictwa podczas debaty „Jeśli nie sędzia, to kto” poświęconej zagadnieniu statusu asystenta i referendarza w strukturze polskiego wymiaru sprawiedliwości, którą w marcu br. zorganizowała Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

Na perspektywę takiej fuzji asystenci patrzą przychylnym okiem, bo to zwiększyłoby ich kompetencje i stworzyło większe możliwości rozwoju zawodowego. Inaczej widzą to referendarze. – W sądach potrzebni są jedni i drudzy, z takim właśnie podziałem zadań: pomoc sędziemu i niezależne orzekanie – twierdzi Michał Pałka z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Referendarzy Sądowych.

Dziś praca asystenta bądź referendarza traktowana jest jako przystanek w drodze do zawodu sędziego. Taką ścieżkę kariery wybrała m.in. Karolina Sienica z Sądu Okręgowego w Gliwicach. Pracę na stanowisku asystenta rozpoczęła siedem lat temu z myślą o zdobyciu sędziowskich szlifów. Jej zdaniem pomoc sędziemu stwarza większe możliwości przygotowania do zawodu niż aplikacja. – Trzeba jednak zabiegać o pracę w różnych wydziałach. Ja pracowałam w wydziale karnym, ale prosiłam sędziów innych wydziałów o zlecanie projektów, bym mogła nabrać doświadczenia w różnych dziedzinach prawa – opowiada Karolina Sienica, która niedawno zdała egzamin sędziowski, a obecnie przystępuje do konkursów na etat sędziego.

Kwestia wynagrodzenia

Zarobki referendarzy sądowych, a zwłaszcza asystentów sędziego, którym przy zatrudnieniu stawia się podobne wymogi formalne co referendarzom, nie są wysokie w porównaniu do uposażeń osób wykonujących inne zawody prawnicze. Asystent w sądzie rejonowym zarabia 2,6 – 3 tys. zł brutto, w sądzie okręgowym 3 – 3,4 tys. zł brutto, zaś w sądzie apelacyjnym 3,4 – 3,8 tys. zł brutto. Tymczasem referendarz otrzymuje pensję w wysokości 75 proc. najniższego wynagrodzenia sędziego sądu rejonowego, co daje kwotę ok. 4,2 tys. zł netto miesięcznie.

Co jest największą motywacją w tej pracy? Jak mówią asystenci i referendarze – przede wszystkim możliwość uczestniczenia w wymierzaniu sprawiedliwości. Są też inne, bardziej przyziemne powody do satysfakcji. – Tak to już jest, że dobrego asystenta poznaje się po projekcie uzasadnienia. Jak ktoś wykonuje swą pracę rzetelnie, to sędziowie chcą z nim pracować i to jest dla mnie nagroda – mówi jedna z krakowskich asystentek.

Autorka jest dziennikarką