Prezydencja pomocnego prawa

Opriorytetach resortu sprawiedliwości podczas polskiego przewodnictwa w Radzie Unii Europejskiej rozmawiamy z Igorem Dzialukiem, Podsekretarzem Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości odpowiedzialnym za współpracę międzynarodową.

– Rada Unii Europejskiej złożona z ministrów poszczególnych krajów członkowskich to tylko jeden z organów decyzyjnych Unii, obok Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego oraz Rady Europejskiej wyznaczającej kierunek działań politycznych podczas szczytów przywódców państw UE. Jakie realne znaczenie będzie miała nasza prezydencja?

– Prezydencja to półroczne przewodnictwo przypadające każdemu z krajów członkowskich. Nie jest to na pewno okres rządzenia w UE, kiedy kraj przewodniczący może robić wszystko, co mu się podoba. Metoda pracy w Radzie jest metodą negocjacyjną, kraj przejmujący przewodnictwo wchodzi w już trwające prace nad propozycjami nowych aktów prawnych. Dlatego rolą prezydencji jest przede wszystkim ucieranie stanowisk, nakłanianie do kompromisów poszczególnych krajów członkowskich.

– Minister Sprawiedliwości przed prezydencją prowadził intensywne konsultacje ze swoimi odpowiednikami z innych krajów UE. Czy ustalono wtedy priorytety polskiej prezydencji?

– Oczywiście, od dawna już wiemy, jak mogą się rozkładać stanowiska państw członkowskich w konkretnych sprawach. Inicjatywę ustawodawczą w UE ma przede wszystkim Komisja (w obszarze współpracy w sprawach cywilnych jest to jej kompetencja wyłączna), więc najpierw z nią konsultowaliśmy nasze propozycje, by następnie poddać je dwustronnym negocjacjom z państwami członkowskimi, których zdanie wydawało nam się interesujące i kluczowe. Prowadziliśmy też rozmowy ze służbami prawnymi Rady, z sekretariatem generalnym Rady oraz komisjami Parlamentu Europejskiego.

Znakiem polskiej prezydencji chcemy uczynić otwarcie negocjacji na temat europejskiego prawa umów. Debata naukowa na ten temat toczy się w Europie bodaj od 20 lat. Chcemy zaproponować dość nowatorskie podejście, które nie harmonizuje systemów prawa cywilnego krajów członkowskich, bo jest duży opór wobec tego typu rozwiązań, ale zakłada utworzenie dodatkowych wspólnych ram prawnych. Ramy te byłyby równoległym do systemów krajowych tzw. instrumentem opcjonalnym, który w przypadku wyboru przez strony transakcji regulowałby transgraniczne umowy sprzedaży. W pierwszym etapie objęłyby umowy zawierane drogą elektroniczną.

– To tzw. blue button, czyli unijny „niebieski przycisk”, którego użycie w transakcji internetowej oznaczałoby akceptację określonych reguł sprzedaży.

– Widzimy w tym rozwiązaniu zalety dla przedsiębiorców, dla których rozszerzą się możliwości sprzedaży w innych państwach niż rodzime. Jest to zwłaszcza środek dla małych i średnich firm mających dziś problem z obsługą prawną przy sporach handlowych toczących się w obcym państwie, w oparciu o obce prawo.

– Dziś przedstawiciele wielu firm z państw UE tłumaczą, że nie chcą sprzedawać przez Internet do Polski, gdyż nie rozumieją naszego systemu prawnego. Dla swojej wygody będą więc chcieli toczyć ewentualne spory w swoim kraju, jednak ze szkodą dla polskich konsumentów.

– Europejskie prawo konsumenckie wychodzi z założenia, że w transakcjach transgranicznych to konsument jest stroną słabszą, dlatego spory związane ze sprzedażą konsumencką poddane są co do zasady jurysdykcji sądów kraju konsumenta. Przyjęcie instrumentu opcjonalnego sprawi, że w przypadku jego wyboru przez strony ewentualny spór będzie rozstrzygany w oparciu o te same przepisy prawa, niezależnie od tego, jaki sąd będzie orzekał. Były badania opinii społecznej co do skuteczności ochrony prawnej konsumentów. Okazuje się, że są kraje, np. skandynawskie, w których uważa się, że system krajowej ochrony jest skuteczniejszy od europejskiego. Ale całe południe Europy skłania się do stwierdzenia, że prawo europejskie będzie lepiej chronić interesy konsumentów. W Polsce też myśli się podobnie.

Według informacji Komisji Europejskiej ponad 60 proc. transakcji transgranicznych w ogóle nie dochodzi dziś do skutku. Dlatego, poprzez możliwość wyboru instrumentu opcjonalnego, strony transakcji w ogóle będą mogły doprowadzić taką transakcję do skutku. I to będzie największa korzyść, bo w Internecie ceny są z reguły niższe niż na rynku tradycyjnym.

Uda się przyjąć ten mechanizm w zaledwie pół roku?

– To nie jest nasz autorski projekt. Pierwsze pomysły wzięły się z dyskusji naukowców, głównie niemieckich. Myślę, że blue button to perspektywa kilku prezydencji po nas. To projekt długofalowy, wymagający długiej dyskusji.

– Jakie rozwiązania prawne oprócz „przycisku” chce promować podczas prezydencji Ministerstwo Sprawiedliwości?

– Toczą się w tej chwili negocjacje nad rozporządzeniem dotyczącym dziedziczenia. Będziemy je kontynuować po prezydencji węgierskiej. Naszym celem jest zakończenie negocjacji w Radzie do końca tego roku.

To trudny przedmiot. Rozporządzenie opiera się na założeniu, że w przypadku spadkobrania, także transgranicznego, powinien być tylko jeden sąd właściwy oraz jeden system prawa właściwego dla całego spadku, niezależnie od tego, gdzie znajdują się jego poszczególne składniki. Dziś do każdej z takich nieruchomości najczęściej właściwy jest sąd innego państwa i właściwe jest inne prawo. Czyli do jednego spadku potrzeba kilku postępowań. Każde z nich kosztuje i powoduje trudność, bo trzeba występować w każdym sądzie, niewykluczone są nawet różne rozstrzygnięcia. Powoduje to chaos i niepewność prawa dla obywateli.

Zasada jednego spadku, jednego prawa i jednego sądu może jednak wywołać taki skutek, że rozstrzyganie o spadku np. obywatela Polski zapadnie w oparciu o inne prawo, niż obowiązujące w Polsce, co może wywołać poczucie krzywdy, bo w Polsce zapadłoby inne orzeczenie.

– Takie poczucie krzywdy pojawia się przy ustalaniu przez zagraniczne sądy prawa do dzieci rozwodzących się małżonków, którzy mają różne obywatelstwa. Jak będzie ustalana właściwość sądu i właściwość prawa w przypadku dziedziczenia?

– To będzie miejsce ostatniego zwykłego pobytu spadkodawcy. Wyrok będzie wiążący na terenie całej Unii, ale zapewnimy pewną elastyczność. Przyszły spadkodawca, w drodze oświadczenia składanego za życia, będzie mógł wybrać inny system prawny. Autonomia wyboru będzie jednak ograniczona do prawa właściwego dla jego obywatelstwa.

Przewidziane są też gwarancje dotyczące krajowych systemów prawa rzeczowego. Zagraniczne orzeczenie spadkowe w przedmiocie nieruchomości będzie podlegało procedurze wpisu do księgi wieczystej, której rozporządzenie nie reguluje. Czyli będzie kontrola zgodności takiego orzeczenia z wcześniejszymi wpisami do księgi w kraju położenia nieruchomości, co zabezpieczy przed ewentualnymi nieprawidłowościami w postępowaniu prowadzonym za granicą. Liczymy, że tę sprawę uda się zamknąć w Radzie do końca polskiej prezydencji.

– Kolejny priorytet dotyczy przedsiębiorców. Mają uzyskać dostęp do zagranicznych rejestrów gospodarczych.

– Tu dopiero rozpoczynają się negocjacje z krajami członkowskimi i chcemy je w pół roku zakończyć. Krajowe rejestry gospodarcze będą udostępniać w trybie on-line dane o przedsiębiorcach, co wzmocni pewność obrotu prawnego. Jednym z problemów jest zakres informacji do ujawnienia. Co ciekawe, niektóre zagraniczne rejestry ujawniają ich więcej niż polskie, bo u nas ogranicza to ochrona danych osobowych. Chodzi np. o informacje dotyczące powiązań kapitałowych. W niektórych krajach z rejestru można uzyskać dane nie tylko o zależności od innej spółki, ale też zobaczyć jej strukturę właścicielską. To spore ułatwienie.

– Ministerstwo chce promować w UE prawa ofiar przestępstw. Wydaje się, że w Polsce w ostatnich latach w tym zakresie zrobiono wiele. Co można jeszcze poprawić?

– Prawa pokrzywdzonych są jednym z ważniejszych priorytetów polskiej prezydencji. To truizm, ale trzeba upodmiotowić ofiarę w postępowaniu karnym, w większym stopniu w Europie uwzględnić jej prawa procesowe. Nasz status oskarżyciela posiłkowego wcale nie jest powszechny, w wielu krajach ofiary nie są podmiotami postępowania, tylko świadkami.

W UE obowiązuje decyzja ramowa o pozycji ofiary w postępowaniu karnym pochodząca sprzed 10 lat. Jest pewne doświadczenie wynikające z jej stosowania, które pokazuje, gdzie są słabości tego systemu. Często pokrzywdzony tuż po tym, gdy padł ofiarą przestępstwa, zostaje sam, bez pomocy. Przy tej skali migracji w Europie nie sposób jest liczyć tylko na pomoc konsulatu.

– Chodzi o to, by lepiej traktować polskich obywateli w innych krajach UE, czy też o harmonizację prawa w zakresie pokrzywdzonych?

– O to drugie. Chcemy ustalić pewien zespół praw, które by przysługiwały pokrzywdzonym w każdym z krajów członkowskich – od prawa do tłumaczenia informacji o uprawnieniach i czynnościach procesowych, po uprawnienia do opieki medycznej, psychologicznej czy każdej innej, która może być potrzebna. Jesteśmy na takim etapie, że Komisja Europejska 18 maja br. ogłosiła pakiet propozycji w tym zakresie. I teraz państwa członkowskie na to odpowiadają.

Chcemy też pracować nad europejskim nakazem ochrony, którego jesteśmy współautorami. Dotyczy on środków orzekanych dla ochrony pokrzywdzonego w postępowaniu karnym, w szczególności zakazów i nakazów nakładanych na podejrzanego czy skazanego – np. zakazu zbliżania się do ofiary, przebywania w określonych miejscach, mieszkania z pokrzywdzonym w akcie przemocy domowej. Obecnie te środki są skuteczne jedynie na terytorium państwa, które wydało dany nakaz. Rozszerzenie go na inne kraje odbywałoby się z inicjatywy pokrzywdzonego, kiedy np. będzie wyjeżdżał na zagraniczny urlop. Wtedy zwróci się do sądu w swoim kraju, który nakaz wydał, o wystawienie certyfikatu dającego identyczną ochronę w państwie docelowym UE. Z jednym zastrzeżeniem – tam będzie wykonywany środek ochrony tożsamy co do skutku, ale przewidziany przez tamtejsze prawo.

Chcemy też, dla równowagi, rozpocząć negocjacje w sprawie dyrektywy o prawie do adwokata dla podejrzanego. Będziemy bazować na orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Z zaskoczeniem przyjęliśmy wyniki kilku badań, z których wynika, że prawo do obrońcy jest w UE zróżnicowane. Zdarza się, że przy niektórych typach przestępstw okres, w którym można pozbawić podejrzanego kontaktu z adwokatem, wynosi nawet kilka tygodni. Chcemy, by prawo to obowiązywało od możliwie najwcześniejszego etapu postępowania.

– Ministerstwo chce też podjąć w UE temat zwalczania pornografii dziecięcej.

– W grudniu 2010 r. Rada przyjęła projekt dyrektywy w sprawie zwalczania niegodziwego traktowania w celach seksualnych i wykorzystywania seksualnego dzieci oraz pornografii dziecięcej. Jest on obecnie przedmiotem dyskusji w Parlamencie Europejskim i nasza prezydencja będzie szukać porozumienia pomiędzy Parlamentem i Radą, by projekt uchwalić.

Dyrektywa dotyka gorącego tematu granic wolności słowa w Internecie. W szczególności chodzi o możliwość usuwania treści przestępczych z Internetu i blokowania dostępu do nich. Choć większość stron z pornografią jest na serwerach poza UE, zaś rozwiązania unijne nie wiążą innych krajów, to każda kwestia ograniczenia swobód obywatelskich wywołuje kontrowersje. Rada przyjęła tę dyrektywę z przepisem przewidującym obowiązek blokowania stron z pornografią dziecięcą. Parlament nie ma tu jeszcze stanowiska, ale komisja parlamentu opowiedziała się za fakultatywnym blokowaniem.

– A co się kryje za hasłem intensyfikacji kontaktów UE z USA i Rosją w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości, do czego chce doprowadzić polska prezydencja?

– UE gwarantuje wzmocnioną pozycję państw członkowskich wobec rozwiązań bilateralnych. USA i UE mają podpisane programy partnerstwa, które wyrażają się dwoma umowami o pomocy prawnej i ekstradycji. Takich umów nie ma z Rosją, ale rozmowy o nich trwają. Chcemy doprowadzić do dalszego ich postępu.

Rozmawiał

Autor jest dziennikarzem