Informacja publiczna o działalności sądów powszechnych – rozwiązania praktyczne

Sąd to organ władzy publicznej, dlatego prawo osób postronnych do informacji o jego działalności jest kwestią bezdyskusyjną. Jak zgodnie z ustawą, a przy tym z pożytkiem dla wizerunku wymiaru sprawiedliwości, realizować wnioski z u.d.i.p.?

Prawo do informacji o działalności sądów, o sędziach, referendarzach, a także urzędnikach sądowych, jest prawem każdego obywatela. Ten truizm wynika z art. 61 Konstytucji RP, który zagwarantował prawo do wiedzy o funkcjonowaniu państwa, nie pomijając sądów i trybunałów.

Zgodnie z art. 61 ust. 1 i 2 Konstytucji „Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje również uzyskiwanie informacji o działalności organów samorządu gospodarczego i zawodowego, a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa”, a „Prawo do uzyskiwania informacji obejmuje dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu”. Takiego uprawnienia nie zawierała żadna z polskich konstytucji, zaś umieszczenie art. 61 w podrozdziale „Wolności i prawa polityczne” oznacza, że ustrojodawca chciał stworzyć obywatelom instrument wspierający procesy demokratyczne. Założenie jest proste: wiedza o wykonywaniu zadań publicznych i gospodarowaniu majątkiem publicznym umożliwia podejmowanie świadomych decyzji przez suwerena, którym jest społeczeństwo.

Tryb dostępu do informacji reguluje ustawa z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (u.d.i.p.), która weszła w życie 1 stycznia 2002 r. Niebawem upłynie dekada obowiązywania „prawa dostępu do informacji publicznej” (art. 2 ust. 1 u.d.i.p.). Konstytucja i przepisy u.d.i.p. diametralnie zmieniły obowiązki sądów w zakresie informowania o ich działalności, dając tzw. zwykłym obywatelom dostęp do informacji, który wcześniej nierzadko kojarzono wyłącznie z procesowymi uprawnieniami stron lub ich pełnomocników.

Rzecznikom prasowym sądów prawo do informacji kojarzy się głównie z Prawem prasowym (art. 4 i 11 Prawa prasowego) oraz § 92 ust. 4 Regulaminu urzędowania sądów powszechnych. To słuszne konotacje, ale nie wolno zapominać, że w Polsce istnieje cała rzesza obywateli, którzy są co najwyżej obserwatorami postępowania sądowego. To z myślą o nich powstała regulacja ustawowa przysparzająca w sądach tak wiele wątpliwości.

Sąd przy otwartej kurtynie

Dlaczego zapewniamy prawo do informacji o działalności sądu? Odpowiedź na to pytanie można sprowadzić do argumentów czysto prawnych. Sąd jest organem władzy publicznej w rozumieniu art. 61 ust. 1 Konstytucji i art. 4 ust. 1 u.d.i.p.

Dla każdego prezesa sądu powinno być sprawą prestiżową, aby sądy powszechne, stojąc na straży konstytucyjnego prawa do informacji, realizowały jednocześnie własne obowiązki informacyjne zgodnie z prawem (do załatwiania wniosków z u.d.i.p. zobowiązany jest prezes sądu, zob. wyrok NSA z 16 grudnia 2005 r., OSK 1782/04). Obowiązujący w Polsce konstytucyjny standard wyprzedza pod tym względem zakres prawa do informacji zaproponowany w Konwencji Rady Europy z T romsø z dnia 18 czerwca 2008 r. o dostępie do dokumentów urzędowych. Z Konstytucją się nie dyskutuje (art. 8) i na tym dywagacje należałoby zakończyć, ale w praktyce urzędowania sądów dostrzec można pewien sceptycyzm wobec wspomnianych obowiązków.

Niechęć do udostępniania informacji publicznych o działalności sądów wynika m.in. z powątpiewania, czy idealistyczne założenie o „informacyjnej kontroli” władzy publicznej sprawowanej przez obywateli powinno dotyczyć sądów i sędziów, skoro sędziowie nie są wybierani w wyborach powszechnych. Zgodnie z takim podejściem, prawo do informacji o działalności sądu i sędziów nie odgrywa tak zasadniczej roli, jak wiedza o działalności np. urzędu miasta, radnego czy parlamentarzysty. To jednak błędne przekonanie, gdyż opiera się na założeniu, że sądownictwo to „samotna wyspa” w demokratycznym państwie prawa. Tak oczywiście nie jest, zaś organizacja sądów powszechnych opiera się na ustawie pochodzącej od Parlamentu.

Bardzo często padają też argumenty o związanym z obsługą wniosków z u.d.i.p. rzekomym paraliżu funkcjonowania wydziałów lub oddziałów sądu, wysokich kosztach tej obsługi, a także dobrach prawnych, które zostałyby naruszone na skutek ujawnienia wnioskowanych informacji. W każdym z tych argumentów tkwi ziarno prawdy, choć więcej tu polemicznych uproszczeń.

Otóż dostęp do informacji publicznej nie jest nieograniczony (wyraźnie wynika to z art. 5 u.d.i.p.), zaś informacja publiczna nie zawsze jest bezpłatna (art. 15 u.d.i.p.). Znane są wprawdzie przypadki, w których sposób wykonywania prawa do informacji kompromituje ideę leżącą u podstaw tej szlachetnej instytucji. Fatalnie sformułowane wnioski o udostępnienie informacji publicznej, podszyte nieufnością, lekceważeniem i awersją do sądu powszechnego, prowadzą do sytuacji, w których prezesi otrzymują pisma zmierzające de facto do utrudnienia pracy oddziałów administracyjnych lub poszczególnych wydziałów sądu.

Być może jednym z takich osobliwych przykładów jest treść wniosku z u.d.i.p. zacytowana in extenso w uzasadnieniu wyroku NSA z 17 października 2006 r. (I OSK 1347/05), brzmiąca: „sporządzić wykaz pracowników wszystkich u was pracujących, kogo się zwalnia lub planuje zwolnić, podać powody, kogo zatrudnić i dlaczego, do powyższego podać, kto jaką funkcję pełni, wielkość etatu, posiadane kwalifikacje i kompetencje, sprawa dotyczy waszego urzędu i wam podległych zakładów i jednostek organizacyjnych, udostępnić posiadane dokumenty” (pisownia oryginalna).

Nie należy jednak popadać w skrajności i twierdzić, że tego typu ekstremizmy są „twarzą” obywatelskiego prawa do informacji, a obowiązek informacyjny paraliżuje działalność sądów. W przywołanej sprawie prezes sądu odmówił dostępu do informacji twierdząc, w ocenie NSA zasadnie, że tego rodzaju informacje stanowią tzw. „informacje przetworzone”, które udostępnia się jedynie wówczas, gdy w sprawie wystąpi „szczególnie istotny interes publiczny” (art. 3 ust. 1 pkt 1 u.d.i.p.).

Waga dostępu do informacji

Z ustawy wyraźnie wynika, że posiadacz informacji publicznej nie ma prawa dopytywać wnioskodawcy o cel jej pozyskania (art. 2 ust. 2 u.d.i.p.), a wniosków nie trzeba w jakikolwiek sposób uzasadniać. W sądowej praktyce rozpatrywanie wniosków często jednak opiera się na domniemywaniu złej wiary wnioskodawcy i antycypowaniu rzekomo szkodliwego użytku z pozyskanej informacji. Tymczasem szereg osób, którym zależy na dostępie do informacji publicznej, korzysta z tego prawa nie po to, aby dokonywać pozamerytorycznej kontestacji wymiaru sprawiedliwości, lecz po to, by choć częściowo poznać istotę sprawowania władzy sądowniczej. Najlepszym przykładem takiego podejścia są żądania dostępu do orzecznictwa.

Radca prawny lub adwokat, który sporządza skargę konstytucyjną i pragnie udowodnić niekonstytucyjność dysfunkcyjnych przepisów prowadzących do skrajnych rozbieżności interpretacyjnych, nie ma innej możliwości, aniżeli pozyskiwać orzeczenia w trybie u.d.i.p. i wnosić o włączenie ich w poczet materiału dowodowego. Arogancją byłoby oczekiwanie, że Trybunał Konstytucyjny wyręczy profesjonalistę zwracając się do Sądu Najwyższego bądź Naczelnego Sądu Administracyjnego co do wykładni określonego przepisu w orzecznictwie. Zresztą, nie trzeba daleko szukać – udostępnianie informacji publicznej w postaci np. orzecznictwa sądów apelacyjnych, których wypowiedzi mają w obszarze apelacji nie mniejsze znaczenie niż poglądy Sądu Najwyższego, może prowadzić do stabilizowania poglądów judykatywy.

Rzecz jasna, dostęp do informacji publicznych nie przynosi korzyści wyłącznie tzw. profesjonalistom. Zauważmy, że edukacja obywatelska, w tym edukacja prawnicza, niezależnie do kogo ją adresujemy, nie jest już możliwa bez znajomości orzecznictwa. Wyrok sądu to odbicie pewnych zjawisk społecznych i nie należy się dziwić, jeśli organizacje pozarządowe zajmujące się np. prawami pracowniczymi interesują się choćby karnoprawną ochroną bezpiecznych warunków pracy. Z kolei przedsiębiorcy chcą mieć dostęp do orzecznictwa z myślą o szacowaniu ryzyka prawnego w danej dziedzinie obrotu gospodarczego. O zapotrzebowaniu dziennikarzy na informację nie trzeba się rozwodzić (art. 3a Prawa prasowego).

Wreszcie należy zwrócić uwagę na niedoceniane przez prawników „psychologiczne” skutki bezzasadnego odmawiania i ograniczania dostępu do informacji w sądach. Im dłużej zwleka się z udostępnieniem takiej informacji lub unika zajęcia merytorycznego stanowiska (chociażby negatywnego, np. wydania decyzji odmownej z powołaniem się na ochronę danych osobowych), tym bardziej rośnie nieufność i poczucie wnioskodawcy, że sąd „ma coś do ukrycia”.

Zaufanie do wymiaru sprawiedliwości można nadwyrężyć poprzez biurokratyzowanie dostępu do informacji, np. jeśli w trakcie rozpoznawania wniosku sąd popełnia „szkolne” błędy, choćby uzależniając rozpatrzenie wniosku od odręcznego podpisania żądania złożonego pocztą elektroniczną. Wiele prozaicznych informacji dotyczących funkcjonowania sądu (np. zasad urzędowania, procedur wglądu do akt wieczystoksięgowych, dostępności przewodniczącego wydziału itp.) można udostępnić niezwłocznie za pomocą telefonu, ustnie lub poprzez e-mail, co zresztą ustawa stara się promować (art. 3 ust. 2, art. 10 ust. 2 u.d.i.p.). Zamiast tego korzysta się z formalistycznego trybu odpowiedzi na piśmie. Odpowiedź dotycząca prozaicznych informacji nadesłana po upływie 14 dni często antagonizuje, zamiast budować partnerskie relacje sąd-obywatel.

Informacja publiczna czyli co konkretnie?

Pierwszym etapem załatwienia wniosku przez sąd jest odszukanie żądanej informacji. Jak bowiem stanowi art. 4 ust. 3 u.d.i.p., aby powstał obowiązek udostępnienia informacji, organ musi posiadać wnioskowaną informację. Nie jest przy tym istotne, czy sąd jest „wytwórcą” informacji, czy też „zaledwie” zgromadził ją w toku wykonywania swych zadań publicznych lub w ramach gospodarowania majątkiem publicznym.

Bolączką w praktyce urzędowania sądów powszechnych jest próba odpowiedzi na pytanie, co w ogóle stanowi informację o „sprawach publicznych” (zob. art. 1 ust. 1 u.d.i.p.). Lakoniczna definicja legalna do dziś wzbudza uśmiech (albo przerażenie) praktyków. Stanowi ona, że „Każda informacja o sprawach publicznych stanowi informację publiczną w rozumieniu ustawy i podlega udostępnieniu na zasadach i w trybie określonych w niniejszej ustawie”. Można zaryzykować tezę, że rozumienie „informacji o sprawie publicznej” ukształtował nie tyle ustawodawca, lecz dziesięcioletnia praktyka stosowania u.d.i.p. przez sądy administracyjne. Począwszy od 2002 r. orzecznictwo sądowoadministracyjne konsekwentnie przyjmuje, że „informacją publiczną będzie każda wiadomość wytworzona lub odnosząca się do władz publicznych, a także odnosząca się do innych podmiotów wykonujących funkcje publiczne w zakresie wykonywania przez nie zadań w zakresie władzy publicznej. Informacja odnosi się do faktów” (wyrok NSA w Warszawie z 12 grudnia 2006 r. – I OSK 123/06). Faktem zaś obejmuje się „każdą czynność i każde działanie organu władzy publicznej tak w sferze prawa administracyjnego, jak i np. w sferze prawa cywilnego” (wyrok WSA w Krakowie z 15 października 2007 r., II SAB/ Kr 56/07).

Informacja publiczna zawsze dotyczy faktów, nie opinii. Wnioskodawcy nie zawsze potrafią zrozumieć, że nie można pytać w trybie u.d.i.p. np. o to, czy dochody sądów umieszczone w planie finansowym są „wystarczające” lub „należycie oszacowane”. Można jednak wnioskować o podanie liczbowego ujęcia konkretnej pozycji dochodów w takim planie lub poprosić o jego kserokopię.

Pomijając wątek kultury osobistej oraz taktu wnioskodawcy, trudno podzielić pogląd, że pytanie skierowane do prezesa np. o to, czy dany sędzia „jest należycie przygotowany do pełnienia obowiązków”, to wniosek o udostępnienie informacji publicznej. Zgoła odmiennie należałoby ocenić pytanie o posiadane przez sędziego stopnie, tytuły naukowe, ukończoną uczelnię lub liczbę punktów uzyskaną na egzaminie sędziowskim (por. art. 5 ust. 2 zdanie 2 u.d.i.p.). Nie zapominajmy, że zgodnie z Konstytucją i art. 5 ust. 2 u.d.i.p. prawo do informacji obejmuje uprawnienie do uzyskiwania informacji o osobach pełniących funkcje publiczne, mających związek z pełnieniem tych funkcji, w tym o warunkach powierzenia i wykonywania funkcji. Biorąc pod uwagę podstawowe zasady ustroju sądów powszechnych (np. zakaz sprawowania urzędu ze względu na powinowactwo lub pokrewieństwo, wyznaczanie do sądów gospodarczych sędziów wykazujących szczególną znajomość problematyki gospodarczej) uznać należy, że informacją publiczną stają się nawet niektóre informacje dot. stanu cywilnego, pokrewieństwa lub umiejętności prawniczych sędziego.

Zagadnienie informacji przetworzonej

Wnioskodawcy nie zawsze zdają sobie sprawę ze sposobu przechowywania danych w sądzie oraz zaplecza technicznego sądu, dlatego można spotkać się z wnioskami, w których oczekują łączenia pewnych danych, dokonywania obliczeń na bazie posiadanych dokumentów źródłowych. Jeśli w wyniku rozpoznania wniosku miałaby powstać informacja nieistniejąca w dniu jego złożenia, aczkolwiek możliwa do wytworzenia na bazie dokumentów źródłowych, to w wielu wypadkach mamy do czynienia z tzw. „informacją przetworzoną”.

W przypadku informacji przetworzonych najczęstszym błędem sądów jest natychmiastowe odmawianie dostępu na podstawie art. 3 ust. 1 pkt 1 i art. 16 u.d.i.p., podczas gdy w wielu sytuacjach wnioskodawca mógłby uzyskać interesujące go dane bez przerzucania ciężaru przetworzenia informacji na sąd. Minimum obowiązków leżących po stronie prezesa sądu to w takim przypadku poinformowanie wnioskodawcy o konieczności wskazania okoliczności budujących „szczególnie istotny interes publiczny”, przemawiających za kompilacją posiadanych informacji, a także – jeśli okoliczności na to pozwalają i co niestety często pomija się w praktyce rozpatrywania wniosków – zaproponowanie wnioskodawcy alternatywnego trybu dostępu, np. dostępu do informacji prostych, które zainteresowany mógłby opracować na własną rękę (por. art. 14 ust. 2 u.d.i.p.).

Stawianie nadmiernych barier w dostępie do informacji publicznej oraz coraz częstsze nadużywanie argumentu o konieczności rzekomego „przetworzenia informacji” łączy się z w gruncie rzeczy z problemem tzw. opłat dodatkowych. Otóż zasadą jest bezpłatny dostęp do informacji prostej lub przetworzonej. Ustawa zezwala jednak na pobranie tzw. kosztów dodatkowych udostępnienia (art. 15 ust. 1 u.d.i.p.), choć nie daje wyraźnych wskazówek, czym jest ów koszt oraz wedle jakich kryteriów ten koszt obliczać. W tego typu przypadkach to na prezesie sądu spoczywa ciężar wykazania, że sąd poniósł „koszt dodatkowy”. Ustawa nie przewiduje ryczałtu, zaliczki itp. na koszty przetworzenia informacji. Prezes sądu „jedynie” zawiadamia na podstawie art. 15 ust. 2 u.d.i.p. o wysokości opłaty, zaś w świetle niefortunnie sformułowanego przepisu czternastodniowe „milczenie” ze strony wnioskodawcy oznacza zgodę na finansowe warunki. Po upływie tego terminu sąd powinien zatem przystąpić do udostępnienia informacji – nie mając żadnej gwarancji, że wnioskodawca pokryje koszty przetwarzania informacji.

U.d.i.p. w sądzie – przewodnik
Oto kilka najważniejszych zasad, o których należy pamiętać rozpatrując wniosek o udostępnienie informacji publicznej:

1. Po stronie wnioskodawcy nie istnieją szczególne wymogi formalne, a zwłaszcza nie stosuje się procedury administracyjnej określonej w k.p.a., aż do chwili wydania decyzji odmownej lub umarzającej (wyrok NSA z 24 maja 2006 r., sygn. I OSK 601/05). Ustawa nie wymaga (co do zasady) wykazywania interesu faktycznego lub prawnego wnioskodawcy w uzyskaniu dostępu do żądanej informacji (art. 2 ust. 2 u.d.i.p.). Błędne oznaczenie pisma nie jest przeszkodą do jego załatwienia w trybie u.d.i.p. Wniosków nie trzeba wnosić w tradycyjnej papierowej postaci, można to uczynić drogą elektroniczną. Nie istnieje żaden urzędowy formularz. Wniosek o udzielenie informacji publicznej może przybrać każdą formę, o ile wynika z niego w sposób jasny, co jest jego przedmiotem (wyrok WSA w Krakowie z 2 marca 2010 r., sygn. II SAB/Kr 133/09). Odformalizowana procedura ma sprzyjać kontaktom z wnioskodawcą i ewentualnemu wyklarowaniu wątpliwości odnośnie zakresu żądania.

2. Należy ustalić, czy pismo jest w istocie wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej. Wniosek musi dotyczyć faktów i stwarzać realną możliwość wyszukania informacji publicznej na podstawie obiektywnego kryterium. Żądanie wydania kserokopii np. „wszystkich wyroków dot. przemocy w rodzinie wydanych w czerwcu 2011 r.” lub „wszystkich orzeczeń niekorzystnych dla Skarbu Państwa” tylko z pozoru jest takim wnioskiem. Zacytowane kryteria poszukiwania informacji są nad wyraz umowne, subiektywne, a w skrajnych wypadkach sąd musiałby spekulować o intencjach autora pisma. Co innego wniosek o udostępnienie kserokopii np. „wyroku w sprawie oskarżonego o czyn z art. 207 k.k.”, który daje precyzyjne kryterium wyszukania informacji w zbiorze. Informacja musi dotyczyć „sprawy publicznej”, a w szczególności zagadnień wymienionych w art. 6 ust. 1 u.d.i.p. Informacja musi dotyczyć faktów, przy czym sąd nie musi być wcale wytwórcą tej informacji, a „jedynie” jej posiadaczem. Jeśli wnioskodawca nie sprostał tym wymogom, wystarczy go zawiadomić, że żądanie nie dotyczy informacji o sprawie publicznej.

3. Należy sprawdzić, czy sąd w ogóle posiada wnioskowaną informację (art. 4 ust. 3 u.d.i.p.). Jeśli informacja nie istnieje albo przekazano ją do innego podmiotu władzy publicznej, wystarczy, aby prezes zawiadomił wnioskodawcę o tej okoliczności (zob. wyrok WSA w Warszawie z 6 lipca 2006 r., sygn. II SAB/Wa 48/06). Nie istnieje obowiązek przekazania wniosku „według właściwości” do domniemanego posiadacza informacji.

4. Jeśli sąd posiada wnioskowaną informację, lecz istnieje odrębny tryb dostępu (np. księgi wieczyste, KRS, KRK), to wystarczy zawiadomić o tym wnioskodawcę (art. 1 ust. 2 u.d.i.p.).

5. Jeśli wnioskodawca zażądał informacji opublikowanych w internetowym Biuletynie Informacji Publicznej, to na podstawie art. 10 ust. 1 u.d.i.p. wystarczy zawiadomić o tym wnioskodawcę. Sąd nie ma obowiązku zapewnienia zainteresowanemu dostępu do komputera i Internetu.

6. Jeśli wnioskodawca zażądał tzw. informacji przetworzonej (nie należy mylić „przetworzenia” informacji z „przekształceniem”, to ostatnie dotyczy zmiany nośnika, np. zeskanowania papierowego dokumentu do dokumentu elektronicznego), prezes sądu informuje o możliwości jej udostępnienia po uprzedniej weryfikacji „szczególnie istotnego interesu publicznego” (art. 3 ust. 1 pkt 1 u.d.i.p.; por. wyrok WSA w Warszawie z 27 czerwca 2007 r., sygn. II SA/Wa 112/07) lub – jeśli to możliwe w okolicznościach sprawy – proponuje dostęp do informacji „prostej”, którą wnioskodawca może „przetworzyć” samodzielnie (art. 14 ust. 2 u.d.i.p.).

7. Jeśli środki techniczne, którymi dysponuje sąd, nie umożliwiają udostępnienia informacji w sposób i w formie określonej we wniosku, prezes informuje o alternatywnych sposobach lub formie udostępnienia informacji. Jeśli wnioskodawca nie zaakceptuje zaproponowanego sposobu lub formy, po 14 dniach od dnia doręczenia zawiadomienia prezes sądu umarza postępowanie w drodze decyzji administracyjnej (art. 14 ust. 2 u.d.i.p.).

8. Udostępnianie informacji publicznej na wniosek następuje bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku. Jeżeli informacja publiczna nie może być udostępniona w ciągu 14 dni, należy powiadomić wnioskodawcę w tym terminie o powodach opóźnienia oraz o terminie, w jakim udostępni się informację, nie dłuższym jednak niż dwa miesiące od dnia złożenia wniosku (art. 13 u.d.i.p.).

9. Obowiązkiem sądu jest ochrona informacji niejawnych lub innych tajemnic chronionych ustawą, „tajemnicy przedsiębiorcy”, prawa do prywatności, danych osobowych (art. 5 ust. 1 i 2 u.d.i.p.). Ochrona taka nie może być jednak „pretekstem” do odmowy dostępu do informacji. Dlatego wpierw należy ustalić, czy możliwa jest anonimizacja źródłowej informacji. Jeśli ta nie będzie możliwa, prezes sądu wydaje decyzję administracyjną o odmowie dostępu do informacji publicznej na podstawie art. 16 u.d.i.p.

10. Jeżeli w wyniku udostępnienia informacji mają powstać koszty dodatkowe, należy oszacować i zawiadomić wnioskodawcę o obowiązku poniesienia opłaty w określonej wysokości. Nie ma przeszkód, aby prezes sądu poinformował wnioskodawcę o możliwości zmiany żądania w kierunku niegenerującym tych kosztów. Jeśli przed upływem 14 dni od dnia powiadomienia wnioskodawca nie zmieni lub nie wycofa wniosku, oznacza to, że wyraził zgodę na sposób i formę udostępnienia, wchodząc tym samym w stosunek zobowiązaniowy. Na wnioskodawcy spoczywa obowiązek zaspokojenia wynikającej stąd wierzytelności (zob. art. 7 ust. 2 i 15 ust. 1 i 2 u.d.i.p.).

Cywilnoprawny tryb dochodzenia należności za przetworzenie informacji (wraz z ciężarem dowodu spoczywającym na sądzie) lub zwykła niechęć do ich szacowania sprawiają, że częstokroć „problem” ciekawskiego wnioskodawcy likwidowany jest poprzez wymaganie od tego wnioskodawcy wykazania „interesu publicznego” w pozyskaniu informacji przetworzonej. Orzecznictwo sądowoadministracyjne identyfikuje ów interes ze sprawnością aparatu władzy publicznej, więc instytucja posiadająca informację bez trudu możne wykazać, że udostępnienie jej bardziej jej zaszkodzi (poprzez konieczność przetworzenia), niż zapewni poprawę funkcjonowania. Wówczas pozostaje już wydać decyzję odmowną i tak błędne koło niejawności się zamyka.

Dialog zamiast formalizmu

Prawo do informacji nie ma charakteru absolutnego, tym niemniej rozpatrywanie wniosków o udostępnienie informacji publicznej powinno koncentrować się przede wszystkim na współpracy z wnioskodawcą. Ideą ustawodawcy było w tym przypadku stworzenie pewnego mechanizmu poszukiwania kompromisu między transparentnością życia publicznego a ochroną żywotnych interesów jednostki i państwa, nie zaś dostarczenie organom władzy publicznej kolejnego oręża do biurokratycznej walki z wnioskodawcami.

Przepisy u.d.i.p. zaprojektowano tak, by podmiot udostępniający informację skupiał się przede wszystkim na meritum problemu, a więc dopuszczalnym zakresie udostępnienia informacji, z uwzględnieniem ochrony informacji wrażliwych. Warto więc skupić się na tym aspekcie rozpatrywania wniosków z u.d.i.p., zamiast uprawiania proceduralnej ekwilibrystyki dotyczącej np. formy wniosku, konieczności przetworzenia żądanej informacji, szacowania kosztów takiego przetworzenia bądź wyznaczania coraz to nowych terminów na załatwienie wniosku.

Autor jest radcą prawnym, doktorem nauk prawnych, adiunktem w Katedrze Prawa Konstytucyjnego WPAiE Uniwersytetu Wrocławskiego, współpracownikiem Centrum Badań Prawnych i E konomicznych Aspektów Komunikacji Elektronicznej WPAiE UWr