Pomoc obywatelowi czy porada prawna? Analiza obowiązujących przepisów

Sąd nie udziela porad prawnych – na taki slogan w kontaktach z obywatelami powołują się niektórzy sekretarze sądowi. Wynika on z nadinterpretacji, nie zaś interpretacji przepisów, wydaje się też sprzeczny ze standardami państwa prawa.

Już starożytni rekomendowali w obrocie prawnym domniemanie dobrej wiary, tzw. bona fides. W niektórych polskich sądach zdaje się obowiązywać odwrotne motto. Obserwując pracę ich sekretariatów trudno oprzeć się wrażeniu, że interesant jest w nich postrzegany jak nieproszony gość. To sytuacja na dłuższą metę nie do zaakceptowania w nowoczesnym, demokratycznym państwie, w którym podatnik jest coraz bardziej świadomy powinności, jakie ma wobec niego państwo i publiczne instytucje.

Każdy z nas musiał kiedyś prywatnie w sądzie coś załatwić. Udajemy się tam nie tylko jako strony postępowania, ale także w bieżących sprawach życia codziennego – jako świadkowie, po wypis z Krajowego Rejestru Sądowego czy zaświadczenie o spadku, jako publiczność uczestnicząca w rozprawie. Mając na uwadze, że większość społeczeństwa nie ma wykształcenia prawniczego, a nawet nie dysponuje elementarną wiedzą z tego zakresu, nie powinno nas dziwić, że interesanci prędzej czy później trafiają po pomoc do sekretariatu wydziału czy punktu obsługi interesanta. Często jednak jest to dla nich początek problemów.

Głuchy telefon

Pierwszą barierę w kontakcie z sądem stanowi niekiedy już sama próba uzyskania informacji przez telefon. Konia z rzędem temu, komu uda się dodzwonić do sądu za pierwszym razem i bez problemów otrzymać pomoc. Niedawno próbowałam prywatnie uzyskać prostą informację z repertorium o toczącym się postępowaniu w jednym z sądów w średniej wielkości mieście. Telefonowanie do Biura Obsługi Interesanta zakończyło się niepowodzeniem. Kilkakrotnie czekałam na połączenie, po czym było ono przerywane z powodu zbyt długiego… oczekiwania.

Powstaje pytanie, czy w XXI w. po prostą informację, zwykle odczytaną z repertorium, bez konieczności wertowania akt, obywatel musi jechać osobiście, czasami kilkadziesiąt kilometrów? Przecież firmy, którym zależy na klientach, udzielają informacji telefonicznych przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, 365 dni w roku. Dlaczego zatem sądy bywają niedostępne pod telefonem w godzinach urzędowania? Taka sytuacja ma swoje konsekwencje, wszak ten, kto nie uzyska informacji przez telefon, stawi się osobiście, w dodatku już na wstępie poirytowany, czemu naprawdę trudno się dziwić. W sądach obecnie funkcjonują dyrektorzy, kierownicy, komórki gospodarcze, informatycy. Zapewnienie czynnego telefonu i kompetentnego pracownika nie wymaga nowelizacji przepisów ani wprowadzania poważnych zmian organizacyjnych. Tymczasem wizerunek sądów, jako urzędów państwowych, w oczach obywatela, który nie może dodzwonić się do sądu, ponosi niepowetowane straty.

Kolejna kwestia to irracjonalny opór urzędników sądowych przed udzielaniem informacji drogą telefoniczną. Powody są różne: brak wiedzy, co można dzwoniącemu przekazać, a czego nie, strach przed odpowiedzialnością, niewłaściwe nawyki, także zbyt duża ilość obowiązków. To ostatnie, jako sędzia orzekający w dużym sądzie, jestem akurat w stanie zrozumieć, ale nie zaakceptować.

Prawo ogranicza sądy?

Przeciętny interesant sądu z pewnością nawet nie wie, że jego prawo do informacji uregulowane jest w wielu aktach, począwszy od ustawy zasadniczej, która zapewnia każdemu wolność pozyskiwania informacji, w tym informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne (art. 61 ust. 1 Konstytucji RP). Konstytucja ponadto wprowadza zasadę jawności postępowania sądowego, stanowiąc w art. 45 ust. 1, że „każdy ma prawo do (…) jawnego rozpatrzenia sprawy przez (…) sąd”.

Uprawnienia te są inkorporowane do aktów prawnych niższego rzędu. Prawo do szeroko rozumianej informacji przewiduje Ustawa o dostępie do informacji publicznej. Zajmują się nim również przepisy ustrojowe sądownictwa: Prawo o ustroju sądów powszechnych, Regulamin wewnętrznego urzędowania sądów powszechnych, Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości w sprawie organizacji i zakresu działania sekretariatów sądowych (tzw. Instrukcja sądowa), a także kodeksy regulujące poszczególne procedury sądowe.

Kluczową normą, która daje możliwość dostępu do szczegółowej informacji o toczących się sprawach sądowych, jest art. 42 § 2 i 3 u.s.p., zgodnie z którym sądy rozpoznają i rozstrzygają sprawy w postępowaniu jawnym. Rozpoznanie sprawy w postępowaniu niejawnym lub z wyłączeniem jawności jest dopuszczalne jedynie na podstawie przepisów ustaw.

Jeśli chodzi o procedurę cywilną, art. 5 i 9 k.p.c. przewidują, że w razie uzasadnionej potrzeby sąd może udzielić stronom i uczestnikom postępowania występującym bez adwokata lub radcy prawnego niezbędnych pouczeń co do czynności procesowych, zaś rozpoznawanie spraw odbywa się jawnie, chyba, że przepis szczególny stanowi inaczej. Strony i uczestnicy postępowania mają prawo przeglądać akta i otrzymywać wypisy. Jawność posiedzeń sądowych w sprawach cywilnych deklaruje m.in. przepis art. 148 k.p.c.

Z kolei jawność rozprawy karnej przewiduje art. 355 k.p.k., statuując, że „rozprawa odbywa się jawnie. Ograniczenia jawności określa ustawa”, zaś art. 156 k.p.k. dopuszcza możliwość udostępniania akt sądowych za zgodą prezesa osobom innym, niż strony i ich pełnomocnicy.

Obowiązująca w obu procedurach tzw. jawność zewnętrzna posiedzeń sądowych odnosi się właśnie do tzw. osób trzecich (publiczności), tym samym stanowi ważny czynnik edukacji kształtującej świadomość prawną obywateli. Jawne są rozprawy i wokandy, na których znajdują się nazwiska sędziów, sekretarzy, stron i świadków oraz określenie rodzaju sprawy.

Kwestia tożsamości

W sekretariatach sądowych, a nawet niektórych punktach obsługi interesanta, wypytuje się petentów o wszelkie możliwe dane osobowe, a także powód zainteresowania daną kwestią. Niestety, rutyną technokratów jest nieufność wobec obywateli, spowodowana najpewniej brakiem pewności co do tego, kto faktycznie zwraca się o informację. Dotyczy to zwłaszcza osób, które proszą o pewne dane przez telefon, bowiem nie ma możliwości ustalenia ich tożsamości. Tymczasem założenie, że każdy dzwoniący do sądu to potencjalny ciekawski (podający się za stronę), którego celem jest wyłudzenie danych, wydaje się urzędniczym nawykiem rodem z poprzedniej epoki.

Obecnie, jeśli chodzi o strony i uczestników postępowania, a także pełnomocników i inne osoby uprawnione na podstawie przepisów szczególnych, pracownicy sądu powinni udzielać pełnej informacji o toku spraw, zaś żądanie złożenia przez te osoby pisma może wynikać wyłącznie z wyraźnych przepisów postępowania (vide art. 51 Regulaminu sądowego). Warto przy tym zauważyć, że w niektórych systemach o znacznie starszej niż nasza kulturze prawnej (np. brytyjskim), zaufanie do obywatela jest tak duże, że nawet doręczenia sądowe, skutkujące określonymi konsekwencjami prawnymi, nie są dokumentowane, w tym przypadku tzw. zwrotkami pocztowymi.

Z kolei jedynie w przypadku udostępnienia stronie akt do przejrzenia, wydania dokumentów złożonych w sprawie albo wydania dokumentów na podstawie akt, realizacja żądania może nastąpić po wykazaniu przez stronę tożsamości, a w przypadku innych osób niż strona – dodatkowo po wykazaniu uprawnienia wynikającego z przepisów postępowania sądowego (§ 92 ust. 1 Regulaminu urzędowania sądów powszechnych).

W polskich sądach rozmowy telefoniczne są dla bezpieczeństwa nagrywane, tak więc ewentualne nadużycie dotyczyłoby osoby „podszywającej się” za kogoś innego, nie zaś sekretarza sądowego. Warto, by urzędnicy sądowi zechcieli przyjąć, że udzielenie odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania, np. o treść orzeczenia, prawa świadka, skutki niestawiennictwa, zasady uzyskania pomocy prawnej z urzędu, także o to, gdzie złożyć pismo procesowe czy jak zrozumieć zarządzenie sądu często napisane niezrozumiałym językiem prawniczym, nie wymaga ani legitymowania osób pytających, ani nie narusza żadnego przepisu.

Z zasady logicznego wnioskowania wynika, że skoro przepisy szczególne regulują sytuacje, kiedy interesant musi wykazać swoją tożsamość (ew. interes prawny), to w innych przypadkach brak jest podstaw prawnych do żądania od niego tego rodzaju informacji.

Dodatkowo, przewodniczący każdego wydziału posiada uprawnienie do wyrażenia zgody na przejrzenie akt sprawy upoważnionym przedstawicielom organizacji społecznych, nadto może zdecydować o udostępnieniu akt sądowych innym osobom niemającym uprawnień procesowych oraz o zakresie wykorzystania tych akt. Jest to uprawnienie bardzo rozległe, ocenne i świadczące o intencji ustawodawcy szerokiej dostępności zarówno akt, jak i danych procesowych.

Ustawodawca przejawia więc wyraźną wolę szerokiej interpretacji zasady jawności zewnętrznej posiedzeń sądowych, nieograniczonej bynajmniej do fizycznej obecności stron i publiczności na rozprawie.

Co z tą poradą?

Choć z roku na rok sytuacja zmienia się na lepsze, to wciąż wśród niektórych sekretarzy sądowych pokutuje praktyka odsyłania interesantów „z kwitkiem”. Bywają urzędnicy sądowi, którzy na każde pytanie niezaznajomionego z procedurami obywatela – niezależnie, czy dotyczy ono wysokości opłaty sądowej, zasad ustanowienia pełnomocnika z urzędu czy sposobu przygotowania pisma sądowego – odpowiadają, że „sąd nie udziela porad prawnych”. Urzędnik dobrze wie, że z taką deklaracją trudno przeciętnemu człowiekowi dyskutować, że interesantowi taka formułka po prostu „zamknie usta”.

Wyjaśnienie rzeczywistego powodu odmowy udzielenia informacji wymagałoby rzetelnego uzasadnienia. Z reguły zresztą żadne powody do odmowy po prostu nie istnieją. To prawda, że zdarzają się uciążliwi pieniacze, którzy wykorzystają każde, wypowiedziane niefrasobliwie słowo urzędnika, aby opisać je w skardze do wszystkich najwyższych „instancji”. Jednak urzędnik państwowy nie może dać się zastraszyć pierwszemu lepszemu cholerykowi. Co więcej, urzędnik sądowy powinien być rzetelnie przeszkolony i świadomy, co wolno, a czego nie wolno mu ujawnić interesantowi. W przypadkach rzeczywistych zakazów powinien zaś potrafić przekonująco uzasadnić brak możliwości odpowiedzi na pytanie obywatela.

Jaka jest różnica między informacją a poradą? Słownikowa definicja wskazuje, że informacja to wszelkie dane, dzięki którym zmniejsza się stopień niewiedzy odbiorcy, które wnoszą do jego świadomości element nowości. Często obywatel, przy okazji uzyskiwania danych dotyczących toku postępowania, a czasami specjalnie w tym celu zgłaszający się do sądu, pragnie dowiedzieć się, co powinien lub może w danej sytuacji zrobić. Pragnie uzyskać poradę.

Porada prawna jest doradzaniem komuś w sferze prawa. Termin ten obejmuje zarówno zawodową działalność adwokatów, radców prawnych i innych doradców prawnych, jak i pomoc prawną zapewnianą przez państwo. Kwestia w tym, że w wąsko rozumianej pomocy prawnej mieści się bez wątpienia obowiązek sądów informowania uczestników sporów o ich sytuacji prawnej, a także prawo każdego obywatela do uzyskiwania takiej informacji. Udzielanie tego typu podstawowych porad prawnych nie jest wprawdzie zasadniczą rolą sądów, ale nie zapominajmy, że sądy obok sprawowania wymiaru sprawiedliwości wykonują również inne zadania z zakresu ochrony prawnej, powierzone w drodze ustaw (art. 1 u.s.p.).

Co ważne, bezwzględnego zakazu udzielania przez sądy informacji o prawach interesanta, w tym o jego sytuacji prawnej, nie da się poprzeć żadnym przepisem, za wyjątkiem unormowań zawartych w szczególnych aktach prawnych (m. in. o ochronie danych osobowych, o ochronie informacji niejawnych, itd.). Tak więc, co do zasady, nie ma zakazu udzielania przez sądy drobnych porad rozumianych jako „informacja prawna”.

Jeszcze informacja o prawie czy już porada prawna?

W praktyce dość trudno ustalić, czy w danym przypadku mamy do czynienia z informacją, czy już z typową poradą prawną. Przyznać trzeba, że może to nastręczać trudności urzędnikom sądowym, którzy nie muszą być prawnikami i zazwyczaj nie orientują się szczegółowo w niuansach różnych aktów prawnych. Szkolenia w tej materii dla osób obsługujących interesantów w sądach na pewno są potrzebne.

Gros próśb interesantów sądów sprowadza się do pytań o możliwości prawne, z których mogą skorzystać w danej sytuacji procesowej lub życiowej, o zasady konkretnych procedur prawnych, sposób wypełniania druków sądowych czy też próśb o udzielenie pomocy w sformułowaniu pism procesowych. Stanowczo stwierdzić należy, że tego typu wnioski nie stanowią porady sensu largo. Należałoby je zakwalifikować do opisanego wyżej znaczenia pojęcia porady jako informacji prawnej.

Ustawowe uprawnienie do udzielania tego typu informacji przez urzędnika sądowego można wyinterpretować z szeregu aktów nakazujących wprost kiedy i komu należy udzielać informacji oraz określających ich zakres przedmiotowy. Wskazówkę w tym zakresie zawiera powołana na wstępie Ustawa o dostępie do informacji publicznej. W art. 6 bardzo szczegółowo definiuje ona pojęcie informacji publicznej. Dla przykładu, taką informacją są dane o sposobach przyjmowania i załatwiania spraw, kolejności ich załatwiania lub rozstrzygania, prowadzonych rejestrach, ewidencjach i archiwach, danych publicznych, w tym decyzjach administracyjnych i innych rozstrzygnięciach, etc.

Przypomnijmy w tym miejscu, że zgodnie z art. 2 powołanej ustawy, prawo do informacji publicznej przysługuje każdemu, przy czym nie wolno żądać od uprawnionego wykazania interesu prawnego lub faktycznego. Prawo to podlega ograniczeniu jedynie w zakresie i na zasadach określonych w przepisach ustawowych, co wyklucza urzędniczą dowolność i nadinterpretacje. Ustawa wyraźnie wskazuje, że nie można ograniczać prawa dostępu do informacji o sprawach rozstrzyganych w postępowaniu administracyjnym, karnym lub cywilnym, za wyjątkiem sytuacji wprost w niej wskazanych (art. 5 ust. 3 i 4).

Sekretarze sądowi często zapominają, że obowiązujące ich wewnętrzne przepisy również nakazują określony sposób przekazywania informacji zainteresowanym. Dość wskazać, że § 51 Regulaminu wewnętrznego urzędowania sądów powszechnych przewiduje wprost, że „stronom postępowania, ich pełnomocnikom oraz innym osobom, uprawnionym na podstawie przepisów szczególnych, pracownicy sądu powinni w miarę potrzeby i możliwości udzielać niezbędnych informacji o toku postępowania w prowadzonych sprawach”.

Należy zauważyć, że obowiązek udzielenia informacji nie dotyczy tylko stron i ich pełnomocników, lecz również „innych osób”. Daje to szerokie możliwości przekazywania informacji prawnej każdemu, kto wykaże taką „potrzebę” w rozumieniu cytowanego przepisu.

Ocena, czy w danym przypadku zachodzi „potrzeba”, „możliwość” i „niezbędność” wymaga stosownych kompetencji, doświadczenia i wyczucia. Wkraczamy tu jednak w szeroką sferę zarządzania sądem, kultury obsługi interesanta, odpowiedniego przeszkolenia urzędników, prawidłowo ukształtowanych stosunków wewnętrznych w danej jednostce, a to już temat na odrębny artykuł.

Wyjątek potwierdza regułę

Od zasady prawa do informacji istnieje szereg wyjątków. Podstawowym aktem prawnym wprowadzającym ograniczenia w udostępnianiu danych w sądzie jest Ustawa o ochronie danych osobowych, która przewiduje uprawnienie każdego do ochrony dotyczących go danych. Równocześnie w art. 1 ustawa ta zezwala na przetwarzanie danych ze względu na dobro publiczne lub dobro osób trzecich. Z orzecznictwa sądów wynika, że za każdym razem należy ważyć te dobra, gdyż zarówno prawo do ochrony własnej prywatności, jak i prawo do informacji, są chronione normami konstytucyjnymi (art. 47, 49, 50, 51, 54, 61 Konstytucji RP). Danie prymatu któremuś z tych praw i np. przekazanie informacji osobie postronnej musi każdorazowo wynikać z okoliczności danej sprawy („automatyzm” postępowania jest wykluczony).

Warto przy tym zauważyć, że w rozumieniu powołanej ustawy nie stanowią przedmiotu ochrony zbiory ewidencyjne w postaci „zbiorów informacji gromadzonych »luzem« w różnego rodzaju aktach, np. aktach sądowych, teczkach, zbiorach dokumentów itp.” (vide A. Szewc, artykuł w czasopiśmie „Radca Prawny” nr 3/1999, str. 20). Typowe żądania petentów o dane zgromadzone w aktach sądowych w żaden sposób nie wkraczają więc w sferę chronioną.

Omawiana ustawa przewiduje również szereg wyjątków, które umożliwiają uprawnienie do żądania ujawnienia informacji. Dla przykładu, zgodnie z art. 23 ust. 4 pkt 2 ustawy za usprawiedliwiony cel dopuszczający przetwarzanie danych uważa się w szczególności „dochodzenie roszczeń z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej”. Już ten przykład pokazuje, jak szeroko powinny być dostępne informacje z akt spraw gospodarczych, KRS, wydziałów gospodarczych, upadłościowo-układowych czy cywilnych.

Inne unormowania dające uprawnienie do odmowy udzielenia informacji sądowych osobom postronnym wynikać mogą z Ustawy o ochronie informacji niejawnych. Regulacja ta ściśle definiuje pojęcie informacji niejawnych, opatrzonych klauzulą tajności, stąd nie może być w danej sytuacji wątpliwości, czy żądane informacje objęte są zakresem ochrony.

Regulacje kodeksowe także wskazują na wyjątki od zasady jawności. Dla przykładu, w sprawach cywilnych sąd ma obowiązek z urzędu odbyć posiedzenie przy drzwiach zamkniętych, jeżeli publiczne rozpoznanie sprawy zagraża porządkowi publicznemu, moralności, ze względu na tajemnicę państwową, służbową, ochronę informacji niejawnych (art. 153 k.p.c.). Sąd może w określonych przypadkach na wniosek wyłączyć jawność posiedzenia (np. ze względu na tajemnicę przedsiębiorstwa – art. 47910 k.p.c.).

W sprawach karnych obligatoryjne i fakultatywne wyłączenie jawności rozprawy wynika z przepisów art. 359-364 k.p.k. Nie jest to wyłączenie bezwzględne, gdyż dopuszcza możliwość pozostawienia w sali osób wskazanych przez uczestników postępowania. Ograniczenia te dotyczą raczej sędziów, nie sekretarzy sądowych, co jednak nie zwalnia tych drugich od znajomości procedur. To oni bowiem przeważnie udzielają interesantom odpowiedzi na stawiane pytania.

Czas na życzliwe porady

Z zaprezentowanego, pobieżnego przeglądu przepisów wynika, że dostęp do informacji sądowej ukształtowany jest bardzo szeroko i jest normą. Zakazy udostępniania danych wynikają z przepisów szczególnych, a więc są wyjątkiem. Z kolei ustawa o ochronie danych osobowych, na którą tak lubią powoływać się urzędnicy, dotyczy w gruncie rzeczy całkiem innej sfery, głównie ochrony zbiorów danych przed ich przetwarzaniem, a nie danych wygenerowanych z akt spraw sądowych. Ma ona zatem niewiele wspólnego z odmową udzielenia konkretnej informacji.

Odrębnym zagadnieniem jest kwestia drobnych porad prawnych. Przepisy nie mówią o tym wprost, ale – jak starałam się wykazać w tym artykule – prawo obywatela do uzyskania wskazówek i porad prawnych, a więc „życzliwej pomocy urzędnika”, wynika zarówno z ogólnego obowiązku państwa do zapewnienia obywatelom pomocy i ochrony prawnej, jak i ustawowego obowiązku udzielania przez organy prowadzące postępowania sądowe pouczeń ich uczestnikom o ich sytuacji prawnej.

Obowiązujące w niektórych sądach standardy obsługi interesanta w myśl sloganu „sąd nie udziela porad prawnych” to nieporozumienie. Poradą prawną w takim sensie jest przecież poinformowanie nieporadnej strony lub petenta, że może złożyć wniosek o ustanowienie pełnomocnika z urzędu, czy wniosek o zwolnienie od kosztów, a także udostępnianie mu spisu kancelarii prawnych. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że tego typu informacje należy w razie potrzeby obywatelowi przekazać.

Praktyka sądowa jest oczywiście różna. Spotkałam się zarówno z odmową udzielenia jakiejkolwiek informacji przez telefon, jak i szczegółowym osobistym instruowaniem interesantów, co powinni w danej sytuacji zrobić. Zasypywanie radami, przepisami i możliwościami prawnymi, szczególnie w skomplikowanym prawniczym żargonie, też może szkodzić i spowodować, że obywatel poczuje się jeszcze bardziej skonfundowany.

Żadna skrajność oczywiście nie jest dobra. Sądy nie mogą przejmować roli darmowych doradców prawnych, ale też nie powinny zasłaniać się enigmatycznymi zakazami. Jeśli urzędnik obarczony jest nadmiarem obowiązków, każda dociekliwość petenta spowoduje jego zniecierpliwienie. Gorzej, gdy brak życzliwości to cecha charakteru lub norma zachowania obowiązująca w danym sądzie.

Bliżej cywilizowanego świata

Na zakończenie wzmianka o standardach. Wymiar sprawiedliwości, jako filar demokratycznego państwa, niewątpliwie powinien być pionierem we wdrażaniu standardów praw człowieka i obywatela. W przyjętej przez Polskę Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej zapisano prawo do pomocy prawnej. Art. 47 Karty stanowi, że „każdy ma możliwość uzyskania porady prawnej, skorzystania z pomocy obrońcy i przedstawiciela”. W akcie tym sformułowano również prawo do dobrej administracji (art. 41).

W polskich sądach dużo się w ostatnich latach zmieniło i stale zmienia się na lepsze. Dowodem niech będą organizowane od lat w sądach dni bezpłatnych porad prawnych. Takie akcje, aczkolwiek nienakazane przez prawo, pozostają w zgodzie z duduchem europejskich standardów. Sędziowie i inni pracownicy sądów angażujący się w tego typu przedsięwzięcia poprawiają społeczny wizerunek wymiaru sprawiedliwości, nie mówiąc o uczestniczeniu w pożytecznych i etycznie wartościowych działaniach pro publico bono.

Nic nie stoi na przeszkodzie, by urzędnicy sądowi na co dzień przyjęli postawę otwartości na udzielanie drobnych porad prawnych. Taka postawa przyczyni się do podniesienia świadomości prawnej obywateli oraz osiągnięcia przez sąd statusu instytucji życzliwej obywatelom.

Autorka jest sędzią Sądu Rejonowego w G liwicach orzekającą w sprawach gospodarczych